Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FELIETONY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FELIETONY. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 marca 2012

FELIETON: ŁABĘDZI ŚPIEW

Nie lubię kupować płyt w wielkich salonach. Lubię o muzyce rozmawiać i boli mnie, gdy widzę, że sprzedawca, którego pytam o daną pozycję, choćby najbardziej mainstreamową patrzy na mnie z miną jakbym pytał o datę i miejsce najbliższego lądowania kosmitów. Kupno płyt w Internecie również aspektu rozmowy o muzyce pozbawia. Pozostaje więc wizyta w coraz mniej licznych małych sklepikach muzycznych.
Jeden z nich znajduje się na pewnym warszawskim placu. Pamiętam, że jest tam od lat, jeszcze w zeszłym stuleciu chadzałem i tam potrafiłem długo dyskutować się i radzić prowadzącego go sprzedawcy na temat danego albumu. Był to pasjonat, szczęśliwy ze swojej pracy. Dziś jego pasja...

niedziela, 29 stycznia 2012

FELIETON: afER-Ka

Zastanawia mnie aferka, która wybuchła kilka tygodni temu pomiędzy Kazikiem a Eską Rock. Rozgłośnia wystąpiła do artysty o przygotowanie radiowej, trwającej poniżej 4 minuty wersji singla promującego nowy album, a ten, zapewne pod wpływem twórczości Comy, dostosował się i „podzielił na pół”. To znaczy przyspieszył utwór dwukrotnie uzyskując wersję a’la „smerfne hity” trwającą 3 minuty i 6 sekund. I o ile przez ostatnie lata wiele działań wizerunkowych i artystycznych Kazika było, delikatnie mówiąc, średnio udanych, to ten ruch pana Staszewskiego uważam za mistrzowski.
Argument radiowców o tym, że krótsze wersja na potrzeby radia są powszechnie stosowane uważam za równie trafiony co atrakcyjność globalizacji powodującej, że niemal wszystkie miasta na świecie wyglądają identycznie. Kretyńskie stanowisko Eski Rock bije po oczach tym bardziej...

wtorek, 8 lutego 2011

FELIETON: CHRISTINA VS. EDYTA

I jak tu nie wierzyć mądrości przysłów. Cudze chwalicie, swego nie znacie, Edytę tępicie, Christinę wychwalacie. Niech każdy przyzna przed sobą czy nie pomyślał kiedyś, ze pani Aguilera to lepsza wokalistka i mniejszy obciach niż pani Górniak. Tymczasem hymn wykonany przez Kryśkę podczas tegorocznego Superbowl przejdzie do historii, wokalistka tak bardzo skoncentrowała się na głosowych wygibasach, że biedaczka pomyliła słowa.
Trudno przy tej okazji nie przypomnieć równie legendarnego wykonania polskiego hymnu. Nasza polska Edzia podczas koreańskiego mundialu w 2002 roku co prawda delikatnie zwolniła ale słowa zapamiętała.
I choć wpadka Christiny była dużo większego kalibru niż „oryginalne” wykonanie hymnu przez Edytę to oba te wystąpienia łączy jedna, bezcenna rzecz: miny zawodników!

niedziela, 12 grudnia 2010

FELIETON: NIE DŻEJ GEMBY (KASIU)

Pierwsze zdanie, jakie usłyszałem w liceum od nauczyciela PO brzmiało: „Nazywam się Edward Ślązak i urodziłem się w Dijon”. Trzeba przyznać, że swoim powitaniem Edek wzbudził nasz szacun. A, że w dodatku wyglądał jak Tołdi z Gumisiów to już w ogóle było odlotowo. Pan od Przysposobienia Obronnego był prawdziwą „legendą” a kolejne roczniki przekazywały sobie historie z jego udziałem, m.in. o tym jak w grudniu 1981 przyszedł do szkoły w mundurze a klasa maturalna ulepiła pod jego salą bałwana z lampasami. Najbardziej jednak zasłynął Edward swoimi powiedzonkami. Jednym z najczęściej używanych było „NIE DŻEJ GEMBY”.

Bezpośrednią powodem tych wspomnień jest najnowsza płyta Kasi Kowalskiej, a konkretnie singiel Telefony.

środa, 17 listopada 2010

FELIETON: ŁZY BEZ ANKI, OT TAK!

Dziś wczesnym popołudniem światem muzycznym wstrząsnęła wiadomość: Ania Wyszkoni odchodzi z Łez. „Oł fak” – pomyślałem – a potem z wrażenia poszedłem naparzyć czaju. „Jak to się mogło stać?” – to pytanie nie dawało mi spokoju. Czyżby Ania poszła va banque i postawiła wszystko na solową karierę? Wielkiego sukcesu niestety nie wróżę, bo ile przy przaśnych songach Łez można się jeszcze pobawić i pośmiać to przy solowej twórczości byłej już wokalistki tej grupy pozostaje jedynie się powiesić. Podobno...

wtorek, 5 stycznia 2010

FELIETON: JAKA TO KASZANKA ?

Siadając z kanapką na kanapie i włączając telewizor za pomocą klawisza numer 1 zostałem dziś oszołomiony. Po raz kolejny z otwartą szczęką patrzyłem przez chwilę na największą żenadę, na jaką chcąc nie chcąc cyklicznie można wpaść w naszej wspaniałej „abonamentowej” TV.
Próbowałem ugryźć kanapkę i nie mogłem. Choć byłem naprawdę głodny, od pierwszego „dziaba” powstrzymywał mnie koszmar ziejący z ekranu. Paralityczny, nierówny balet, „niesamowita publiczność” a zwłaszcza gość z w żółtej koszulce wywijający bajabongo w rytm „szery szeri lejdi” z miną jakby właśnie występował na Broadwayu, perkusista który w elektroniczny instrumencik a’la Kombi walił z takim zaangażowaniem jakby bębnił przynajmniej w Sepulturze. Pan z wąsem, który przy utworze Modern Talking siekał solówkę życia. Playback się już skończył a on dalej cisnął najwyższe progi gitary. Widać było mu dobrze. Tak samo zresztą jak...