Zwycięzca tegorocznego Kaszana Festival mógł być tylko jeden. Piosenka Dejwa była "słodka, przebojowa i twarda", nic więc dziwnego, że urzekła słuchaczy. Miliony słuchaczy. Wobec wstawek "hiłi goł" oraz "aa jeee" trudno po prostu przejść obojętnie.
W dodatku w ciągu ostatnich kilku dni ilość odsłon teledysku ją promującego na Youtubie gwałtownie wzrosła z 12 do 13 milionów. Wszystko przez to, iż to właśnie Petarda była najczęściej wyszukiwaną piosenką przez Google'a. Wiadomo, 31 grudnia sporo osób "lubi se poszczelać". W każdym razie w kategorii oglądalności swego klipu zdeklasował swojego o wiele bardziej zdolnego imiennika zwanego Podsiadło. W końcu słowa "pastempomat" za często do wyszukiwarek nikt nie wpisywał.
Wczoraj wieczorem Instytut Monitorowania Blogosfery wysłał
do mnie maila o następującej treści. "W związku z wprowadzeniem planu
Morawieckiego zakładającego dynamiczny rozwój polskiej gospodarki również w
przemyśle muzycznym i filmowym nakłada się na wszystkich blogerów obowiązek
promocji polskiej muzyki i teledysków przynajmniej w co drugim opublikowanym
poście. Przepis ten obowiązuje od dnia 1 kwietnia i dotyczy wszystkich autorów
blogów prowadzonych w języku polskim".
Poprzedni wpis no Bonomuzie dotyczył U2, zgodnie z nowym
rozporządzeniem czas więc na utwór polski. Nie mam najmniejszych wątpilwości,
że ten cytowany dziśp rzejdzie do historii polskiej muzyki rozrywkowej, jest w
końcu "naj naj naj, słodka aj aj aj". Teledysk również robi wrażenie,
ambitny, nieoczywisty, z przekazem i Kamilem Glikiem w roli głównej ;-))))))
Po zwycięstwie 2:1 nad Irladią Polska awansowała do Mistrzostw Europy w piłće nożnej i zagra w tej imprezie po raz trzeci z rzędu. Wczorajszy wieczór spędziłem na Stadionie Narodowym, na którym z racji na okoliczności wszystko wydawało się fajne, aż do momentu, gdy wodzirej, didżej, czy kimkolwiek ów ktoś był utracił kontakt z bazą i postanowił zarzucić "piosenkę tematyczną", mówiąc coś w stylu: "Drodzy Państwo, a teraz czas na wspólne wykonanie jeszcze jednego utworu, na pwno go znacie ale dla ułatwienia jej tekst będzie wyświetlany na telebimie". Po czym z głośników zaczęły płynąc pierwsze dźwięki największego przeboju Kobranocki, czyli Kocham Cię Jak Irlandię. Piosenka super, ale do teraz zastanawiam się WTF, co ów prowadzaćy didżej-pajac miał na myśli, czy jego zwoje mózgówe powiedziały coś w stylu "dobra, pokonaliśmy Irlandię, to puszcze kawałek z Irlandią w tytule"? To już lepiej było puścić Ajrisz T.LOVE'u, przynajmniej opowiada częściowo o meczu. Myślę o co chodzi i myślę ale do konstruktywnych wniosków dojść mi się nie udaje. A ludziom ewidentnie się podobało, bo przynajmniej połowa widzów została i wpatrzona w telebim wzobrażała sobie na pewno, że jest Beatą. A mnie z każdym kolejnym dźwiękiem kawałka, któy lubię ogarniał coraz większy "żal". Czy Wy rozumiecie ten przekaz didżeja?
Inna sprawa, że ludzie byli w takim stanie euforii i, w dużej mierze upojenia, że zaśpiewali by wczoraj wszystko, a najchętniej pewnie Miód Malina. Dziś, walcząc w pracy z tupotem białych mew wizualizowałem sobie wczorajsze zgormadzenie na Stadionie Narodowym śpiewające refren tego oto kawałka, bezapelacyjnego zwycięzcy Kaszana Festiwal 2015.
