Dziś 55. urodziny obchodzi Johnny Rotten. Dlatego też chciałbym zaintonować dla Jaśka gromkie „stooooo ljaaaaaat”! Szczerze mówiąc, myślałem, że frontman Sex Pistols jest trochę starszy, widać, że chłopaczyna się w swoim punkowym życiu nie oszczędzał. W każdym razie mam nadzieję, że Johnny wykrzesa z siebie jeszcze kiedyś siły i będziemy mieli okazję zobaczyć Sex Pistols na żywo, czego Jankowi i sobie życzę. Koncert podczas Openera 2008 był dla mnie fantastyczny. I choć wyglądało to troszkę jak obwoźny cyrk to muzyka, która popłynęła z głośników miała w sobie autentyczną moc i moim skromnym zdaniem nie postarzała się ani trochę. A członkowie zespołu zachowali do siebie zdrowy dystans, parodiując samych siebie i nazywając trasę koncertową Combine Harvester Tour, którego hasłem przewodnim było „reap the hay while the sun shines”. Sto lat Johnny!
poniedziałek, 31 stycznia 2011
piątek, 28 stycznia 2011
KASZANA SONGS: AQUA - BARBIE GIRL
Etykiety:
KASZANA SONGS
Jako, że do otwarcia sezonu „grylowego” pozostało jeszcze sporo postanowiłem zaserwować Wam kaszankę w nieco innej postaci. W ciągu najbliższych kilku piątków na blogu będą się pojawiały kolejne odcinki Kaszana Songs. TU możecie przypomnieć sobie o co w tym cyklu chodzi.
Dziś „na gryla” wrzucamy lalkę i to nie byle jaką. W 1997 roku norwesko-duński kwartet Aqua podbił listy przebojów swoim hitem Barbie Girl. Co to był za przebój! Co to był za klip! Do dziś dosłownie poraża. W ciągu 3 minut z okładem widzimy m.in. sztucznego ćwierkającego ptaszka, wypasioną różową furę Kena mówiącego „kiss me here, touch me there, hanky panky”, poznajemy Lene, Rene,Sorena i Clausa oraz dmuchanego pieska, obserwujemy szorowanie pleców Barbie szczotą ryżową, widzimy ją także w dżokejce całującą konia oraz Sorena przygrywającego na gitarce. Duże wrażenie robią miny Kena, który czasem wygląda jakby jego tył miał bliskie spotkanie z żądłem.( 2:15 ) lub jakby aqua wpadła do jego oka (1:54). A potem wiadomo: Barbie goes party, czyli driny, balanga i wężyk a’la „jedzie pociąg z daleka”, podczas którego tytułowej lali urywa się ręka. Nie zraża to jednak Kena, któremu nadal jest dobrze (2:55). I o ile cały teledysk jest z kosmosu to jego zakończenie, kiedy przystojniak z irokezem na boku macha kikutem jest już z innej galaktyki.
Dla wszystkich fanów Aquy i Barbie Girl mam też wspaniałą wiadomość! Zespół się reaktywował i wiosną ma się ukazać jego nowy album! Czy możecie sobie wyobrazić lepszą informację na początek weekendu ?!?!?
czwartek, 27 stycznia 2011
HURTS - HAPPINESS
Etykiety:
RECENZJE
Ostatni tydzień w Polsce należał zdecydowanie do grupy Hurts. Najpierw ogłoszono ich występ na tegorocznym Openerze a potem odbyły się 3 w pełni wyprzedane koncertu „zranionych” panów. Nie da się ukryć, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy na ten zespół zaponowała w naszym pięknym kraju swoista „jazda”. Córka Stinga może czuć się zagrożona, o Hurts mówi się, równie często jak o niej. Trzeba przyznać, że chwytliwe melodie dwóch panów wpadają w ucho. I o ile rozumiem, że podobają się one masom to tego, co ten zespół robi na antenie rockowych rozgłośni już kompletnie nie. Przez większą część płyty mam bowiem wrażenie, że jest to zwykły boysband, którego ckliwe piosenki niewiele różnią się od twórczośći New Kids On The Block czy Take That. Katowane obecnie przez większość rozgłośni Stay emocjonalnym ładunkiem i klimatem przypomina „bejb, ajm hir egejn”. Pamiętacie?
poniedziałek, 24 stycznia 2011
ALTAN - RED CROW
Dziś czas na kolejne "występy gościnne". Tym razem Pan Joel wziął na warsztat płytę, której pewnie nikt z Was nie słyszał. Mam nadzieję, że poniższa recenzja zachęci Was do zapoznania się z twórczością Irlandczyków. Ja na pewno spróbuję.
