czwartek, 22 czerwca 2017

Do startu piętnastej edycji Opener Festival pozostało niewiele ponad 5 dni. Dawno nie czekałem na gdyńskie święto muzyki tak, jak w tym roku. Tegoroczny skład zawiera bowiem wiele smakowitości, każdego dnia na Babich Dołach będzie działo się naprawdę wiele muzycznego dobra. Jedyne czego minimalnie żałuję jeszcze przed startem festiwalu to fakt, iż wiele z najważniejszych dla mnie występów odbędzie się przed zmrokiem, o mało koncertowych. Royal Blood o 18, The Kills o 20, Prophets of Rage o 19:45... Dziwne godziny dla tak zacnych wykonawców. Mimo to, nie mam wątpliwości, że "chociaż nie będzie bunkrów (ciemno) to i tak będzie zajebiście".



Pełną rozpiskę godzinową koncertów znajdzie POD TYM LINKIEM.

niedziela, 2 kwietnia 2017

I ZNOWU WIOSNA WOKÓŁ NAS...

Nie ma chyba piosenki, która lepiej oddaje klimat minionego weekendu. Można tylko krzyknąć "nareszcie" i roześmiać w głos, że to dopiero początek. Bo znowu noce krótsze i coraz więcej dnia. I w końcu wiosna i można lepiej tracić czas. OŁ JEA ;-D

środa, 29 marca 2017

HAPPYSAD - CIAŁO OBCE

Ciało Obce to przełom w historii grupy Happysad podobny skalą do tego osiągniętego przy wydaniu trzeciego krążka. W przypadku Nieprzygody w dużej mierze decydował o tym fakt, iż była pierwszą dobrze nagraną płytą zespołu. Na wydanym miesiąc temu siódmym studyjnym albumie do fantastycznej realizacji nagrań panowie ze Skarżyska-Kamiennej dołożyli jednak zestaw 11 fantastycznych kompozycji osiągając poziom kosmosu.
Chociaż, zgodnie z informacją umieszczoną na okładce otwierający Ciało Obce kawałek -1 nagrano „późną nocą przy ognisku” to Happysad pozostałą dziesiątką udowodnił, iż ostatecznie przestał być zespołem ogniskowym. O ile kawałek Nadzy Na Mróz spotkał się przed premierą z bardzo przychylnym przyjęciem to już reakcję na forach na drugi singiel zatytułowany Dłoń można opisać jako mieszankę lęku i „hejtu”. Tymczasem numer ten stanowi bardzo fajny, nieco zadziorny wstęp do kilku smakowitych petard następujących zaraz po nim. Pierwsza z nich to Nie Umiem Kłamać, początkowo rozedrgana, następnie delikatna a w refrenie uderzająca mocą gitar i krzyku. Następny w kolejce Medelin, choć dużo spokojniejszy, kosi równie mocno, zwłaszcza w drugiej, niesamowicie klimatycznej, transowo-tajemniczej części. Czwarty dzień intryguje długą, początkową partią perkusji oraz ciekawą wokalną artykulacją w refrenie.
Najbardziej zaskakujący i zarazem najlepszy utwór umieszczono jednak pod numerem 6. Przy okazji Długu zespół wybrał się w podróż w wiele nieodwiedzanych dotychczas muzycznych krain. Sporo tu elementów psychodelii, płaczącej gitary, mrocznego brzmienia wokalu, wysmakowanych klawiszy oraz niepokojącego brzęku toczącego się przez cały utwór. Rzecz to prawdziwie genialna, dawno nie słyszałem tak oryginalnej i dobrej polskiej piosenki. Następujący po nim XXM to porcja ożywczego, gitarowego czadu w zwrotce napędzanego głównie za pomocą sekcji rytmicznej. Równie ważną funkcję pełni ona w świetnym, marszowym i zawadiackim Idę, którego druga część jest piorunującą kakofoniczną improwizacją o mocy lawiny. Najmniej rusza mnie przedostatnia na płycie Heroina, rzewna ballada, której najmocniejsze elementy stanowią wybuchające solo na saksofonie oraz „cymbałkowe” brzmienie klawiszy przywodzące na myśl zespół Lenny Valentino.
Ciało Obce to płyta fantastyczna a utwór tytułowy pełen jest trudnej do opisania magii. Z pozoru każdy instrument gra tu jakby swoją, solową, niekoniecznie pasującą do reszty partię. Genialna, niepospolita partia perkusji dodatkowo wzmacnia poczucie znajdowania się na bujającej się łódce. Utwór oczarowuje i kiedy tylko wybrzmiewa jego ostatni dźwięk odruchowo chce się go posłuchać jeszcze raz. To druga po Długu kompozycja, przy której szczęka zjeżdża mi do nierozpoczętej jeszcze trzeciej linii warszawskiego Metra. Brawo Happysad!


PS. Na żywo te utwory brzmią jeszcze lepiej a dodatkowo zespół zmienił aranżacje kilku starszych kawałków. Jeśli Ciało Obce Tour nie zawitało jeszcze do Twojego miasta nie zwlekaj z kupnem biletu.


sobota, 18 lutego 2017

5

Minione 365 dni było dla Filipa przełomowe pod wieloma względami. Zaczął trenować na Legii, nauczył się jeździć na nartach, umie pisać pierwsze litery i cyfry, z dużą łatwością zapamiętuje też teksty piosenek. Poniżej pięć utworów, które śpiewał pomiędzy czwartym a piątym rokiem życia.


Zaczęło się od Heya. Wiosna i lato zdecydowanie wypełniona była pięknym zdaniem "pojedźmy do lasu, do gór".



Piosenką numer jeden okazała się jednak ta nosząca numer "Siedem". Czaderski i mądry tekst jest opanowany przez Fila w stu procentach.



"Wyrzuć wszystkie tabletki, wyrzuć wszystko z torebki..." - to z kolei fragment, z powodu którego także i ten kawałek trafia do dzisiejszej wyliczanki.



Muszę też spojrzeć prawdzie oczy i przyznać, że Fil był w ciągu ostatnich kilkuset dni dość dużym fanem tegorocznego zwycięzcy Kaszana Festival. W grudniu i styczniu refren tejże pieśni rozbrzmiewał z jego ust dość często.



Przed ukończeniem piątego roku życia Młody wkroczył również do świata "techno". Takiego "mejd in Połlend". Okrzyk "jazdaaaa" rozlega się w naszym domu niemal codziennie. Dodatkowo słowo "bania" jest regularnie zastępowane przez "pania". "Najsławniejsza pania w Polsce". Nie ma się co szufladkować i zamykać na różne rodzaje twórczości, nawet tej przez "tfu". Zwłaszcza w wieku 5 lat.

poniedziałek, 6 lutego 2017

OPENER 2017 - ZAPOWIADA SIĘ KOSMOS

Indianie radzą aby nie chwalić dnia przed zachodem Słońca. Nie posłucham jednak ich przestrogi i już teraz powiem, że piętnasta edycja Openera zapowiada się na najlepszą w historii festiwalu. Dzisiejsze ogłoszenia nowych artystów, którzy pojawią się na przełomie czerwca i lipca w Gdyni razmnei w tym przekonaniu utwierdziły. No bo czy można sobie wyobrazić lepszy "support" Foo Fighters niż The Kills? Albo czy przed lub po nie chcielibyście odlecieć przy Royal Blood? Z mojej prywatnej perspektywy najsłabiej wygląda na razie trzeci dzień festiwalu ale i tak ozdobią go rozwalający energetycznie Prophets of Rage oraz Moderat, wobec muzyki którego, choć nie jestem fanem elektro, nie można przejść obojętnie. Poniżej trzy próbki twórczości dziś ogłoszonych zespołów. 