Ona jest przy mnie blisko
na balet przyszedł czas
tańczymy w rytmie disko
super imprezka, lans ;-D
Zabija mnie przyczynowo-skutkowa wymowa tego numeru ;-)
Najbardziej znana plaża Trapani nazywa się Lido Paradiso. Wstęp
płatny ale w ramach biletu bogata infrastruktura dziecięca, plac zabaw, mały
basen i dużo sprzętu wodnego. Przez dłuższą chwilę miałem wrażenie, że kolejną
atrakcją tego miejsca jest pytanie się nawzajem o orientację seksualną. Już
przy płatności za bilet miła kasjerka wspomniała coś o „pedalo”. Myślałem, że
się przesłyszałem ale kiedy kilka minut wcześniej podszedł do mnie ratownik i
spytał: „pedalo?” zrobiło mi się dziwnie. Już miałem pytać czy chce mnie
obrazić, kiedy ten podobnym pytanie obdarzył mojego 3-letniego syna. „Pedalo”?
Fafancullo, stronzo, cornutto – zastanawiałem się, od którego słowa zacząć
dalszą dyskusję z ratownikiem, gdyż więcej obelg po włosku nie znam. I kiedy
miałem wypowiedzieć to pierwsze do ratownika podbiegł inny facet drąc się: „pedalo”?!?.
To jakiś flash mob czy inny performance? – pomyślałem. A ratownik z uśmiechem
do tego zioma: „si, si , pedalo”. Po czym wskazał na taki oto stojący w wodzie
przedmiot:
;-))))
Pierwszy dzień na Sycylii upłynąl więc pod znakiem
orientacji seksualnej. A skoro mowa o tej odmiennej, czas na kultowe w tym
kręgu Irejża.
Prawie 40 lat temu Jasiek T. powstrzymał Anglię. W roku 2012 powtórki nie było, był za to z nami Kapitan Planeta, dzięki któremu drużynę Roya Hodgsona zatrzymał deszcz. Z tej okazji 3 deszczowe pioseneczki-kaszaneczki, tak jak 3 razy pada słowo "PZPN" w najgłośniej śpiewanej dziś na stadionie piosence.
Uan: (ze specjalną dedykacją dla organizatorów meczu - jestem pewny, że każdy, kto był dziś na stadionie chciałby namalować kroplą deszczu kogoś odpowiedzialnego za ten burdel, a potem długo sam, sam w to nie uwieeeeerzyć :
Tu (specjalnie dla fanów z wyspy)
Sri (dla tych, którzy, tak jak Patrycja w refrenie chcą by nasza drużyna nadal była w tych eliminacjach niepokonana):
Daj spokój Pata. Jutro WYGRAMY WYGRAMY WYGRAMY !!! O ile oczywiście uda się zamknąć dach, w pierwszym możliwym momencie, czyli jak przestanie padać i na Saskiej Kępie pojawi się tęcza.
Drugą gwiazdą tegorocznego Kaszana Festival jest Flo Rida i jego gwizdek, w który gwizdał jeszcze jako sędzia. Oprócz występu gwiazdy zapraszam do lektury wywiadu z artystą. Znajdziecie w nim m.in. informacje o związkach Flo z Polską, jego fascynacjach i inspiracjach.
WYWIAD Z FLO RIDA:
Bonomuza: W teledysku do
Whistle często przyjmujesz pozycje karateki? Ćwiczysz jakieś sztuki walki?
Flo: Je, ja noł. Moim
ulubionym filmem jest Trylogia Karate Kid. Całe dzieciństwo podpatrywałem także
Brucee Lee i umiem teraz zrobić niezły trick krzycząc jak on „A DZIAA” !
- Skąd masz taki
fajny kajdan?
- Je, ja noł. Kiedys
byłem sędzią, wisz, rozumisz to dobrze opłacalne zajęcie. Można dużo dmuchać w
gwizdek. Od czasu aresztowania Fryzjera stało się to jednak niebezpieczne. No i
ziom z podwórka podpowiedział mi, że lepiej teraz zostać pop star. No to
zostałem. A kajdan kupiłem na straganie na Florydzie. Zresztą stąd wzięła się
moja czaderska ksywa.
I jak
odnalazłeś się w nowej rzeczywistości?
- Je, ja noł, super.
Bycie pop star jest o niebo lepsze. Wbrew pozorom można dużo więcej dmuchać w
gwizdek. Powiem ci, że odpowiedzi negatywne na pytanie z refrenu praktycznie
się nie zdarzają.
Właśnie,
opowiedź o inspiracji dla piosenki Whistle?
- Je , ja noł, „it’s like everywhere I
go my whistle is ready to blow”.