Już ponad 20 lat zespół Altan promuje irlandzką muzykę ludową, pochodzącą z rejonów Donegal. Kilka milionów sprzedanych płyt, występy na najlepszych scenach w kilkudziesięciu krajach świata sugerują, że zła kapela to nie jest. Wziąłem więc na tapetę ich drugie wydawnictwo, pochodzące z 1990 roku Red Crow. I co?
czwartek, 20 stycznia 2011
OPENEROWA TRÓJCA
Całkiem ciekawa trójca została ogłoszona dziś jako wykonawcy, którzy wystąpią na tegorocznym Openerze. Po pierwsze „jazda, jazda”:
Po drugie “gibu, gibu”:
Po trzecie “pisku pisku” (wśród publiki):
wtorek, 18 stycznia 2011
THE NATIONAL - HIGH VIOLET
Etykiety:
RECENZJE
Muzyka The National jest dość ponura i smutna. Utwory mają taki klimat, jakby każdy z nich opowiadał o osobach mocno dotkniętych przez życie. Pomimo tego piosenki Amerykanów niosą w sobie jakieś dziwne ciepło, głównie za sprawą niskiego głosu wokalisty i przyjaznych dla ucha gitar i instrumentów klawiszowych.
Często stosowane różnego rodzaju pogłosy sprawiają, że przy tych dźwiękach można się momentami rozpłynąć i oderwać od rzeczywistości. I zwolnić.
niedziela, 16 stycznia 2011
NIEZMIENNY PROLETARYAT
Etykiety:
INNE
Kiedy mniej więcej miesiąc temu usłyszałem ten kawałek w radio byłem pewny, że to jedno z nagrań Proletariatu, które przegapiłem słuchając tej kapeli w połowie lat dziewięćdziesiątych. Po słowach prezentera, że jest to singiel zwiastujący nowy album Oleja i spółki pomyślałem, że czas zatrzymał się dla nich w miejscu. Muzyka się zmienia, zespoły urozmaicają swoje brzmienie a Proletaryat brzmi tak samo jak 20 lat temu. Z tego powodu przy pierwszych kilku przesłuchaniach tego numeru chciało mi się trochę śmiać. A dziś myślę, że fajnie, że są jeszcze kapele, które są wierne obrane na początku drodze. Kiedyś brzmiało to tak:
Moim zdanie do dziś brzmi świetnie. Ten klip przywołuje mi do głowy niesamowite wspomnienia. I myślę, że każdy, kto choć raz wysiadł pociągu w Żarach i pokonał tę drogę czuje to samo.
czwartek, 13 stycznia 2011
KATE NASH - MY BEST FRIEND IS YOU
Etykiety:
RECENZJE
Kate Nash śpiewa czasem głosem pogodnym i infantylnym niczym dziecko z podstawówki. Za sprawą singlowych Do-Wah-Doo i Kiss That Girl taką Kasię znamy z radio. Ci którzy na jej drugiej płycie spodziewają się tylko takich piosenek zdziwią się i to bardzo. Bo My Best Friend Is You to album zróżnicowany i ciekawy. Słuchając go nasuwa się wiele muzycznych skojarzeń. Jako pierwsza uwagę przykuwa Don’t You Want To Share Guilt With? za sprawą charakterystycznego brzmienia gitary będący jakby lżejszą wersję kawałka Crystal Visions otwierającego płyte The Big Pink.
wtorek, 11 stycznia 2011
PIOSENKI Z JEDYNKĄ W TYTULE
Etykiety:
INNE
Dzisiejsza data, którą można zapisać za pomocą samych jedynek zobowiązuje. Z okazji 11.1.11 proponuję 11 utworów, w których tytule pojawia się ta cyfra. Wybór nie był prosty, ponieważ jedynka wyśpiewywana jest niemal we wszystkich językach i stylach muzycznych.
METALLICA – One
To jeden z najbardziej niesamowitych utworów Metalliki okraszony dodatkowo klimatycznym teledyskiem. Ten kawałek ma dwa oblicza, po pierwszej, spokojnej części następuje mega uderzenie, które wielokrotnie wprowadzało w konsternację niejednego młodzieńca uskuteczniającego wolny taniec podczas dyskoteki w podstawówce. Trzeba było naprawdę nerwów ze stali aby dotrwać w tango-przytulango przy fenomenalnej solówce Kirka Hammetta.