Oprócz nich do składu Openera dołączyli dziś: George EzraThe DumplingsMichael KiwanukaJulia Pietrucha oraz Taco Hemingway. Naprawdę nie mogę się doczekać tegorocznego Opener Festival

niedziela, 5 lutego 2017

ZUPEŁNIE NOWY HAPPYSAD?

Premiera nowego krążka Happysad już w najbliższy weekend. Po pierwszym singlu go promującym w postaci Nadzy Na Mróz przedwczoraj zespół udostępnił kolejną pozycję zapoadwiadającą Ciało Obce. Obie bardzo inne od dotychczasowych nagrań a zarazem mega ciekawe. Posłuchajcie ich klikając na umieszczone obok tytuły. Nadzy Na Mróz - mało przebojowe lecz hipnotyzujące, Dłoń- bardziej recytowana niż śpiewana, pełna nieoczywistych współbrzmień. Bardzo jestem ciekawy pozostałych piosenek, które znajdą no nowym krążku. Zapowiada się chyba dość wyraźna zmiana stylu. Z jednej strony to super, że panowie nie grają w kółko oklepanych i sprawdzonych schematów tylko wciąż kombinują. Druga strona medalu każe mieć nadzieje, że na płycie pojawi się choćby jeden numer w starym stylu. Choćby taki jak ten:



o drugim nawetnie wspominjąc.

wtorek, 31 stycznia 2017

BEST OF BONOMUZA 2016

Chociaż płyta podsumowująca muzyczny rok 2016 powstała kilka dni przed jego końcem dopiero dziś zamieszczam na Bonomuzie jej zawartość. Jakoś opornie zaczął 5. się u mnie A.D.2017 pod względem pisarskim ale czas najwyższy przełamać ten impas. Minione 365 dni przyniosło ze sobą mnóstwo fantastycznych piosenek. Żadna z dwudziestu propozycji na Bonomuza 2016 nie została tam umieszczona na siłę, do każdej z nich wracam z wielką przyjemnością. Oto one:


1.      YEASAYERI Am Chmistry
Piosenka roku 2016 w moim prywatnym rankingu. Pojawiła się na jego początku i aż do końca pozostała na fotelu lidera. Czekam z niecierpliwością na kolejny koncert Nowojorczyków w Polsce.

2.      PJ HARVEY Ministry of Defence
Przedstawiciel najlepszej płyty minionego roku, fenomenalnej „od A do Z”. To PJ była również autorką najbardziej fantastycznego koncertu, jaki dane mi było usłyszeć w ciągu poprzednich 365 dni.

3.      T.LOVE Siedem
Muniek i spółka poczęstowali nas jesienią barwną, zróżnicowanym albumem pełnym świetnych melodii i jeszcze lepszych tekstów trafnie oddających dzisiejszą rzeczywistość w Polsce. Siedem to mój faworyt numer jeden z T.LOVE.

4.      BIFFY CLYRO Flammable
Wiosną dosłownie zwariowałem na punkcie tego kawałka. Ma w sobie wszystko co powinien zawierać rockowy przebój. W ostatniej chwili zrezygnowałem z koncertu Szkotów na Torwarze czego mocno żałuję bo na żywo wypadają jeszcze lepiej niż na płytach. Liczę na to, że i w tym roku pojawi się okazja usłyszenia kawałków z Ellpisis w wersji live.

5.      ANITA LIPNICKA Ptasiek
Dotychczas dobre muzyczne skojarzenia muzyczne z Anitą kończyły się na zespole Varius Manx. Jeśli chodzi o solową twórczość wokalistki zdecydowanie zgadzam się z Bolcem z Chłopaki Nie Płaczą: „jasne, że wszystko się może zdarzyć”. Aż tu nagle po wakacjach do radia trafiło nagranie, które dosłownie raziło mnie prądem. A nucony fragment zaczynający się w połowie trzeciej minuty tej piosenki to chyba najładniejsza melodia A.D.2016

6.      THE KILLS Doing It To Death
Chociaż temu kawałkowi brakuje nieco do Satelite to zasłuchiwałem się nim tuż przed Wielkanocą. Alison i Jamie po raz kolejny stanęli na wysokości zadania serwując w zeszłym roku świetny krążek Ash & Ice.
 
7.       KULT - Madryt
Po raz pierwszy w XXI wieku KULT dokonał selekcji piosenek na swój album. I słychać to bardzo wyraźnie, na Wstydzie znajdziemy dużo fajniejszych kawałków niż singlowy Madryt. W 2016 po pięcioletniej przerwie wybrałem się do Stodoły na koncert Kazika i spółki. Było pięknie, było hucznie, części nie pamiętam. ;-D

8.       GREEN DAYTroubled Times
Panowie z Ggoreen Daya skutecznie ożywili moje punkowe fascynacji z czasów “buntu i naporu”. Troubled Times to chyba najfajniejsza propozycja z bardzo dobrej Revolution Radio.

9.       HEY Historie
Rok 2016 był dla mnie prawdziwą sinusoidą. Zaczął się super, potem znalazłem się w bardzo złym miejscu aby jesienią zupełnie zmienić swe zawodowe życie i po raz pierwszy w życiu mieć kreatywną i przynoszącą ogromną satysfkację pracę. I to właśnie w tym najtrudniejszym wiosenno-letnim czasie słowa refrenu tej pięknej piosenki pozwalały mi nie zwariować.

10.   RADIOHEAD Identikit
Nie jestem wielkim fanem Radiohead ale ten utwór sprawia, że wprost nie mogę się doczekać ich gdyńskiego koncertu.

11.   SKUNK ANANSIEIn The Back Room
To była pierwsza nowa płyta, jakiej słuchałem w zeszłym roku. Do dziś nie mogę się zdecydować czy Anarchytecture ma lepszy tytuł czy zawartość. Tak czy owak obie te rzeczy są fantastyczne.

12.   BRODKA Santa Muerte
Pani Monika wkroczyła na „kolejny level”. Genialna i pięknie wydana płyta.

13.   DEJW Petarda
Na BEST OF BONOMUZA 2016 nie mogło też zabraknąć zwycięzcy tegorocznego Kaszana Festival. A ten mógł być tylko jeden.  „Za każdym razem, gdy słyszę ją, mam dziwne myśli sam nie wiem skąd”. A jeee  ;-D

14.   DISTURBED Sound Of Silence
Bezapelacyjnie najlepszy cover roku 2016, a może nawet całych 16 lat XXI wieku. Z pięknej piosenki duetu Simon & Garfunkel zespół Disturbed, słynący dotychczas z mocnej łupanki znanej jedynie fanom gatunku, stworzyli arcydzieło. Pełne emocji, od których przy każdej projekcji tego utworu oblatują mnie ciarki.

15.   ANIMAL COLLECTIVE Burglars
Niełatwy to utwór i niełatwa płyta. Kto jednak poświęci jej odpowiednią ilość czasu nie pożałuje.

16.   BISZ/RADEX Potłacz
Bardzo ciekawa muzyczna kooperacja. Nie słucham hip-hopu i nie przepadam za Pustkami ale to połączenie pasuje mi na maksa.

17.   ŁĄKI ŁĄN Pola Ar
Gang wykrętów powrócił tym utworem z hukiem. Rewelacja!

18.   SYLWIA GRZESZCZAK Tamta Dziewczyna
Sylwia Grzeszczak awansowała z Kaszana Festival do kategorii Best of Bonomuza. I choć ten kawałek jest nieco „wiejski” to nieprzeciętnie wpada w banię i jest wręcz fenomenalnie zaaranżowany.  Przyznajcie się, że Wam też się podoba.