Czy wiąże się z
tym jakaś specjalna historia?
Flo: Je, ja noł. Kiedyś,
jeszcze za czasów sędziowskich, nie podyktowałem ewidentnego rzutu karnego.
Faul był jak 150, ale inaczej się umówiłem z właścicielami drużyny gospodarzy.
Zawodnik gości podbiegł do mnie i zaczął krzyczeć: „ej, kufa, baterie ci się w
gwizdku wyczerpały czy tchu ci brakuje, żeby gwizdnąć? Może sam mam dmuchnąć w
ten twój gwizdek?”. Pomyślałem, że to niezły tekst do piosenki. Tym bardziej,
że po meczu w ramach podziękowania od gospodarzy pewna pani zaproponowała mi to
samo.
Jakie są twoje
związki z Polską?
Je, ja noł, klip do
Whistle chcieliśmy początkowo nakręcić na Giewoncie. Niestety krzyż na tym
szczycie nie mieścił się w kadr i musieliśmy zrezygnować. Poza biel kapliczki
na szczycie który ostatecznie wybraliśmy idealnie pasuje do bieli moich spodni.
Właśnie. Jak
osiągasz tę snieżno-białą biel ubrań?
Je, ja noł. Bez
namaczania maj frjend. A potem dmucham w gwizdek.
A propos
gwizdka, chciałbym zaprezentować ci polską starą, zarąbistą piosenkę, w której
on występuje.
Jak ci sie podoba?
Łiiiii tam. Za duży
HARDKÓR! Wolę dmuchać w gwizdek.
Koniec lata zbliża się nieubłaganie a wraz z nim zamknięcie sezonu festiwali „pod chmurką”. Tak jak w ubiegłym roku Bonomuza zaprasza Was na jego huczne zamknięcie. KASZANA FESTIWAL II sprawi, iż łatwiej przyjmiecie na klatę nadchodzącą jesienną smutę. Praca przy organizacji festiwalu to naprawdę ciężki kawałek chleba. Mnogość imprez powoduje, że ciężko jest zakontraktować gwiazdę w dogodnym terminie.
O tym, że Michel Telo powinien wystąpić na Kaszanie wiedziałem od dawna. Warto jednak było
tyrać, czego dowodem jest choćby pierwsza gwiazda tegorocznego festiwalu! Od kilku miesięcy artysta ten rozchwytywany jest bardziej niż kebab na cienkim w piątkowy wieczór czy parówki na stacjach Łorlenu.Słowa „AJ CHCĘ CIĘ ZŁAPAĆ, AJ AJ, CHCĘ CIĘ ZŁAPAĆ OPA” krzyczało do niego tysiące promotorów z całego świata. Muzyk gra czasem nawet po trzy koncerty dziennie a jeśli nawet nie występuje to i tak śpiewa tańcząc zumbę. Pełny obaw, niczym Kasia Kowalska, wreszcie „ZDOBYŁEM SIĘ NA ODWAGĘ I ZAAAAA GAAAAAA DAŁEM”.
Efekty przerosły najśmielsze oczekiwania.Rzadko zdarza się bowiem by artysta tej sławy wyszedł sztywno przyjęte,ustalone dużo wcześniej ramy koncertu i przygotował dla fanów coś specjalnego. Tymczasem Michel stał się tego dnia, mówię to bez cienia wątpliwości, naszym, swojskim, polskim Miśkiem, Michałem jakich wielu spotkać można W SOBOTĘ NA BALETACH, na których jak wiadomo „wszyscy ludzie tańczą”. Artysta przestudiował elementarz Falskiego od deski do deski, obejrzał w TeFałPe wszystkie
odcinki z profesorem Miodkiem i specjalnie dla polskich fanów przygotował wersję swojego największego hitu po polsku!!! Myślę, że po projekcji nie będziecie mieli
żadnych wątpliwości, że piosenka otwierająca Drugi Kaszana Festiwal jest “boska, BOSKA”!
W poprzednich odcinkach:
Dj Antoine poczuł w powietrzu Sunlight a następnie spotkał Norbiego, który od
kilkunastu miesięcy nie może złapać żadnej chałtury. Norbert próbuje przekonać
Antka aby przygarnął go do swojej koncertowej trupy. Z przerażeniem stwierdza,
że oprócz zleceń stracił również dar podrywania kobiet. Po odrzuceniu jego
amorów przez Shine Norbi szuka rady i ratunku u przypadkowo napotkanego kolegi
z zespołu Weekend. Niestety „jemu już to wali od kiedy jest na fali”...