METALLICA – One
To jeden z najbardziej niesamowitych utworów Metalliki okraszony dodatkowo klimatycznym teledyskiem. Ten kawałek ma dwa oblicza, po pierwszej, spokojnej części następuje mega uderzenie, które wielokrotnie wprowadzało w konsternację niejednego młodzieńca uskuteczniającego wolny taniec podczas dyskoteki w podstawówce. Trzeba było naprawdę nerwów ze stali aby dotrwać w tango-przytulango przy fenomenalnej solówce Kirka Hammetta.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
SKŁADANKA 2010
Etykiety:
INNE
Poniższa składanka, zawiera kawałki, które kojarzą mi się z minionym rokiem. Znalazły się tu zarówno piosenki nowe jak i starsze, wybitne i kaszaniaste. Jak to na składance. Pierwsza czwórka to utwory, które w zeszłym roku totalnie opanowały mój umysł . Kolejne to miks zeszłorocznych skojarzeń koncertowych, turystycznych i wszelkich innych.
W minionym roku „prześladowały” mnie 4 piosenki. Styczeń i początek lutego należał zdecydowanie do MUSE, którego Undisclosed Desires zaczarowało mnie jeszcze w 2009. Do dziś zresztą jest to dźwięk dzwonka w moim telefonie.
Drugim utworem, którym fazowałem się w zeszłym roku było Crystalized, ktore nadal mam ustawione jako dzwiek na. Do dziś, gdy słyszę The XX cały świat wokół wydaje się zatrzymywać.
W połowie wiosny miejsce Shelter zajął kolejny kawałek, przy którym kompletnie się wyłączałem. I choć nie lubię śpiewu falsetem tu brzmi on wręcz anielsko. A refren tego kawałka jest samospełniającą się przepowiednią bo naprawdę „tkwi w mej pamięci przez cały czas”.
To muzyczne dzieło na stałe weszło mi do głowy 1 lipca podczas pierwszego dnia Openera. I „prześladuje” mnie do dziś, wywołując emocje za każdym razem, mimo iż słyszałem go kilkaset razy. Trwa to już ponad pół roku, ciekawy jestem, jaki utwór zajmie jego miejsce.
Ta piosenka już zawsze będzie mi się kojarzyć z najbardziej energetycznym koncertem roku 2010.
Moim skromnym zdaniem najciekawsza polska piosenka zeszłego roku.
Nie wierzyłem, że kiedykolwiek usłyszę tę piosenkę na żywo. Udało się w Istambule i nigdy nie zapomnę tej chwili.
W Turcji udało mi się też pobić rekord częstotliwości wpadania na daną piosenkę. Lejdi Dżi usłyszeć można było średnio co 15 minut zarówno na północy jak i na południu Turcji.
To było najpiękniejsze pięć minut roku 2010 i cudowne zakończenie sentymentalnej podróży w przeszłość podczas koncertu chwilowo reaktywowanego projektu Lenny Valentino.
Szkockie trio to drugi zagraniczny zespół, który widziałem w tym roku na żywo dwukrotnie.
Zdecydowany zwycięzca w kategorii „odlot roku”. Nooooooooo.
Rok 2010 był też moim pierwszym kontaktem na żywo z rodziną Cobainów. I chociaż NIRVANY Kurta nic nie zastąpi to koncert jego żony był czadowo wyluzowany.
Powrót Edyty Bartosiewicz na scenę był piękny. Szkoda tylko, że był tylko jednodniowy, mimo iż na jesień zapowiadano nową płytę.
„Taminami a łe e, łaka łaka e, e”. W końcu w 2010 roku odbył się pierwszy mundial w Afryce.
Powód umieszczenia tego kawałka na składance jest oczywiście ten sam, co w przypadku „łaka łaka”.
Krzyż był zdecydowanie jednym z głównych bohaterów zeszłego roku stając się jednocześnie przedstawicielem polskiego folkloru i bohaterem wielu muzycznych utworów.
Składankę zamyka stary, polski szlagier, którego pojawienie się na składance 2010 związane jest z próbą podbicia Azji przez „bajeranckich” chłopaków oraz 5-odcinkowym serialem „Pełna Bajera w Azji”, który mieliście okazję śledzić na blogu w lutym.
A jakie piosenki Wam kojarzą się z minionym rokiem?
niedziela, 2 stycznia 2011
MODEL 11
Nim człowiek się zorientował minęła pierwsza dekada XXI wieku i rozpoczął się Model 11. Z tej okazji życzę Wam wielu fantastycznych płyt, koncertów, spełnienia wszelkich marzeń i duuuuuużo uśmiechu. Już wkrótce na blogu pojawi się kilka nowych działów, zachęcam do regularnego zaglądania na stronę.
Rok 2001, model 01, był jednym z najfajniejszych w moim życiu. Miniony, choć ciężki, również trzeba zaliczyć do bardzo udanych. Mam taką teorię, że nieparzyste lata są lepsze. I czuję, że model 11 będzie naprawdę dobrym rokiem.
piątek, 31 grudnia 2010
BEST OF 2010 - PODIUM
Do tej chwili waham się z decyzją odnośnie miejsc trzeciego i drugiego. Dziś słuchałem obu i podczas projekcji danej z nich właśnie ta wydawała mi się odrobinę lepsza. Ostatecznie pierwszeństwo, czyli wyższą pozycję przyznaję płycie, której premiera miała miejsce w tym roku. Tak czy inaczej wszystkie trzy niżej wymienione tytuły, choć zupełnie różne, są fantastyczne i gorąco namawiam do uważnego zapoznania się z nimi.