19.   GALA Freed From Desire
Kawałek stary jak świat ale z zeszłym rokiem kojarzy mi się za sprawą francuskich Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej.  1/8 finału, Saint-Etienne, mecz ze Szwajcarią, wygrywamy po rzutach karnych. A potem następuje zdecydowanie najlepsza impreza zeszłego roku, na której, w centrum tego małego francuskiego miasta co kwadrans z głośników leciał ten właśnie przebój.

20.   JOE COCKER With a Little Help From My Friends
Rok 2016 był wyjątkowo niełaskawy dla wielu prawdziwych muzycznych gwiazd. Smutna lista muzyków, którzy opuścili w nim Ziemię jest zdecydowanie zbyt długa. Stąd składankę Best of BONOMUZA 2016 zamyka hołd dla fantastycznego muzyka, którego pomimo kilku szans, nie udało mi się usłyszeć na żywo.

niedziela, 1 stycznia 2017

PŁYTY ROKU 2016 - PODIUM




3. THE KILLS - Ash & Ice
2. YEASAYER - Amen & Goodbye
1. PJ HARVEY - The Hope Six Demolition Project

sobota, 31 grudnia 2016

PŁYTY ROKU 2016 - MIEJSCA 10-4

10. SKUNK ANANSIE - Anarchytecture
Skin i spółka w bardzo dobrej formie. Zdecydowany zwycięzca w kategorii „najlepszy tytuł płyty”. A na niej bardzo udany mix utworów lirycznych i drapieżnych.

9. RADIOHEAD – A Moon Shaped Pool
Nie należę do wyznawców Radiogłowych ale ich tegoroczna propozycja sprawia, że już odliczam dni do ich czerwcowego koncertu w Gdyni.

8. NICK CAVE & THE BAD SEEDS - Skeleton Tree
Najsmutniejsza płyta, jaką słyszałem od lat. Piękna ale porażająca.

7. HEY – Błysk
Na tegorocznym krążku Hey poeksperymentował nieco z brzmieniem, dołożył kilka świetnych melodii i poczęstował fantastyczną porcją tekstów Kasi.

6. T.LOVE – T.Love
Świetny poziom tekstowy zaprezentował w tym roku również Muniek. Do tego koledzy z zespołu dodali od siebie kilka fantastycznych kompozycji. Siedem, Kwartyrnik, Niewierny Patrzy na Krzyż, to tylko początek wyliczanki.

5. BRODKA – Clashes
To z kolei zwyciężczyni w kategorii „muzyczna metamorfoza roku”. Pięknie wydany album z muzyką na absolutnie światowym poziomie.

4. BIFFY CLYRO – Ellipsis

Ostatnie miejsce przed podium trafia w ręce szkockiego trio. Ellipsis ma w sobie wszystko, co w przebojowym rocku najważniejsze. Flammable był moim „głównym paliwem” tegorocznej wiosny.

KASZANA FESTIVAL 2016 - PETARDA

Zwycięzca tegorocznego Kaszana Festival mógł być tylko jeden. Piosenka Dejwa była "słodka, przebojowa i twarda", nic więc dziwnego, że urzekła słuchaczy. Miliony słuchaczy. Wobec wstawek "hiłi goł" oraz "aa jeee" trudno po prostu przejść obojętnie.
W dodatku w ciągu ostatnich kilku dni ilość odsłon teledysku ją promującego na Youtubie gwałtownie wzrosła z 12 do 13 milionów. Wszystko przez to, iż to właśnie Petarda była najczęściej wyszukiwaną piosenką przez Google'a. Wiadomo, 31 grudnia sporo osób "lubi se poszczelać". W każdym razie w kategorii oglądalności swego klipu zdeklasował swojego o wiele bardziej zdolnego imiennika zwanego Podsiadło. W końcu słowa "pastempomat" za często do wyszukiwarek nikt nie wpisywał.
Drodzy Bonomuzianie przed Wami bezapelacyjny triumfator tegorocznego Kaszana Festival. TAŃĆZYMY !!!



Dużo uśmiechu w 2017 roku!

czwartek, 29 grudnia 2016

RADIOHEAD - A MOON SHAPED POOL

Różne mam fazy wobec tegorocznego krążka Radiohead. Zdecydowanie lepiej podchodzi mi podczas popołudniowego powrotu z pracy niż przy porannej wędrówce w przeciwnym kierunku.  Jak większość nagrań Toma Yorke’a i spółki także to najnowsze wymaga pełnego zaangażowania w odbiorze a, przyznajmy szczerze, przed pierwszą kawą i w pośpiechu nie za łatwo całkowicie oddać się muzyce i docenić artystyczne pojękiwania wokalisty. Warto jednak poświęcić temu albumowi trochę czasu, gdyż po pierwsze zawiera dużo świetnej muzyki a po drugie jest jakby przeciwieństwem wszechobecnemu pędowi. A Moon Shaped Pool zawiera w sobie dwa utwory genialne. Pierwszy z nich to otwierający Burn The Witch od pierwszej sekundy atakujący partią smyczków, z którą fantastycznie współgra dziki wokal w wyjątkowo wysokich, nawet jak na Yorke’a, rejestrach w refrenie. Drugi majstersztyk z tego krążka umieszczono pod numerem siódmym. Identikit to nagranie magiczne, trudno więc opisać je słowami. Delikatny muzyczny motyw przenikający się z wokalnym dialogiem trafia w punkt w część układu nerwowego odpowiedzialnego za emocje. I choć nie należę do wielkich fanów Radiogłowych to za utwory takie jak ten pokłon do ziemi i siekierka na cześć jego autorów. Równie  smakowicie jest w Decks Dark, nieco mroczniejszej kompozycji, której klimatu dodają żeński wokal i fortepianowe akordy. Dużo na tej płycie kołysanek. Myślę, że żadne dziecko nie obraziło by się na usłyszenie przed snem Daydreaming czy Desert Island Disk. Za wyjątkiem szybszego i nieco psychodelicznego Ful Stop płyta A Moon Shaped Pool po prostu spokojnie sobie płynie. Jeśli szukacie muzycznego pomysłu na wyciszenie i pobudzenie wyobraźni to 11 umieszczonych tu utworów nadaje się do tego idealnie.
'

wtorek, 27 grudnia 2016

BRODKA - CLASHES

Monika Brodka nie przestaje zaskakiwać. Każdy jej album różni się od poprzedniego do takiego stopnia, że czasem trudno uwierzyć, że wyszły one spod ręki czy raczej z gardła tej samej artystki. Clashes przypomina Grandę tylko w jednym elemencie: pełno tu świetnej muzyki. O ile jednak poprzedni album Moniki kipiał wręcz energią to jej nowe dzieło to propozycja wyjątkowo spokojna, i wyważona. Po kilku pierwszych przesłuchaniach brakowało mi na tym krążku właśnie tej odrobiny szaleństwa znanego z wcześniejszych nagrań. Dziś, jedyny żywiołowy fragment Clashes w postaci wykrzyczanego My Name Is Youth drażni mnie i, choć oryginalny to, nie pasuje do całości. Ta płyta to bowiem piękna, klimatyczna podróż w krainę wysmakowanych, oryginalnych dźwięków, przy których dosłownie odpływa się w inną przestrzeń. Piosenki dopracowane są w najdrobniejszym elemencie i niemal w każdej znajdziemy jakiś aranżacyjno-instrumentalny smaczek. Kolejne utwory płynnie przechodzą jeden w drugi, niezmiennie utrzymując poziom wokalno-instrumentalnej maestrii. Trudno odwoływać się do poszczególnych utworów bo należałoby opisać praktycznie każdy. Jeśli musiałbym wskazać osobistego faworyta wybór padłby na pewnie na Can’t Wait For War z piękną partią instrumentów dętych.