- Łatwo ci powiedzieć,
ziom – westchnął Norbert – Ty jesteś na fali, a ja w czarnej dupie.
- I jeszcze
narzekasz?!? – zadrwił Radek parskając fafluniącym śmiechem
- Masz śmiech jak
Lepper – odgryzł się Norbi wspominając Andrew pytającego o mozliwość
zgwałcenia prostytutki – ale nie o to chodzi żebys mnie tera tańczył bredgęsa.
Sprawa jest naprawdę poważna. Widziałeś tą laskę co to się jej, prosze ja
ciebie, żem siem przed chwiloma parymi
zaprezentował? O tej tam – krzyknął wskazując na Shine tuż przed tym jak
zniknęła w czeluściach sklepu. Uwielbiała zakupy a mandarynki były tego dnia po
5,55.
Radek przytaknął
słowami:
- Ty to chyba ślepy
jesteś, a nie na fali.To Shine, ślepoto!
- Nie znam – powiedział
obojętnie Radek
- No widzisz? A
mówiłeś mi kiedyś, że znasz wszystkie towary w mieście.
- Kiedyś znałem – odparł
zamyślony – ale się zakochałem.
- Musiałeś się chyba
wiele razy przewrócić na tej fali. Myślisz, że nie pamiętam
co się dzieje na bekstejdżu w strażackich remizach? Stary, nie idzie mi może za
dobrze ostatnio w tym temacie, ale pamięć to ja mam, jak forfiter czikena.
- Nie o to chodzi?
- A o co?
- Ja już nie mam ochoty
- Leki, są teraz na to,
widziałem w tiwi reklamę z taką laską, co do klamki tańczy albo gościa co
odkurzacz pod kondoma podłącza.
- Ale to nie jest problem
medyczny, tylko psychiczny
Norbertowi zabrakło słów.
Z miną pytającą „ke?” czekał na reakcję Radka. Ten odliczył do czterech i
wystrzelił:
Świst klapsa, który wylądował na dziąśle Norberta o mało nie doprowadził do wypadku stada wracających z Afryki bocianów. Tuż po wyprowadzeniu plaskacza Shine odwróciła się na pięcie i odeszła w siną dal. To znaczy chciała odejść. Pech chciał iż podczas wykonywania obrotu złamał się obcas w jej lewym bucie. Na szczęście, dzięki dobremu zaopatrzeniu torebki wokalistki, problem udało rozwiązać się zanim Norbi, w ramach ciętej riposty, zdążył zaśpiewać kolejną piosenkę. Wokalistka dziarskim ruchem odpakowała sreberko, łyknęła Mentosa i czując jego świeżość 3D ułamała obciach buta prawego ruszając przed siebie.
Norbert był zdruzgotany. Po cichu liczył bowiem, że jego show, jeśli nie wokalistce, zaimponuje przynajmniej didżejowi Antkowi. Ten milczał jednak niczym owce w filmie z zakratowanymi zębami Anthonego Hopkinsa.
- Jak żyć? – pomyślał – Jak żyć?
Rozmyślając w zadumie zauważył przechodzący drugą stroną ulicy zespół Weekend. Norbert czuł się trochę jak ojciec chrzestny tej grupy. W latach swojej świetności, które zbiegły się akurat z debiutem Weekendu, zaprosił ich bowiem do grania supportów. Wspominając tamtą znajomość zagadnął dawnych kumpli słowami ich przeboju:
Weekendowi panowie zatrzymali się i z miną z serii „ju tokin tu mi” pokazując palcem się na siebie kiwnęli głową chcąc upewnić się, czy do nich skierowany był ów śpiew. Norbi przytaknął zwracając się do wokalisty:
- Cześć Radek, pamiętasz mnie? Załatwiłem wam pierwszą w życiu trasę koncertową
Wokalista odpowiedział:
- Taki z ciebie kumpel jak z koziej dupy kobza – orzekł Norbert strzelając fucka - Nie bądź taki! Jestem w kobzie. Znaczy się w dupie!
- I co ja mogę z tym zrobić? – spytał obojętnie niezbyt zainteresowany tematem weekendowy Radek
- Nie wiem stary, pomyśl kurna. Może jakiś fiuczuring bym wam nagrał do nowego singla, czy co? Poradź coś chociaż.