MIEJSCE 3:
THE XX – Xx (ZOBACZ RECENZJĘ)
W pierwszej połowie roku byłem pewny, że to właśnie ta płyta znajdzie się na pierwszym miejscu tego zestawienia, mimo iż wydana została w roku 2009. Nie znam drugiego tak ujmującego prostotą albumu. Proste dźwięki gitar, dwa hipnotyzujące głosy oraz minimum elektroniki pozwoliły stworzyć jedną z najbardziej klimatycznych płyt ostatniej dekady. Za każdym razem, gdy słucham tej muzyki mentalnie jestem w jej środku.
MIEJSCE 2:
YEASAYER – Odd Blood (ZOBACZ RECENZJĘ)
Inteligentny pop najwyższej próby. Każda minuta tej płyty pełna jest wysmakowanych, dźwiękowych eksperymentów, pełnych oryginalnych współbrzmień, przebojowych melodii i fajnej, pozytywnej energii. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi Yeasayer, że muzyka popularna może być nowatorska i alternatywna.
MIEJSCE 1:
KLAXONS – Surfing The Void (ZOBACZ RECENZJĘ)
Brytyjski kwartet nagrał drugą, fenomenalną płytę, która wciąga jak narkotyk. Tuż po wciśnięciu „play” chwyta za gardło puszczając kilka sekund po wybrzmieniu ostatniego dźwięku. Przy każdej głośnej projekcji tego krążka „mam fazę” i kręci mi się w głowie. Surfing The Void atakuje wszelkie zmysły i pochłania absolutnie.
PEARL JAM - BACKSPACER
Etykiety:
RECENZJE
Gdybym dziś robił zestawienie płyt roku 2009 bankowo umieściłbym tę płytę w pierwszej trójce. Backspacer trafiłby również na pewno do pierwszej tegorocznej trójki ale ponieważ krążek zadebiutował w moim odtwarzaczu jesienią roku minionego nie może zakwalifikować się do tego zestawienia. Ostatnia płyta Pearl Jam jest jednym z moich największych muzycznych niedopatrzeń ostatnich lat. Kiedy w poprzednim grudniu temu podsumowywałem rok 2009 jeden z czytelników sugerował, że brakuje w nim Backspacera. Przyznaję, że wtedy odpuściłem ten album po pierwszym przesłuchaniu, które specjalnie mnie nie poruszyło. Nie mam pojęcia jak to się mogło stać
środa, 29 grudnia 2010
BEST OF 2010
Rok 2010 powoli przechodzi do historii. Czas więc na płytowy TOP TEN dwa tysiące TEN. Jako kryterium przyjmujemy jednak nie tylko rok wydania płyty ale również datę jej pojawienia się w moim odtwarzaczu. Dlatego też w zestawieniu znajdą się również dwie płyty z roku poprzedniego, na które wpadłem już po jego zakończeniu.
MIEJSCE 10:
I BLAME COCO – The Constant (ZOBACZ RECENZJĘ)
O to miejsce trwała bardzo zacięta walka. Ostatecznie bitwę rozstrzygnęły więzy rodzinne. Bo zestawienie bez CÓRKI STINGA to jak igłą bez nitki lub kebab na cienkim bez placka.
MIEJSCE 9:
KAREN ELSON – The Ghost Who Walks (ZOBACZ RECENZJĘ)
Pani Karen Elson obdarzona jest naprawdę hipnotyzującym głosem. Jeśli to za mało aby zachęcić Was do posłuchania jej płyty dodam jeszcze, że to ŻONA JACKA WHITE’A !
MIEJSCE 8:
NO! NO! NO! – No! No! No! (ZOBACZ RECENZJĘ)
Na miejscu zespołu nazwałbym tą płytę cytując klasyka, czyli YES! YES! YES! Ten debiutancki projekt trzech panów, którzy prawdziwy debiut mają już dawno za sobą jest dużo lepszy niż promujące go single. Niestety nie wiem czy panowie są mężami lub dziećmi kogoś znanego także w tym miejscu zaprzestanę chlubnej tradycji odwoływania się do rodzinnych korzeni nominowanych gwiazd.
MIEJSCE 7:
MGMT – Congratulations (ZOBACZ RECENZJĘ)
Członkowie MGMT wybierając nazwę dal tego albumu przeczuwali chyba, że będzie się o niej mówić zdecydowanie zbyt mało. Pogratulowali sobie więc sami i słusznie bo „syndrom drugiej płyty” ominął ich szerokim łukiem.