Clashes to płyta magiczna, której warto poświęcić sporo uwagi a najlepiej przeżywać ją ze słuchawkami na głowie. Tylko wtedy można w pełni docenić całą smakowitość, jaką napakowane jest trzynaście umieszczonych nań utworów. Dodatkowy smaczek tego albumu to sposób jego wydania. Pergaminowa książeczka towarzysząca płycie jest jedną z najładniejszych, jakie posiadam w liczącej ponad 500 płyt kolekcji.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

PRAWDZIWIE LAST CHRISTMAS

Nie ukrywam, że od kilkunastu lat  na dźwięk Last Christmas reaguję dość spazmatycznie.Ponad 7 lat temu, tuż po powstaniu Bonomuzy dzieliłem się już z Wami tą myślą. W tym roku również na grubo przed Wigilą, gdzieś około 10 grudnia,  poczułem ów przypływ "żeny" wywołany dźwiękami tak często granymi przez rozgłośnie w ostatnim miesiącu roku. Niemniej jednak dzisiejsza poranna informacja o śmierci George Michaela była dla mnie smutnym szokiem. Dżordż wydawał się wiecznie młody i nieśmiertelny. I mimo, iż nie z mojej muzycznej bajki ten artysta pochodził to trzeba przyznać, że pozostawił po sobie melodie, które znają nawet totalni muzyczni abnegaci i przy których na sto procent bawił się każdy czytający tego posta. Śpij spokojnie George!

czwartek, 22 grudnia 2016

ŁĄKI ŁĄN - SYNTONIA

Czwarty album warszawskich wielbicieli łąki ma w sobie spore pokłady disco. Nie tego rodem z Kaszana Song Festival tylko ambitnej, tanecznej muzy. Bardzo trudno zakwalifikować twórczość tej grupy do jakiegokolwiek gatunku, ponieważ jest ona inna, pod każdym względem. Pierwsza część Syntonii to bardziej wyrazisty zestaw niż ten umieszczony w drugiej części płyty. Zaczyna się od rewelacyjnego, rytmicznie pulsującego Mucha Nie Siada, w którym do warstwy muzycznej dołącza fajny, pokręcony tekst. Numer dwa to singlowy Pola Ar, zdecydowanie najlepsza propozycja z Syntonii. Ten kawałek ma w sobie wszystko potrzebne do zawładnięcia zarówno list przebojów muzyki alternatywnej jak i „dęsflorów” w całej Polsce. Ot taki fenomen Łąki Łan. W kolejnym To Bee zespół podkręca tempo, nóżka tupie sama, czaszka kiwa jak przy chorobie sierocej. Kosmiczny klimat ma też Rozanielacz Dusz, praktycznie jedyny utwór na płycie, w którym wyraźniej słychać gitarę. Tego instrumentu trochę brakuje na Syntonii, zespół zdecydowanie postawił na elektronikę, czasami mam wrażenie, że „lil’ bit too much”, choć z drugiej strony dzięki temu album jest bardzo spójny.
W innym stylu utrzymane są praktycznie tylko 3 kawałki: To Remember będące ciekawym połączeniem ballady z transem a’la bzyczenie komara, Sarabanda ze świetnym, orientalnym wstępem i nieco mniej poruszającą nawijką oraz zamykający całość kawałek tytułowy – zdecydowanie najsłabszy z całego albumu.

Łąki Łan to zespół wybitnie koncertowy, w studio dotychczas najczęściej tracił niemal połowę mocy. Nie słyszałem jeszcze nowych utworów w wersji live ale mam wrażenie, że w tym przypadku owa różnica nie będzie tak wielka. Płyta dobra i ambitna, aczkolwiek dość wymagająca w odbiorze i trudna do słuchania na siedząco.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

T.LOVE - T.LOVE

Nowa płyta T.LOVE bardzo różni się od swojej, wydanej 4 lata temu, poprzedniczki. O ile album Old Is Gold był wydawnictwem bardzo spójnym stylistycznie, analogowym hołdem do muzyki sprzed kilkudziesięciu lat to na nowym krążku niemal każda piosenka jest jakby z innej klimatycznej bajki. Różnorodność ta to jeden z największych plusów tej płyty, tym bardziej, że w kilku utworach słyszymy zespół wkraczający na nowe dla siebie tereny brzmienia, Płyta T.LOVE zawiera masę fantastycznych piosenek, wśród których te najlepsze wcale nie zostały wybrane na single. Mój zdecydowany numer 1 z płyty nosi tytuł Niewierny Patrzy Na Krzyż, jeden z bardziej ambitnych utworów w historii grupy, a z pewnością najlepiej zaaranżowany. W trwającym ponad minutę fantastycznym instrumentalnym początku największe wrażenie robi partia basu, która brzmi jakby żywcem wyjęta spod palców Adama Claytona. Kończy ją pulsujący dźwięk syntezatora, do którego dołącza ostry, zachrypnięty wokal Muńka oraz, chwilę później, genialny, wyraźny rytm perkusji. I kiedy w połowie utworu wydaje się, że tak już będzie do końca, w jego czwartej nagle słyszymy fragment, który dosłownie kładzie na łopatki. Najpierw świetna gitarowa solówka, potem kilkukrotnie powtórzone, w towarzystwie jedynie perkusji i wybrzmiewającego pojedynczego gitarowego dźwięku słowa "ur ", po których następuje niemal rozwalające membrany w głośnikach kilka uderzeń basu w połączenie z krzykiem słowa "szok". Rewelacja!
Mój drugi faworyt z T.LOVE to Siedem, choć sporo lżejszy od Niewiernego to równie świetny. Mocy nadają mu świetny, przebojowy riff, genialny, falsetowany refren oraz tekst o tym, żeby "nie być takim materialistą". Choć piosenka dotyka spraw poważnych to podczas jej projekcji trudno się nie uśmiechnąć. Podium najlepszych pozycji na tym krążku zamyka Kwartyrnik, o którym kilka słów na samym końcu recenzji.
O singlowym Pielgrzymie pisałem już w oddzielnym poście, to zdecydowanie najlepszy utwór z tych, które zostały wybrane do promowania T.LOVE. Warszawa Gdańska to ładna piosenka z dedykacją dla Davida Bowiego, zyskuje z każdym przesłuchaniem a jego melodia odbija się echem po głowie. Do tego grona absolutnie nie pasuje nieco naiwny muzycznie Marsz, którego najlepszą część stanowi teledysk.
Z dwóch, umieszczonych na płycie, piosenek osobistych zdecydowanie lepiej wypada ta poświęcona żonie Muńka, Marta Joanna Od Aniołów to rzewna ballada z bardzo chwytliwym motywem pomiędzy zwrotką a refrenem. Drugi, poświęcony rodzicom stanowi podziękowanie za trud wychowania i choć rozumiem doskonale intencję umieszczenia go na głównej części płyty ale muzycznie bardziej pasuje do drugiego, bonusowego krążka. Tym bardziej, że na CD1 nie zmieścił się jeden genialny utwór zatytułowany C.V.Polska. Oryginalnie nazywał się T.W.Muniek i wielka szkoda, że ów tytuł nie został utrzymany. Piosenka ma fenomenalny, prześmiewczy tekst obrazujący paranoję, jaką często jesteśmy karmieni oraz genialną wręcz melodię. Murowany przebój z głębokim przekazem - mam nadzieję, że zespół zdecyduję się na wrzucenie go do radia pomimo umieszczenia na CD2. Chociaż wybór na pewno nie będzie łatwy ponieważ na pierwszej płycie też pozostało do opisania jeszcze dużo dobrego. Bum Kassandra, która początkowo nie do końca mnie ruszała, teraz buja i wkręca niczym wir na Świdrze. Lubitz i Breivik to poważny numer, który niesie ze sobą coś niepokojącego, głównie za sprawą drugiej wokalnej linii w refrenie i marszowemu charakterowi gitary basowej. Blada, podobnie jak Siedem, ma w sobie coś czarującego, fantastycznie "rozmawiają" w tym kawałku fortepian i gitara oraz powtarzający się co kilka sekund "cmok". Mówiony kawałek disco w osobie  Ostatni Gasi Światło to ciekawy eksperyment zagrany na instrumencie Sławomira Łosowskiego, czyli "łysego z Kombi" (nie mylić z Kombii).
Album zamyka wspominany już Kwartyrnik, w którego początku słyszymy niespokojny oddech, niemal identyczny do tego z Raised By Wolves z repertuaru U2. Towarzyszy mu fantastyczny gitarowy riff przeplatany fajnymi elektronicznymi wstawkami. Mroczna to pieśń o tym, jak bardzo podzieleni są obecnie Polacy.