Radosław zamyślił się przez chwilę, pstryknął palcami dając znak gotowości zespołowi tanecznemu, po czym rzekł:
Show w wykonaniu Shine zrobił na Norbim wrażenie większe niż cola w zestawie powiększonym. Zmieszał się chłopaczyna niczym shake truskawkowy, jeszcze kilka lat temu nie zdarzało się, aby którakolwiek odrzuciła jego wdzięki. Myśląc nad ciętą ripostą przypomniał sobie radę, której udzielił mu swego czasu kumpel ze szkoły rapu:
Wnioski były proste: wąs w kilka sekund nie urośnie, sprzedawcy kwiatów mają już fajrant, pozostały trzymany w kieszeniach kraciastych, szerokich spodni bronx i twardość. Postawił na to drugie. Zrzucił żółto-złota marynarę i wydeklamował:
Przy słowach aaaaa haaaaa Norbert tradycyjnie ułożył palce dłoni w słuchawkę telefoniczną i mrożąc Shine wzrokiem przez zaciśnięte zęby wycedził:
- Masz u mnie lajka dziecino ale niejedna inna też ma. Nie zmarnuj więc tego i powiedz
no „łotz jor nejm, łotz jor namba”?
Kręcąc z niedowierzaniem głową wokalistka, prześmiewczo krzyknęła:
Swetrowa piosenka DJ Antka szybko stała się hitem. Sprzedaż preparatu na dłuższe życie wełny wzrosła siedemnastokrotnie, zaś moda na swetry rozkwitła do tego stopnia, że bacowie nie nadążali z goleniem swoich owiec i produkcją łossscyspków. Brakowało również baranów, więc producenci Sunlighta postanowili chwycić za rogi byka i zdecydowali się na sponsoring światowej trasy DJ Antoine.
Na zupełnie przeciwległym biegunie znajdował się pewien zapomniany lekko artysta z Ostródy. Na imię miał Nobert i rozpaczliwie szukał jakiejkolwiek okazji do podreperowania nadszarpniętego latami posuchy budżetu. Sukces piosenki Sunlight nie umnkął oczywiście jego czujnemu uchu, toteż Norbi warował na Antka w stolicy. Kiedy po kilku dniach poszukiwań wreszcie przyniosły one skutek Ostródzianin przyatakował didżeja niczym borsuk kaszankę z grilla:
- Siema Antuan, przybij pięć nie miej wzdęć – zagadnął jak zwykle z humorem
- No czeeeeść – odpowiedział przeciągle DJ Antoine nie mając pojęcia z kim rozmawia.
- Słyszałem, że SZUKASZ SZUKASZ, supportu, AHA AHA– zarapował w rytm swojego największego hiciora Norbert.
To jedno zaśpiewane zdanie wystarczyło, by Dj Antoine rozpoznał swojego rozmówcę.
- Teraz cię chyba kojarzę. Jesteś Torbi, co nie?
- Człowieniu: mylisz się. A nawet jesteś w błędzie – rzekł błyskotliwie Norbi – Torbi jest z TeFałPe Dwa, ona kocha kino. Ja kocham muzę i jestem gwiazdą Jedynki!
- Słyszałem, że słabo kryje, ja malowałem Duluxem – odpowiedział Antek wspominając zeszłoroczny remont.
- O czym ty w ogóle...- słowa Norberta urwały się niczym hejnał z Wieży Mariackiej.
Jego oczy zwróciły się w lewą stronę a w prawym kąciku ust pojawiła się lśniąca strużka śliny. Ze szczęką opadniętą na głębokość drugiej linii metra artysta obserwował nadchodzącą lśniącą postać. Była to Shine. Norbert śledził wzrokiem każdy jej krok, a kiedy wokalistka minęła go natychmiast odwrócił głowę w prawo patrząc na nią „od dupy strony”. Nagle, niczym czarna pantera, Shine odwróciła się w kierunku Norbiego i rzekła:
Lekko speszony wokalista postanowił pójść na całość. Wybrał bramkę numer jeden, z nadzieją, że nie będzie w niej zonka:
- Skąd ty mieszkasz królowo? I czy wolny masz wieczór dzisiejszego wieczora?
- A czemu pytasz? – zagadnęła zalotnie Shine
- Uroda owszem ale maniery to widzę nie do końca u ciebie teges. Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. Właśnie straciłaś szansę na kolację z gwiazdą Jedynki! – postanowił zagrać twardo, bo lubił jazdę bez trzymanki.