MIEJSCE 6:
BIFFY CLYRO – Only Revolutions (ZOBACZ RECENZJĘ)
Kiedy ogłoszono występ Szkotów w Jarocinie jeden z kolegów napisał mi, że ten zespół, a właściwie jego nazwa, kojarzy mu się tylko z jakąś budą z hamburgerami na Dzikim Zachodzie. Ja też „odkryłem” ten zespół z opóźnieniem i dlatego Only Revolutions, choć wydane w roku 2009, pojawia się w tym zestawieniu.
MIEJSCE 5:
VAVAMUFFIN – Mo' Better Rootz (ZOBACZ RECENZJĘ)
Vavamuffin powoli wkracza chyba do mainstreamu. I na dobre mu to wychodzi bo oprócz tradycyjnego pozytywnego zastrzyku mogącego zastąpić poranną kawę i letnie słońce na Mo’ Better Rootz znajdziemy wyjątkowo udane teksty.
MIEJSCE 4:
ARCADE FIRE – Suburbs (ZOBACZ RECENZJĘ)
Płyta magiczna ale wymagająca słuchania w skupieniu. Czas najwyższy na wizytę Kanadyjczyków w Polsce!
C.D.N.
wtorek, 28 grudnia 2010
BIFFY CLYRO - ONLY REVOLUTIONS
Etykiety:
RECENZJE
W muzyce Biffy Clyro niewiele jest rzeczy odkrywczych, pełno natomiast świetnych, zapadających w pamięć melodii Słuchając Only Revolutions nie mam pewności czy Szkoci bardziej chcieliby stać się popowymi bożyszczami tłumów czy dawać czadu. Ich piosenki łaczą w sobie przebojową lekkość z odrobiną mocniejszego pazura. I jest to połączenie fantastyczne.
Tą dwoistość słychać choćby w granym często w radio Bubbles, gdzie po pierwszej części służacej zdecydowanie do rytmicznego potakiwania nóżką następuje druga, instrumentalna, mocniejsza, pełna ciekawych sprzężeń i pisków.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
KINGS OF LEON - COME AROUND SUNDOWN
Etykiety:
RECENZJE
Niestety część z utworów brzmi jak odrzuty z poprzedniej sesji i wydaje się być umieszczona na tej płycie na siłę, tylko po to aby wypełnić niezbędne dla longplaya minimum.
piątek, 24 grudnia 2010
KONKURS "CZAS NA KWAS 6" - WYDANIE ŚWIĄTECZNE
Etykiety:
KONKURSY
Święta za pasem, pirogen już się pewnie grzeją a kapucha w kuchni zajeżdża czas więc najwyższy coś przykwasić. Szósta edycja konkursu „CZAS NA KWAS” będzie oczywiście dotyczyć hitu świątecznego. Jakiego? Waszego ulubionego! Mojego zresztą też, o czym wypowiadałem się już LAST CHRISTMAS.
Zadanie jak zwykle polega na „przetłumaczeniu” refrenu, tym razem o treści:
Last Christmas I gave you my hart
But the very next day you gave it away
This year to save me from tears
I’ll give to someone special (special)
Tłumaczenie powinno być jak najbardziej autorskie, absolutnie niedosłownie ale powinno dać się zaśpiewać do melodii. Debiutującym w zabawie „Czas Na Kwas” polecam tłumaczenia poprzednich konkursowych piosenek w zakładce „konkursy”.
Moja propozycja to:
Rok temu walnęłaś mnie w dziób
Mówiąc w Wigilię choć wódy nie chlać byś mógł
W ten rok na barani skok
Wypiję więc ja piwo Specjal (speszyl)
NAGRODA, jak zawsze nie byle jaka. Tym razem będą nawet dwie:
- po pierwsze srebrny łańcuch, który Drożdż wiesza na choinkę wpadając na swoją była bejbe w 1 minucie i 26 sekundzie teledysku
- po drugie czarna rękawiczką, taka jaką w 45 sekundzie klipu macha drugi łom, znaczy się Wham! Rękawiczka będzie tylko jedna, bo drugą zgubiłem w szale przedświątecznych zakupów.
Swoje propozycje umieszczajcie w komentarzach lub przesyłajcie na bonomuza@gmail.com
Rozwiązanie konkursu 2 stycznia 2011
Zadanie jak zwykle polega na „przetłumaczeniu” refrenu, tym razem o treści:
Last Christmas I gave you my hart
But the very next day you gave it away
This year to save me from tears
I’ll give to someone special (special)
Tłumaczenie powinno być jak najbardziej autorskie, absolutnie niedosłownie ale powinno dać się zaśpiewać do melodii. Debiutującym w zabawie „Czas Na Kwas” polecam tłumaczenia poprzednich konkursowych piosenek w zakładce „konkursy”.