Trzeba skończyć tę piosenkę, bo wszystko ma swój koniec.
Trzeba umieć się pojednać pro publico bono.
Trzeba umieć się pożegnać nawet ze swymi wrogiem
Dla was gnoje to zbyt trudne i hak z wami, hak z wami.


Strasznie to niestety prawdziwe. Muniek dawno nie pisał tak mocno. Kwartyrnik to prawdziwa wisienka to bardzo smakowitym "torcie", jakim jest najnowszy krążek T.LOVE. Polecam z całego serca.

niedziela, 20 listopada 2016

GREEN DAY - REVOLUTION RADIO

Zupełnym przypadkiem, gdzieś pod koniec lata natknąłem się w Antyradio na premierę piosenki Bang Bang zapowiadającej nowy krążek Green Daya. Pierwsze przesłuchanie pozostawiło mi w pamięci dwa przymiotniki: mocno i punkowo. Utwór ten brzmiał bowiem tak, jakby jego autorzy mieli po 20 lat i właśnie dostali po raz pierwszy gitary do ręki i znając jedynie cztery chwyty postanowili po prostu grać je na przemian niedostatki przykrywając mocnym przesterem.
Po Revolution Radio sięgnąłem z ciekawością ale również z nastawieniem, że tyłka mi ona raczej nie urwie. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Co prawda nadal siedzę na własnych „czterech literach” ale płyta podeszła mi, niczym Kargul do płota. Zaczyna się ona trwającą 45 sekund zmyłką w postaci balladowego wstępu, po którym zabawa zaczyna się jakby na nowo, zwłaszcza w refrenie, który w prosty i genialny sposób pokazuje, że „ludzie to nie wiedzą jaka siła drzemie w gitarach”. Kolejne piosenki mijają szybciej niż pociąg Pendolino Pińczów. I choć utwory te są raczej proste i nie wnoszą niczego oryginalnego do historii muzyki to są wprost genialnym pociskiem energii sprawiającym, iż usiedzenie w miejscu przy jej dźwiękach to zadanie dla Toma Cruise, tzn. Misja Niemożliwa.
Do dziś pamiętam wrażenie, jakie wywołała na mnie ponad 20 lat temu płyta Dookie. Revolution Radio niesie w sobie identyczny potencjał, z tą różnicą, że członkowie Green Daya są dziś lepszymi muzykami i czadu dają jeszcze bardziej. Do skocznego rytmu i prosto grającej gitary dodają fantastyczne melodie, chwytliwe, nośne i skłaniające do tupnięcia nóżką. Wśród 12 umieszczonych tu utworów słabego nie uświadczycie. Moja ulubiona trójka z nowego krążka Green Daya to Bouncing Of The Wall, Still Breathing i Troubled Times.
Każdy, kto kiedykolwiek darzył amerykańskie trio sympatią przy dźwiękach ich kolejnej płyty wyszczerzy się niczym koń do owsa. Revolution Radio ma w sobie spore pokłady energii, równie duży potencjał przebojowy i co najważniejsze brzmi, jakby wyszła spod rąk młodych gniewnych a nie kapeli z ponad dwudziestoletnim stażem. 


sobota, 19 listopada 2016

NUTA NA SMUTA

Listopad w pełni, czerstwa bułka bardziej niż z mielonym kojarzy się z próbą samo-okaleczenia. Bonomuza, niczym Adam Słodowy, ma rozwiązanie na wszystkie problemy ludzkości. Jeśli "brazylijski serial już nie cieszy jak co dzień", spoglądając przez okno macie nieodpartą chęć przez nie wyskoczyć, bądź też wycelować prawym sierpowym w pierwszą napotkaną postać, ewentualnie ścianę mamy dla Was antidotum! Już dziś, pod kryptonimem NUTA NA SMUTA,  startuje Muzyczny Front Antydepresyjny. 
Na początek mega pozytywna nuta z Jamajki. Chociaż ta pieśń ma ponad 30 lat nadal buja niczym Donald Trump swoich wyborców. INDŻOJ!!!

 

środa, 16 listopada 2016

ALEŻ RYŚKU !!!

Podczas przerwy obiadowej na telewizyjnym pasku informacyjny ujrzałem wiadomość o treści "piosenkarz Ryszard R. został aresztowany przez policję, po tym jak wymachiwał pistoletem w swoim ogródku". Do głowy zaczęły napływać różne myśli i jedno, nurtujące pytanie: "co się stało się". Konduktor łaskawy chciał zabrać go do Warszawy? Dziewczyny przestały lubić brrrrrąz? Przestało być intymnie, czy skończyły się dary losu? Ależ Ryśku - chce się krzyknąć niczym Bożenka. Przecież Ryśki to fajne chłopaki. Ryszard Lwie Serce, Richie Rich, Rysiek z Klanu - przykładów można by mnożyć do woli. 


Tak już zupełnie poważnie to życzę Ryszardowi szybkiego powrotu do równowagi. Mam do pana RR duży szacun, z jego gardła wypłynęło wiele naprawdę pięknych piosenek. Poniżej moje dwie ulubione. Pierwsza sentymentalna,..



druga żywsza i weselsza.



wtorek, 15 listopada 2016

PIERWSZA TRÓJKA OPENERA 2017

Pierwsze trzy zespoły potwierdzone jako gwiazdy Openera 2017 pozwalają wierzyć, że przyszłoroczna edycja będzie fantastyczna. Wprawdzie listę moich koncertowych marzeń roku siedemnastego otwierają dwie kapele na "G", czyli Guns'n'Roses i Green Day i po cichu nadal liczę, że zwłaszcza tych pierwszych zobaczymy w Polsce, na którymś z letnich festiwali, ale obok trio, które zaprezentuje się na przełomie czerwca i lipca w Gdyni nie można przejść obojętnie.

1) Radiohead

Zawsze uważałem, że Radiogłowi to zespół przereklamowany i przekombinowany. Fakt, że stworzyli kilka wiekopomnych pieśni nie każe mi stawiać ich w roli "odkrywców muzycznej Ameryki". I choć wiele osób uważa to za bluźnierstwo ten stan trwa u mnie do dziś. Nie zmienia to faktu, że chętnie posłucham Toma Yorka i spółki. Recenzje zeszłorocznych koncertów były, delikatnie mówiąc marne, chociażby tego z Primavery. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zespół będzie prezentował nieco bardziej "festiwalowy" set. Tak, czy inaczej poniższego kawałka raczej nie zabraknie.