- Posłuchaj no frajerku...– syknęła Shine, po czym zaśpiewała:
Pierwszego dnia wiosny DJ Antoni był wyjątkowo niespokojny. Z poprzedniego dnia zapamiętał tylko, iż słońce już zaszło, wieczór był ciepły i cichy.
- Coś tu sztynksi – pomyślał – I bynajmniej nie są to przebiśniegi.
Antek nie obstawiał również na tulipany, choć w jego okolicy tysiące tych kwiatów stało w mosiężnych wiadrach sprzedawców z wąsem i bez. Znakiem rozpoznawczym handlarzy były swetry maści wszelakiej: wełniane, w serek, w pulowerek, z guzikami, z suwakiem, w rąby, trójkąty, prostokąty, w kolorach tęczy i nie tylko. Antoni miał w swojej kolekcji kilka z nich. Po części ze skąpstwa a trochę z pedantyzmu dbał o nie tak, jakby w szafie znajdowały się żywe owce. Unosząca się w powietrzu słodko-kwaśna chmura nie dawała mu spokoju, tym bardziej, że kac spotęgował jego zmysły i chęć rozwiązania zapachowego kalamburu. Nagle stało się to jego być albo nie być. Reszta mogła być milczeniem ale ów sztynks musiał zostać rozszyfrowany.
DJ przystanął, skupił się, niuchnął w prawo, niuchnął w lewo. Wystarczyło 10 sekund i jego wątpliwości rozwiały się niczym liście kasztanowca na placu Pigalle. Zuzannie przytrafiało się to tylko jesienią ale Antoni poczuł to wiosną. Roznosząca się w powietrzu woń nagle skierowała myśli Antka do szafy ze swetrami. Tym bowiem, co poruszyło jego nadwątlone zbytnią częstotliwością wciągania nozdrza, był zapach preparatu dla dłuższego życia wełny. „Zero mechacenia – Sunlight” brzmiały slogan nazwa tego preparatu.
Kilka lat temu zagubiona i niepewna Kayah, rozpaczliwie spytała słuchaczy „jaka ja Kayah?”. Sprawa była na tyle palącą, że wokalistka postanowiła nazwać tym pytaniem cały album. Czas płynął, odpowiedź jednak nie padała. Z wiarygodnego źródła wiemy, że choć z pytaniem próbowali zmierzyć się Piasek, Nergal i Mr. Karpiel-Bułecka, który przyszedł boso, Kayah nadal nie wie „jaka ja”. Dzisiejszy odcinek Kaszana Songs będzie więc swoistym panaceum dla wokalistki, która po latach bycia Kamieniem i Supermanką nagle zgubiła swą tożsamość. Za pomocą Romana i Sapienzy właśnie dziś Bonomuza pozwoli ją jej odnaleźć. Odpowiedź na pytanie „jakajakayah? pada w dzisiejszej kaszance wielokrotnie, po raz pierwszy w dziewiątej sekundzie.
Kilka dni temu zajrzałem do pewnej sieci fast foodów z literką „m” w nazwie. Jako świeży rodzic postanowiłem nabyć pierwszy w życiu zestaw Happy Meal. Najprzyjemniejszą częścią jego zakupu jest podobno wybór zabawki, orzech do zgryzienia był jednak w tym przypadku wyjątkowo twardy. W gablocie stało bowiem 5 pokemonów i szósta, niezidentyfikowana, zielona rzecz. Wyglądała tak:
Wybrałem właśnie ją i ku mojej radości okazało się, że jest to mini-odtwarzacz muzyki na specjalną muzyczną kartę wchodzącą w skład zestawu. Piosenka, która przypadła mi w udziale to prawdziwy kaszankowy klasyk i to właśnie on trafia dziś do najbardziej rozrywkowego działu Bonomuzy. Myślę sobie teraz, że ów sieć kanapek śrubuje wrażliwość i muzyczny gust dzieci na naprawdę wysoki poziom. Doszło też do mnie, że przez przypadek, podczas prezentacji ów gadżetu żonie, No Limits było pierwszą piosenka, którą usłyszał w życiu mój syn. Sorry Phil ;-)
Piosenkę 2 Unlimited zapewne w większości pamiętacie ale jeszcze większe wrażenie robi teledysk do tego przeboju. Szczególne wymiatają szalony dęs wokalistki i kategoryczne machanie palcem jej kolegi. Szacun wzbudza również jego „rap” ze słowami: „tig dig tigi digi tejk jor tajm” (1:47). Zasiądźcie więc przed odbiornikami, podkręćcie głośność i jaaaazdaaaaaaaaaaa!!! Byle bez limitów.