Moja propozycja to:
Rok temu walnęłaś mnie w dziób
Mówiąc w Wigilię choć wódy nie chlać byś mógł
W ten rok na barani skok
Wypiję więc ja piwo Specjal (speszyl)
NAGRODA, jak zawsze nie byle jaka. Tym razem będą nawet dwie:
- po pierwsze srebrny łańcuch, który Drożdż wiesza na choinkę wpadając na swoją była bejbe w 1 minucie i 26 sekundzie teledysku
- po drugie czarna rękawiczką, taka jaką w 45 sekundzie klipu macha drugi łom, znaczy się Wham! Rękawiczka będzie tylko jedna, bo drugą zgubiłem w szale przedświątecznych zakupów.
Swoje propozycje umieszczajcie w komentarzach lub przesyłajcie na bonomuza@gmail.com
Rozwiązanie konkursu 2 stycznia 2011
wtorek, 21 grudnia 2010
I BLAME COCO - THE CONSTANT
Etykiety:
RECENZJE
Dotychczas słowo coco (koko) kojarzyło mi się z trzema rzeczami: Coco Jumbo, ubojnią drobiu i batonem Bounty. Od kilku tygodni do tej listy skojarzeń dołączyła CÓRKA STINGA i jej zespół I Blame Coco. Tak, tak, ta grupa należy do CÓRKI STINGA. Jeśli tego nie wiedzieliście zapamiętajcie raz na zawsze to proste równanie: I Blame Coco = CÓRKA STINGA! Nie będzie to zresztą trudne bo niemal wszyscy radiowcy powtarzają to określenie za każdym razem gdy w eterze pojawi się piosenka CÓRKI STINGA. A ponieważ wszyscy w Polsce kochają Stinga i słysząc słowo Sting w dowolnej odmianie doznają ekstazy więc i ja postatam się recenzując płytę CÓRKI STINGA - wokalistki, której ojcem jest Sting, przypominać że zespołowi I Blame Coco lideruje CÓRKA STINGA.
Momentami CÓRKA STINGA przypomina Stinga. W końcu to CÓRKA STINGA i jej głos brzmi podobnie do Stinga między innymi w Summer Rain i Party Bag.
niedziela, 19 grudnia 2010
PIERWSZE URODZINY BONOMUZY
Dziś pierwsze urodziny Bonomuzy ! Podczas tych 365 dni na blogu pojawiło się 155 wpisów, w tym:
31 recenzji
16 relacji
Szafa grająca od A do Z
5 kaszanek
6 konkursów
5-odcinkowy serial sensacyjno-muzyczny pod tytułem Pełna Bajera w Azji
korespondencja z Malezji, Kambodży, Anglii i Turcji
i wiele innych tekstów w tematach okołomuzycznych.
Bonomuza dziękuje wszystkim czytelnikom za wspólnie spędzony czas a ja zapraszam do dalszego zaglądania na tą stronę. Już wkrótce kolejne niespodzianki specjalnie dla Was!
piątek, 17 grudnia 2010
PLATEAU - MISTRZ TUPETU I JEGO BEZCZELNY CYRK
Etykiety:
RECENZJE
Dziś na blogu "występy gościnne" w postaci recenzji Pana Joela, który podesłał tę oto recenzję tej naprawdę dobrej płyty/
Wciąż nie mogę się nadziwić, jak wiele polskich zespołów gra muzę na poziomie wytrzepanej żenady. Szokuje mnie to dlatego, że znam co najmniej kilka kapel, które potrafią. Oferują dobrze napisane, łatwo wpadające w ucho kawałki, dysponują ciekawymi głosami i posiłkują się dobrą realizacją. Aż dziwne, że stacje radiowe wolą grać zachodni chłam.
Po co o tym stękam? W mych uszach dźwięczy ostatnio Mistrz Tupetu i jego Bezczelny Cyrk, koncept-album zespołu Plateau, a jednocześnie zjadliwa satyra na polski show-business.
Po co o tym stękam? W mych uszach dźwięczy ostatnio Mistrz Tupetu i jego Bezczelny Cyrk, koncept-album zespołu Plateau, a jednocześnie zjadliwa satyra na polski show-business.