2) Foo Fighters

Z zeszłorocznego koncertu Foo Fighters musiałem zrezygnować w ostatniej chwili. Widziałem ich za to cztery lata wcześniej, kiedy zamykali Hurricane Festival. I powiem Wam, że cieszę się, iż na Openerze Foo wystąpią drugiego dnia, gdy poziom energii będzie jeszcze mega wysoki a stan zakwasów niski. Bo występy Amerykanów na żywo wymagają naprawdę porządnego treningu kondycyjnego. I choć nie widać tego podczas poniższej piosenki zarejestrowanej właśnie podczas Hurricane Festival to na wiele chwil takiego spokoju raczej 29 czerwca nie liczcie.



3) Prophets of Rage

Obecność na jednej scenie członków Rage Against The Machine, Cypress Hill i Public Enemy to prawdziwie wybuchowa mieszanka. Nigdy nie widziałem na żywo tych pierwszych, latem, choć bez Zacka, usłyszymy zapewne sporo kawałków wszystkich trzech wyżej wymienionych zespołów. Prophets ma bowiem na razie w dorobku jedynie kilka własnych kawałków składających się na EP-kę. Coś mi mówi, że to właśnie ten koncert może okazać się największą petardą przyszłorocznego Openera.


poniedziałek, 7 listopada 2016

NOWE LISTOPADOWE FROM POLSKA

T.LOVE - T.LOVE (premiera 4.11)

Premiera tego krążka już za nami. Jego recenzję znajdziecie na Bonomuzie jeszcze w tym tygodniu. Na razie powiem Wam tylko, że na T.Love znajdziecie masę lepszych kawałków niż poniższy drugi singiel pochodzący z tego wydawnictwa. Co więcej, nawet Pielgrzym, poprzedni, fantastyczny utwór zapowiadający ten album nie łapie się do jego "TOP 3".



SORRY BOYS - Roma (premiera 18.11)

Kiedy pierwszy usłyszałem ten zespół w Jarocinie o porze pasującej bardziej na drugie śniadanie niż koncert w życiu bym nie przypuszczał, iż kilka lat później będę czekał na ich album ze sporą niecierpliwością. Może nie aż taką jak Piasek nucący, że "noc się kiedyś skończy" ale Wracam zaciekawiło mnie niczym niegdyś powracający wkrótce na antenę program Idol.



ŁĄKI ŁAN - Syntonia (premiera 18.11)

Po 4 latach z nową studyjną porcją muzycznego wariactwa wraca jedna z najoryginalniejszych warszawskich grup. Zapowiadający płytę Pola Ar pozwala wierzyć, że Paprodziad, Bonk, Poń Kolny, Mega Motyl i reszta z Łąki znowu dostarczą wiele odlotowych klimatów.



VAVAMUFFIN - V (premiera 18.11)

Po, delikatnie mówiąc średnio udanym poprzednim krążku, którego najlepszą częścią była okładka, Vavamuffin już za 2 tygodnie zaprezentuje swoje piąte studyjne wydawnictwo. Mam nadzieję, że powrócą z hukiem. Chociaż pierwszy singiel z V przypomina mi niestety, iż "przysłowia mądrością narodu". A wiadomo czyją matką jest nadzieja. Oby to były złe dobrego początki.




poniedziałek, 31 października 2016

KULT - WSTYD

Nową płytę KULTu nabyłem podczas piątkowego koncertu zachęcony brzmieniem kilku nowych kawałków zaprezentowanych w Stodole. Przyznaję, że z twórczością tej grupy pochodzącej z XXI wieku, zwłaszcza tej po Poligono Industrial mam lekki problem niezmiennie odnosząc wrażenie, że zespół powinien bardziej srogo selekcjonować kawałki trafiające na krążki. Najnowsze wydawnictwo KULTu nosi tytuł Wstyd i po kilku jej przesłuchaniach z ręką na sercu stwierdzam, że "wstydu nie ma". 
Promujący album Madryt mocno kontrastował z zapowiadającym poprzedni krążek Prosto. Na Wstydzie znajdziemy jeszcze dwa inne wolne kompozycje, zaskakująco delikatny jak na Kult utwór pod tytułem Cisza Nocna. Ten pierwszy, podobnie jak Madryt, wyszedł spod palców Wojciecha Jabłońskiego i  choć jej głównym motorem napędowym jest chwytliwa, gitarowa zagrywka to równie wyraźnie pojawiają się w nim brzemienia piszczałek charakterystycznych dla peruwiańskich grup grających szlagier "w wysokich Andach kondor jajo zniósł". Drugi jest dużo bardziej tajemniczy, rozpoczyna się orientalnie i dzięki fantastycznej partii dęciaków połączonej z organami Hammonda przypomina Kult z czasów największej świetności. W ogóle instrumenty dęte "robią robotę" na Wstydzie. Najbardziej wyraźnie w otwierającym płytę Jeśli Będziesz Tam oraz najlepszej na płycie Dwururce. O ile w pierwszym przypadku brzmienie saxów, trąbek i puzona fantastycznie uzupełnia pulsującą partię basu i ciekawą melodię śpiewaną przez Kazika to w przypadku Dwururki prowadzi główny temat utworu. To właśnie ta piosenka usłyszana 4 dni temu w Stodole kazała mi zakupić ten album i to ona udowadnia, że KULT nadal potrafi nagrać kawałek, po który z radością sięga się wielokrotnie i o który koncertowa publiczność zapewne nieraz upomni się w kolejnych latach. Podobnie zresztą jak o najweselszy na całym krążku, przynajmniej w warstwie muzycznej, Pęknięty dom część 2.
Nie da się ukryć, że KULT coraz bardziej staję się kapelą z kategorii dinozaury rocka. Tegoroczną płytą udowadniają, że ów status można osiągnąć nadal tworząc piosenki ważne i ciekawe. Mimo wielu muzycznych rozwiązań znanych z lat poprzednich bardzo cieszy mnie chęć poszukiwania nowych aranżacji, czego przykładem może być choćby początek piosenki tytułowej. KULT nie wymyślił na Wstydzie prochu, nagrał natomiast kilka naprawdę niezłych numerów, które zyskują z każdym kolejnym przesłuchaniem. Tym albumem zespół nie poszerzy raczej grona fanów ale ci dotychczasowi narzekać raczej nie będą.


wtorek, 25 października 2016

PJ HARVEY - TORWAR 12.10.2016

Chociaż od koncertu PJ Harvey na Torwarze minęły już prawie 2 tygodni to nadal jestem pod jego wrażeniem. Te 90 minut wypełnione fantastyczną i perfekcyjnie wykonaną muzyką pozostanie mi w pamięci na długo. Brytyjka wraz z dziewięcioma towarzyszącymi muzykami zaprezentowała coś na pograniczu muzycznej sztuki i teatru. Rozbudowana sekcja dęta, dwóch perkusistów i pięć męskich głosów towarzyszących często wokalistce dawały niesamowity efekt. O ile na płytach pieśni PJ brzmią klimatycznie to w wykonaniach na żywo zyskują dodatkowo element przejmującego emocjonalnego napięcia. 