Z tygodniowym opóźnieniem spowodowanym pojawieniem się na świecie małego Bonomuzianina rozpoczynamy dziś drugi sezon Kaszana Songs. Jako, że Chinka Czikulinka zbiegła z internetu na początek zimowego grillowania proponuję kawałek związany z obchodzonym w zeszłym tygodniu świętem różu, murarzy i tynkarzy. Day After Day to piosenka ku pokrzepieniu serc dla wszytskich, którzy 14 lutego rozpamiętywali nieudane związki, smucili się, jedli lody lub prali skarpetki. Zespół Millenium w rytm opszałamiających organów daje tym wszystkim nadzieję na lepsze jutro, tak zwany day after day. Zaprawdę powiadam Wam już za rok śpiewać będziecie „nananana”!
Kilkanaście ostatnich dni z temperaturą powietrza w granicach minus 20 stopni sprawiło zapewne, że przełożyliście swoje grille w najodleglejsze czeluści piwnic, komórek i pakamer. Na pyszną grillowaną kaszaneczkę poczekamy jeszcze wszyscy kilkanaście tygodni. Bonomuza czuję się więc w powinności dostarczyć Wam substytut tego frykasu. Drugi sezon cyklu Kaszana Songs uważa się za oficjalnie rozpoczęty. Otwarcie miało nastąpić z przytupem, a uświetnić miała je gwiazda a raczej gwiazdy z Polski. Niestety mimo kilkudniowych poszukiwań na wszelkich dostępnych serwisach z teledyskami upewniłem się, że ów przebój z równie niesamowitym co tekst i muzyka klipem zniknął na dobre. Stało się to na wyraźne życzenie twórców, nie wiem czy to pierwszy skutek podpisania przez Polskę Acta ale bez tej piosenki i teledysku jest w Polsce o wiele smutniej. O jaką piosenkę chodzi? Odgadnięcie tego stanowi właśnie zadanie dzisiejszego konkursu. Podpowiedź a nawet całe rozwiązanie znajdziecie w poniższym rebusie.
Odpowiedzi przesyłajcie na bonomuza@gmail.com . Wśród prawidłowych odpowiedzi rozlosujemy kilka składanek KASZANA SONGS 1. A pierwszą kaszankę sezonu drugiego będziecie więc mogli posmakować jutro.
Patrząc na wszystkie 4 grupy, które zmierzą się podczas przyszłorocznych Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, trzeba stwierdzić iż wczoraj losujący kulki byli dość łaskawi dlla naszej reprezentacji. Łatwo nie będzie ale inni będa mieli trudniej. Dodatkowo nasi rywale posiadają w sobie spory potencjał muzyczny. Przyjrzyjmy się naszym czerwcowym rywalom właśnie pod względem:
8 czerwca 2012- Polska-Grecja:
Choć otwarcie Euro 2012 nastąpi pod koniec kalendarzowej wiosny, pojedynek Polska-Grecja idealnie charakteryzuje piosenka Georgiosa Kyriacosa Panayiotou. Cytując ją tutaj oficjalnie ogłaszam rozpoczęcie sezonu zimowego, bo jakby nie patrezeć za 3 dni Mikołajki. A nie usłyszenie przed 6 grudnia Last Christmas choć raz przynosi pecha. Dlatego łącząc się z Wami bólem odpalam owe sławne, magiczne organki oraz "romantyczny, narciarski klip".
12 czerwca 2012 - Polska-Rosja
Po niezapomnianych wrażeniach z ubierani choinki nadejdzi czas z najtrudniejszą drużyną w grupie. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić czy ekipa Rosji będzie seksualna, ale na pewno wiem, że może okazać się bardzo "nebezpeczna".
16 czerwca 2012 - Polska-Czechy:
Miejmy nadzieję, ze ostatni mecz fazy grupowej Polacy zagrają nie "o honor" ale jako formalność niezbędna do awansu do fazy pucharowej. Miło byłoby świętować razem z naszymi południowymi sąsiadami. Choćby po to aby zaspiewać o Józku z bagien, który "dostal se na kamen i taki jest z nim amen"
A także po to, by spełniły się marzenia naszego premiera "aby bylo milo".