środa, 15 grudnia 2010
KAREN ELSON - THE GHOST WHO WALKS
Etykiety:
RECENZJE
Debiutancki album Karen Elson w dużej części brzmi jak nagranie sprzed lat. O ile nie rzuca się to może w uszy w dwóch świetnych singlach The Ghost Who Walks i The Truth Is In The Dirt to w kolejnych nagraniach cofamy się już w muzyczną przeszłość. Słuchając Lunasy można poczuć ducha pacyfy i odnieść wrażenie przebywania na koncercie Joan Baez. Przy 100 Years From Now cofamy się jeszcze bardziej ponieważ Karen przy muzyce rodem z lunaparku śpiewa niczym Edith Piaf. Często pojawiają się na tej płycie nawiązania do muzyki ludowej i to zarówno z klimatów Bravehearta, kowboja na rumaku jak i góralskiej ciupagi
niedziela, 12 grudnia 2010
FELIETON: NIE DŻEJ GEMBY (KASIU)
Etykiety:
FELIETONY
Pierwsze zdanie, jakie usłyszałem w liceum od nauczyciela PO brzmiało: „Nazywam się Edward Ślązak i urodziłem się w Dijon”. Trzeba przyznać, że swoim powitaniem Edek wzbudził nasz szacun. A, że w dodatku wyglądał jak Tołdi z Gumisiów to już w ogóle było odlotowo. Pan od Przysposobienia Obronnego był prawdziwą „legendą” a kolejne roczniki przekazywały sobie historie z jego udziałem, m.in. o tym jak w grudniu 1981 przyszedł do szkoły w mundurze a klasa maturalna ulepiła pod jego salą bałwana z lampasami. Najbardziej jednak zasłynął Edward swoimi powiedzonkami. Jednym z najczęściej używanych było „NIE DŻEJ GEMBY”. Bezpośrednią powodem tych wspomnień jest najnowsza płyta Kasi Kowalskiej, a konkretnie singiel Telefony.
czwartek, 9 grudnia 2010
OPENER 2011 - TYPOWANIE
Etykiety:
INNE
Za niewiele ponad 2 godziny poznamy pierwszą gwiazdę przyszłorocznej, dziesiątej edycji festiwalu Opener. Najwyższy więc czas na małe „typowanko”. Obstawiam, że dziś około godziny 11 padnie nazwa Portishead lub Coldplay. A poza tym w lipcu 2011 roku w Gdyni usłyszymy:
Arcade Fire
The Strokes
Soundgarden
Vampire Weekend
The XX
Karen Elson
Interpol
Eminem
My Chemical Romance
I Blame Coco
La Roux
To moja szczęśliwa trzynastka. A jakie są Wasze typy?
Arcade Fire
The Strokes
Soundgarden
Vampire Weekend
The XX
Karen Elson
Interpol
Eminem
My Chemical Romance
I Blame Coco
La Roux
To moja szczęśliwa trzynastka. A jakie są Wasze typy?
środa, 8 grudnia 2010
POEZJA WYŚPIEWANA: JOHN LENNON - IMAGINE
Etykiety:
INNE
30 lat temu zamordowano Johna Lennona. Trąbią o tym dzisiaj wszyscy a Imagine jest chyba najczęściej granym w radio utworem. Nie będę silił się na oryginalność i również do niego nawiążę. Bo choć słyszałem tą piosenkę setki, jeśli nie tysiące razy to nadal rusza mnie przy każdej projekcji. Imagine ujmuje swoją prostotą i przepięknym tekstem. Jej wyśpiewane wprost do słuchacza słowa skłaniają do refleksji, powodują, że naprawdę wyobrażam sobie, że nie ma piekła, chciwości, głodu, własności, powodów by zabijać i za coś umierać. Gdyby zamiast tego istniało prawdziwe braterstwo a ludzie żyli w pokoju, dzieląc się światem byłby on jeszcze piękniejszy. Często myślę o tym utworze kiedy widzę lub słyszę naszych ujadających polityków albo gdy ludzie na ulicy i w pracy skaczą sobie do gardeł lub zachowują się jak stado buraków. Śpiewam sobie wtedy „imagine no burakos, it isn’t hard to do”.
wtorek, 7 grudnia 2010
ARCADE FIRE - SUBURBS
Etykiety:
RECENZJE
Ten album pozwala się przenieść do świata wyobraźni. Słuchając kawałka tytułowego i singlowego Ready To Start mam wrażenie jakbym spacerował po przedmieściach jakiegoś dziwnego miasta w rodzaju Twin Peaks, w którym roi się od dziwaków a życie płynie wolno. Kolejne piosenki stanowią dalszy ciąg tego „filmu” i mimo rożnorodności gatunkowej świetnie się ze sobą łączą. Przy dźwiękach Rococo możemy przenieść się do Krainy Czarów wraz z odwiedzającą ją Alicją. Słuchanie Suburban War pozwala z kolei usiąść na ławce obok Forresta Gumpa i poznanie życiowych prawd przekazywanych mu przez mamę. Ta śliczna piosenka brzmi jak żywcem wyjęta ze ścieżki dźwiękowej z tego filmu najbardziej przypominając promującą go Turn Turn Turn w wykonaniu The Byrds.