Koncert rozpoczął się od Chain Of Keys, któremu towarzyszyło wspólne wejście na scenę całej dziesiątki muzyków. Po kolejnych czterech utworach z najnowszego krążka przyszedł czas na pięć propozycji z Let England Shake. Po niemal każdej piosence wokalistka schodziła na tył lub bok sceny nie odzywając się ani słowem. Przez ponad godzinę nie odezwała się słowem. Początkowo nieco mnie to dziwiło ale po przy piątym czy szóstym razem doszło do mnie, że właśnie ten zabieg dodaje temu koncertowi teatralnego klimatu. Tak samo zresztą jak umieszczona za muzykami prosta scenografia przypominająca gofra. W teatrze aktorzy nie kłaniają się po każdej zagranej, choćby najbardziej brawurowo scenie, a tym bardziej nie mówią "senk ju". Taki zabieg na muzycznym koncercie ma rację bytu jedynie w przypadku, gdy jakość warstwy muzycznej prezentowana przez zespół nie podlega najmniejszej dyskusji. I tak właśnie było tego środowego wieczora na Torwarze wypełnionym mniej więcej w połowie, za to totalnie świadomą i nieprzypadkową publicznością. Owacje pomiędzy piosenkami przybierały na sile proporcjonalnie z ciszą panującą na płycie i trybunach podczas wykonywania kolejnych utworów. PJ dosłownie czarowała swoim głosem prezentując niesamowitą ekspresję i skalę od mrocznej, zachrypniętej niczym Marianne Faithful i brzęczący saksofon basowy do najwyższych, piskliwych rejestrów. Fenomenalnie wypadło The Ministry Of Social Affairs a zwłaszcza jego końcowa część zwieńczona szalonym solo na białym, małym saksofonie. Ten utwór wraz z piorunującym Down By The Water były dla mnie dwoma największymi diamentami w tym wypełnionym dwudziestoma perłami koncercie. 

piątek, 14 października 2016

PRZERWANY KONCERT PLACEBO - "MENTAL DISORDER" BRIANA MOLKO

Wczoraj wystartowała trasa koncertowa Placebo będąca częścią obchodów dwudziestolecia istnienia zespołu. Rozpoczęła się niestety potężnym falstartem. Chcąc dziś sprawdzić jakie piosenki panowie zagrali na koncercie otwierającym tour oprócz dwóch tytułów znalazłem napis "concert cancelled due Brian's mental disorder". To dość lakoniczne stwierdzenie kazało mi zagłębić się w szczegóły tego, co stało się wczorajszego wieczora i trzeba przyznać, że nie wygląda to najlepiej.
Koncert rozpoczęło Pure Morning, po którym Placebo wykonali Loud Like Love. Tuż po jego zakończeniu Brian zdjął gitarę i zaczął dystkutować ze Stefanem.



Chwilę potem wokalista postanowił porozmawiać z publicznością. Film przedstawiający tę sytuację znajdziecie poniżej. W 60 sekundzie ze sceny schodzi Stefan, minutę później "poddaje się" grająca na skrzypcach i klawiszach Fiona Brice. 



Przez cały czas trwania tej sceny, z prawej strony widać wyraźnie jednego z członków, który daje Brianowi znaki namawiające na zakończenie tej dość żenującej sytuacji. Finał wczorajszego wieczora wyglądał następująco:


Mam nadzieję, że to nietypowy sposób promocji trasy koncertowej lub jedynie chwilowa niedyspozycja wokalisty. Dzisiejszy koncert, również w Danii, odbył się już bez przeszkód. A za 2 tygodnie zespół przyjeżdża do Warszawy. I coś mi dziwnie podpowiada, że będzie to ostatnia okazja do zobaczenia Placebo na żywo.

środa, 5 października 2016

NOWE PAŹDZIERNIKOWE ZAGRANICZNE

Ilość ważnych, świetnie zapowiadających się październikowych, zagranicznych premier muzycznych poraża. Poniżej możecie poznać po jednym reprezentancie przypadającym na kolejne tygodnie tego miesiąca. Dość powiedzieć, że oprócz nich w ciągu najbliższych 4 tygodni do sklepów dodatkowo trafią nowe wydawnictwa m.in. Archive, Lady Gaga, White Lies czy Kings of Leon, które nie załapały się na poniższą prezentację.

Green Day - Revolution Radio (data premiery: 7/10)


Kiedy zupełnie przypadkowo natknąłem się na premierę tego kawałka w Antyradio wydał mi się nieco "na jedno kopyto". Za to już po drugim przesłuchaniu wiedziałem, że byłem w dużym błędzie. Bang Bang to prawdziwa moc, "stary, dobry Green Day", prosty, mocny i melodyjny. Nadzieja, że cały nowy album będzie równie dobry przygasła nieco po opublikowaniu drugiego singla, Still Breathing, tak wygładzonego i bezpłciowego, że aż trudno uwierzyć że to ten sam zespół. Już za dwa dni przekonamy się, która twarz nowej odsłony Green Daya jest prawidziwa.


Moby - These Systems Are Failing  (data premiery: 14/10)


 Systemy zawodzą, przykłady na poparcie tej tezy można mnożyć a teledysk do tytułowego kawałka udowadnia, że niestety także za pomocą przykładów z bieżącego, 2016 roku. Po 3 latach Moby wraca nagraniem z mocnym przekazem i jeszcze mocniejszym klipem. Brakuje w nim tylko pewnego kawalera z kotkiem.


KORN - The Serenity of Suffering  (data premiery: 21/10)


Przy okazji ostatniego koncertu KORN w Polsce spotkałem się z opinią, że muzyka tego zespołu nie wytrzymała próby czasy. Zupełnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem a nowy utwór oraz towarzyszący mu teledysk zdają się potwierdzać, że "moja racja jest najmojsza". Okazja do sprawdzenia jak nowy repertuar zespołu wypada na żywo nadarzy się 31 marca przyszłego roku, kiedy to zespół zagra na Torwarze.


Madness - Can't Touch Us Now   (data premiery: 28/10)

Nie spodziewałem się, że "dziadki" z Madness poczęstują nas jeszcze kiedyś nowym albumem. Tymczasem Can't Touch Us Now trafi do sklepów w ostatni weekend października. I choć promujący go singiel nie jest może zbyt porywający to niecierpliwie czekam na ponowny występ Brytyjczyków w Polsce. Ich koncert w Gdyni w 2009 roku był bowiem "przekosmiczny" a kawałki sprzed ponad 30 lat nadal brzmią fenomenalnie.




Receznje wszystkich tych albumów juz wkrótce na Bonomuzie!

niedziela, 2 października 2016

DUŻO NOWEGO PAŹDZIERNIKOWEGO

Jesień zdecydowanie nie jest moją ulubioną porą roku. Idę o zakład, że 80 procent z Was również nie klaszcze z radości widząc spadające z drzew liście. Na szczęście nic nie jest czarno białe i jednym z fajniejszych aspektów tej pory roku stanowi duża ilość muzycznych premier oraz klubowych koncertów. A tego października naprawdę "będzie się działo".

Już za 5 dni premiera nowego wydawnictwa COMY. Płytę pod tytułem Coma 2005 YU55 zapowiada piosenka Lipiec. Mówiąc szczerze na razie, po kilku przesłuchaniach nie do końca on do mnie przemawia, rzekłbym że to "mocno alternatywny singiel". Zdecydowanie ma klimat ale mam nadzieję, że na krążku usłyszymy również bardziej żywe i bardziej melodyjne utwory.

 

Również 7 października będzie miała miejsce premiera nowego projektu pod kryptonimem Bisz/Radex. Nie jestem raczej z klimatu "yo yo" ale dwa opublikowane do tej pory kawałki tego duetu pozwala wierzyć, że z połączenia hip hopu z beatami gitarzysty Pustek zrodziło się coś naprawdę ciekawego i oryginalnego.

 

Tydzień później na sklepowe półki trafi nowa płyta KULTU. Promujący ją Madryt to także dość nietypowe nagranie, jak na grupę Kazika. O wiele spokojniejsze niż zapowiedź Prosto - poprzedniego kultowego albumu i o wiele bardziej przebojowe niż wyżej wspominana pieśń Comy. 