Jak zapewne dobrze pamiętacie 2 lata temu, w lipcu 2009 roku w Warszawie miał się odbyć pierwszy koncert Britney Spears w Polsce. Niestety w skutek zaniedbań w ostatniej chwili występ odwołano a wielu fanów musiało obejść się smakiem. Ich jedyną nadzieją pozostała Bonomuza, która za punkt honoru postawiła sobie zakończenie I Kaszana Festiwal mocnym akcentem. Misja została wykonana, po wielu godzinach negocjacji udało się ściągnąć panią S. do Polski. Przed koncertem Britni wywołała małe zamieszanie na konferencji prasowej (skrót z niej możecie obejrzeć na początku klipu). Z dumą donosimy, że gość w koronie noszący czerwony t-shirt to „nasz człowiek”. Jego pytanie do gwiazdy brzmiało: „Britni, czemu podczas śpiewania oblizujesz się jak mućka z podlaskiej łąki?”. Pani Spears uśmiechając odpowiedziała: „ja po prostu koooocham mliko”
Coprawda dziś poniedziałek, ale dla takiej gwiazdy, jaka dziś wystąpi na Kaszana Festiwalwarto było poczekać o jeden dzień dłużej. Jak się domyślacie Shakira ma bardzo napięty grafik koncertów i zakontraktowanie jej na weekend było po prostu niemożliwością. W nagrodę artystka obiecała podczas dzisiejszego występu bonusowo przynajmniej 2 razy zmienić kolor włosów i zatańczyć bredgęsa – taniec na rurze, jak ktoś nie wie. Dosłownie kilka chwil temu udało mi się przeprowadzić krótki acz treściwy wywiad z najbardziej po kokainie eksportowym towarze pochodzącym z Kolumbii. Wynika z niego m.in. że duży wpływ na twórczość Shakiry jak również na sam fakt iż zajęła się ona śpiewaniem miał zespół KOMBI. Zresztą przeczytajcie sami.
WYWIAD z Shakirą:
Hola! Shakiro, skąd pomysł na tak częste zmiany koloru włosów?
- Hola! Mój normalny dzień, zawsze black and white
We wszystkich dziedzinach życia?
- Kiedy kocham się, zawsze black and white
Kiedy pijesz coś?
- Zawsze black and white. Me kolory to zawsze blekendłajt.
Wybory parlamentarne zbliżają się niczym termin przydatności kalesonów po 5 latach używania. I dzisiejsza odsłona Kaszana Festiwal związana będzie właśnie z trwającą kampanią wyborczą. W przeszłości mieliśmy już do czynienia z hitami promującymi partie i kandydatów na prezydenta, które do dziś nie opuszczą naszej bani. Wspomnę choćby nieśmiertelne Ole Olek, Ten Kraj Jest Nasz i Wasz czy Maryjan Krzaklewski To Nasz Kandydat (KILKNIJ TYTUŁ ABY USŁYSZEĆ). Tym razem powstała piosenka do wynajęcia. Nie od dziś wiadomo, że Szwajcarzy to lud zaradny: mają franka, czekoladę, zegarki i niezłych didżejów. Po czasach świetności DJa Bobo nadchodza tłuste laty dla pana Remady, który wiedząc o zbliżających się w Polsce wyborach napisał piosenkę która jest łakomym kąskiem dla każdej z opozycyjnych partii. Save Your Heart uderza bowiem bezpośrednio w obecnego premiera i odbiera partii rządzącej nadzieję na reelekcję. Słowa „Donciu, Donciu, Donciu, forgiet ebałt yt” tłumaczą wszystko.
I niech was nie zwiedzie teledysk, w którym chłopiec biegnie, skacze, lata, pływa, w tańcu, w ruchu wypoczywa aby oddać dziewczynce brelok z serduszkiem. Z tą niesamowitą metaforą kontrastuje napis na jego bluzie: „everything is a choice”. To nie przypadek, podobnie jak słowa z końcówki refrenu. Oczyma wyobraźni widzę Jarka lub Grześka podrygujących rytmicznie przy dźwiękach dzisiejszej gwiazdy Kaszana Festiwal i nucących przez zaciśnięte zęby „Donciu, Donciu, Donciu, forgiet ebałt yt”.