wtorek, 30 listopada 2010
VAVAMUFFIN - MO' BETTER ROOTZ
Etykiety:
RECENZJE
Na Mo’Better Rootz znajdziemy kilka utworów genialnych. Moim absolutnym faworytem jest Cel Pal z gościnnym udziałem Vienia. Świetny klimat nadają temu kawałkowi orientalne dźwięki w refrenie, w zwrotce natomiast rządzi prosty ale świetny gitarowy riff. Bardzo podobnie brzmi równie dobry Barbakan. W obu tych numerach uwagę zwracają świetne teksty, pierwszy o tragedii dzieci walczących na wojnie i handlu bronią, drugi o Warszawie, dzięki czemu może stać się godnym następcą Vavato. Fantastycznie luzującą, reggaeującą atmosferę ma Drug Squad Collie, podczas słuchania którego automatycznie na twarz ciśnie się uśmiech.
środa, 24 listopada 2010
BIFFY CLYRO - PROXIMA - 28 X 2010
Etykiety:
RELACJE
Po świetnym, mimo niekorzystnej, wczesnej pory, występie Biffy Clyro w Jarocinie wiadomość o ich kolejnej wizycie w Polsce przyjąłem z dużą radością. O dziwo niewiele osób podzieliło mój entuzjazm bo Proxima wypełniła się tylko w połowie.
Na pierwszy rzut oka, w porównaniu z lipcem widoczne były dwie zmiany: po pierwsze wokalista zmienił zaczes i kolor włosów na jasny blond, przez co wyglądał jak Wiking, po drugie na scenie zabrakło dodatkowego gitarzysty, który w Jarocinie sprawiał wrażenie zagubionego. Za to próba nagłośnienia wyglądała już identycznie, znowu zobaczyliśmy w akcji basistę w kółko powtarzającego „ciek, ciek, łan, tu, fri, ciek”.
Tak jak się spodziewałem, w małej, ciemnej sali, jako gwiazda wieczoru Biffy Clyro wypadli jeszcze lepiej niż w plenerze.
Na pierwszy rzut oka, w porównaniu z lipcem widoczne były dwie zmiany: po pierwsze wokalista zmienił zaczes i kolor włosów na jasny blond, przez co wyglądał jak Wiking, po drugie na scenie zabrakło dodatkowego gitarzysty, który w Jarocinie sprawiał wrażenie zagubionego. Za to próba nagłośnienia wyglądała już identycznie, znowu zobaczyliśmy w akcji basistę w kółko powtarzającego „ciek, ciek, łan, tu, fri, ciek”.
Tak jak się spodziewałem, w małej, ciemnej sali, jako gwiazda wieczoru Biffy Clyro wypadli jeszcze lepiej niż w plenerze.
sobota, 20 listopada 2010
KLAXONS - SURFING THE VOID
Etykiety:
RECENZJE
Z twórczością Klaxons bliżej poznałem się na początku tego roku. Ich debiutancka płyta dosłownie mną wstzrąsneła. A ponieważ wpadłem na nią 3 lata po premierze nie musiałem długo czekać na jej następcę. Niestety pierwsze przesłuchanie Surfing The Void nie ruszyło mnie tak jak debiut. Piosenki wydawały się podobne do siebie i przede wszytskim brakowało im charakterystycznego, wwiercającego się w głowę jazgotu, jak choćby w It’s Not Over Yet. Na szczęście teorię o syndromie trudnej, drugiej płyty pokonało w moim mózgu prawidło, że naprawde dobre albumy za pierwszym razem się nie podobają. Bo po drugim przesłuchaniu drugiego dziecka Klaxons wydaje mi się ono jeszcze lepsze niż pierwsze.
czwartek, 18 listopada 2010
NO! NO! NO! - HYBRYDY - 14 XI 2010
Etykiety:
RELACJE
środa, 17 listopada 2010
FELIETON: ŁZY BEZ ANKI, OT TAK!
Etykiety:
FELIETONY
Dziś wczesnym popołudniem światem muzycznym wstrząsnęła wiadomość: Ania Wyszkoni odchodzi z Łez. „Oł fak” – pomyślałem – a potem z wrażenia poszedłem naparzyć czaju. „Jak to się mogło stać?” – to pytanie nie dawało mi spokoju. Czyżby Ania poszła va banque i postawiła wszystko na solową karierę? Wielkiego sukcesu niestety nie wróżę, bo ile przy przaśnych songach Łez można się jeszcze pobawić i pośmiać to przy solowej twórczości byłej już wokalistki tej grupy pozostaje jedynie się powiesić. Podobno...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