Jeśli za chodzi o koncerty to, oprócz tradcyjnych wydarzeń w Stodole, w październiku prym wiódł będzie Torwar. PJ Harvey, Biffy Clyro, Placebo - oto prawdziwie fantastyczna trójka, którą będzie można zobaczyć w tym miesiącu w warszawskiej hali na przeciwko stadionu Legii. Ostrze sobie zęby zwłaszcza występ tej pierwszej.


We wtorek przyjrzymy się październikowym premierom artystów zagranicznych.


niedziela, 25 września 2016

NOWE T.LOVE

Premiera nowej płyty T.LOVE już za 6 tygodni. Na razie zespół poczęstował nas pierwszym singlem pod tytułem Pielgrzym. Fantastyczny riff prowadzący zwrotkę, wpadający w ucho refren i świetny teledysk. Mój apetyt został tym nagraniem zaostrzony na maxa. A Wasz?

sobota, 24 września 2016

ROMANTIKA OD STALOWEJ PANTERY

Od kilkunastu minut na scenie warszawskiej Progresji można oglądać zespół Steel Panther. Miałem okazję spotkać Panterę cztery lata temu na Rock Im Park, o czym w tuż po polsko-ukraińskich futbolowych mistrzostwach Europy w piłkę nożną mogliście przeczytać TU. Do dziś pamiętam tamto poczucie żenady wywołane żenadą płynącą wtedy ze sceny. Aż do momentu, gdy z głośników popłynęła ta oto ballada, po której zrozumiałem z opóźnieniem, że Steel Panther ma po prostu swojego, nietypowego stajla. Trzeba przyznać, że chłopcy potrafią być romantyczni. ;-D


Jeśli spodobała się Wam "romantika od Stalowej Pantery" a nie załapaliście się na ich dzisiejszy występ w Progresji jutro macie okazję nadrobić zaległości w Krakowie.

czwartek, 22 września 2016

PJ HARVEY - THE HOPE SIX DEMOLITION PROJECT

The Hope Six Demolition Project to płyta, która łapie za twarz od pierwszej sekundy i nie wypuszcza przez kolejne 40 minut, aż do wybrzmienia jej ostatniego dźwięku. Jest w niej coś magicznego, co sprawia, iż słuchając jej znajdujemy się w stanie permanentnego napięcia i skupienia. Klimaty mieszają się nieustannie. Na początek hippisowskie i dość radosne The Community Of Hope, chwilę później mroczne i potężne The Ministry of Defence, którego każdy dźwięk zdaje się mówić "w twoich głośników dzieje się właśnie coś wyjątkowego".

A Line In The Sand rozpoczyna się trochę, jak First zespołu Cold War Kids, podobieństwa kończą się jednak po 10 sekundach, czyli momentu, w którym PJ "wchodzi" z wokalem. Ogromną rolę w muzyce Brytyjki pełnią grające w niskich rejestrach saksofony,  fantastycznie tworzące uczucie niepokoju w bardziej mrocznych utworach, takich jak choćby Chain Of Keys. Near The Memorials To Vietnam and Lincoln momentalnie przenosi nas myślami do lat siedemdziesiątych a The Orange Monkey kojarzy mi się z daleką, morską wyprawą w ciemności. Z kolei Medicinals to prawdziwa, muzyczna moc w zwrotce i genialny dialog w refrenie. Każda z jedenastu umieszczonych na tym krążku piosenek ma w sobie coś oryginalnego, wyjątkowego i wzniosłego. Trudno znaleźć odpowiednie słowa na opisanie dziewiątego albumu PJ Harvey, gdyż jest on po prostu jedyny w swoim rodzaju. Jeśli jakimś sposobem jeszcze nie poznaliście The Hope Six Demolition Project to nie zwlekajcie ani dnia dłużej.

niedziela, 11 września 2016

CAŁKIEM NOWI PARKINGOWI

Kolejne dni spędzone w Italii utwierdzają mnie w przekonaniu, iż Włosi wyznaczają nowe standardy już nie tylko jeśli chodzi o modę, kawę czy catenccio ale również w kwestii zakresu obowiązków parkingowych. Tutejsi panowie podchodzący do kierowców tuż po zgaszeniu przez nich silnika zdecydowanie różnią się od „naszych”, swojskich ziomów i ich nieśmiertelnego „przypylnować autka”? Tutejsi łowcy  asfaltowych metrów kwadratowych oprócz tradycyjnych, żwawych wymachów przedramion, niczym w piosence Feela „wskazujących nam drogę” do najbliższego, wolnego miejsca, dodatkowo za każdym razem zjawiają się ze specjalną ofertą. W żadnym razie nie na zasadzie „kup pan cegłę” ale bardziej w stylu „znam twoje potrzeby”. Ich przenośne stragany zmieniają wyposażenie momentalnie i dostosowują się do obecnej pory roku, zmiany pogody, narodowego święta, meczu, koncertu, itp. Tym sposobem w ponad 30-stopniowym upale w Pizie nabyłem pierwsze w swoim życiu Ray Bany. W zawrotnej cenie 6 Euro. Lepszy interes można zrobić chyba tylko kupując Rolexa na plaży w Pattayi.
Dzień później, w najpiękniejszym mieście świata – Florencji, podczas przechadzki obok Palazzo Veccho, jeden z nich zaoferował mi samochodową ładowarkę do wszystkiego. „It’s automatic maj frjend, it’s automatic” – rzekł ów jegomość. A do mnie w tej samej chwili dotarło, że jego życiowa misja jest tożsama z tytułem najlepszej płyty R.E.M. „Automatic For The People” – muzyczne dzieło porównywalne do Achtung Baby U2 i Nevermind Nirvany. Dziś przypomnijmy sobie jego piękne zakończenie.


wtorek, 6 września 2016

REBUSIK Z GENUI

Pierwszy dzień tegorocznych wakacji w Italii najlepiej oddaje poniższy rebus:



                                  


Odgadliście po jednej nutce? Ta puentująca, jak zwykle na Bonomuzie, znajdzie się na końcu posta. A tuż przed nią rozwiązanie rebusu. Nasz samolot startował o 6:20 rano. W skutek tak , ieludzkiej pory i pobudki o 4, śniadanie przyszło nam spożyć na lotnisku. Najszybszą dostępną opcją wydawał się „Maciek” zwany makiem. Na mój, jakże pożywny posiłek dnia złożył się więc McChicken, czyli kanapka kurzęca bez grama kurczaka. Innymi słowy jadłem MOM, nom, nom, nom, nom. Smakowanie ów kurczako-podobnego produktu pochłonęło tyle moich zmysłów, iż efektem końcowym było wywołanie nas przez spikera w ramach final calla. Ale zdążyliśmy.
Z Mediolanu, po w miarę sprawnym wypożyczeniu auta, udaliśmy się do Genui w celu obejrzenia tamtejszego oceanarium. Pippo od dłuższego czasu ma fazę na delifiny butlonosy, także okazji spotkania ów pływających istot na żywo nie mogliśmy przegapić. Przy okazji zobaczyliśmy wiele innych wodnych stworzeń, m.in. pingwiny, foki i lwa morskiego, który na totalnym relaksie, z rozłożonymi płetwami i szelmowskim uśmiechem podpłynął do samej szyby i „walnął dwójkę”.
Po wyjściu z oceanarium, w drodze do samochodu, w porcie oprócz licznych statków, promu wielkości Titanica zobaczyliśmy również „pojazd” z trzeciej części rebusa. Jego rozwiązanie to oczywiście: „kurka wodna, łódź podwodna”. A skoro tak, to czas na posłuchanie piosenki o pewnej takiej: