czwartek, 11 kwietnia 2013

KRÓTKA ROZMOWA ZE ŚNIEGIEM

Podczas wieczornego spaceru z psem spotkałem śnieg. Miał już totalnie spakowane manatki, mówił, że w sumie też już ma dość i udaje się na wyjątkowo zasłużony w tym roku odpoczynek."Jutro już mnie totalnie nie będzie maj frjend from Poland" - powiedział.Z tej okazji posłuchajmy piosenki ze śniegiem w tytule. Partia, którą wygrywa w tym kawału na basie Flea to jeden z najlepszych motywów w historii tego instrumentu, maestria i żywy przykład na to, że sekcja basowa może być jednocześnie melodyczną.


Kończąc krótką pogawędkę przybiłem z białym puchem piątkę i kiedy rozeszliśmy się każdy w swoją stronę śnieg zawołał nagle:


Znacie Ola? A może chcecie go poznać? ;D Najbliższa okazja podczas tegorocznej letniej trasy koncertowej Smokie, który ma coverować samego siebie i prezentować słuchaczom, milionom słuchaczy utwór pod tytułem "Olo, Olo,. who the fuck is Olo".

czwartek, 4 kwietnia 2013

MODESTEP - EVOLUTION THEORY

Słuchając Evolution Theory czasem a nawet bardzo często chce się zakrzyczeć „jazdaaaaaaaaaaaaa”, wykonać kilka siekierek i taniec rudego kojota. Trochę to bowiem wszystko umcy-umcy i bajla-bajla ale ma w sobie fajną moc. To właśnie nią miała zapewne symbolizować okładka z kaszaniastym robotem-transformersem. O ile jednak artysta plastyk nie popisał się przy okazji tej płyty to artyści muzycy zdecydowanie stanęli na wysokości zadania.
Na płycie znajdziemy pełno drapiących w uszy i wkręcających się w mózg elektronicznych brzęczeń i sprzężeń, których apogeum następuje w Bite The Hand brzmiącym w drugiej połowie tak jakby operator młota pneumatycznego trafił na zakopany pod ziemią czołg Rudy 102. Dźwięki na Evolution Theory kojarzą się...

sobota, 30 marca 2013

BIAŁEGO YAYA !!!

Dawno dawno temu, na początku drugiej połowy lat 80-tych kiedy pod choinką leżały już prezenty a na wigilijny stół wjeżdżał właśnie karp dostrzegłem, że czegoś na tym drewnianym meblu brakuje. Dumny ze swojego odkrycia przyniosłem ze swojego pokoju wielkanocnego baranka pouczając resztę słowami "chyba o czymś zapomnieliście". Z błędu wyprowadził mnie dziadek, niewiele chyba z jego tłumaczeń zrozumiałem ale barana schowałem z powrotem do szafy.
Od tamtej chwili minęło niemal 30 lat, podczas których nigdy więcej nie popełniłem tego błędu, natomiast dziś wyglądając przez okno przez chwilę zastanawiałem się jakie bombki założyć w tym roku na choinkę a Filip rozmyślał zapewne co jutrzejszego wieczora przyniesie Mikołaj. Wiadomo - globalne ocieplenie ! Za walkę z nim można nawet Nobla dostać. Skoro więc wszystko stoi na głowie życząc Wam wesołego yaya i pięknego lano-poniedziałkowego bałwana dołączam piosenkę w klimacie. Niech te święta będą naprawdę białe! 


wtorek, 26 marca 2013

TRZY ODSŁONY IKONY: U2


Rozpoczynamy dziś nowy cykl wzorowany na idealnej w swej prostocie krótkiej audycji, która pojawiała się na MTV w czasach, gdy była to jeszcze prawdziwie muzyczna telewizja. Zamiast „sri from łan” nazywać się będzie „3 odsłony ikony” – podobno rymowane nazwy zapamiętuje się lepiej ;-) Raz w tygodniu będziemy przypominać sobie trzy piosenki danego zespołu, który akurat będzie przewracał się po mej głowie. 

Na pierwszy ogień trafia grupa, z repertuaru której trafić by tu mogło przynajmniej 50 kawałków bo przynajmniej tyle wydaje mi się być tymi ulubionymi jeśli chodzi o U2. Wracając z gór po raz pierwszy od dawna sięgnąłem po ich płytę, a konkretnie noworoczny koncert, który Irlandczycy zagrali tuż po północy 1 stycznia 1990 roku. Dokładnie 20 lat temu te nagrania były obok płyty Achtung Baby moim pierwszym kontaktem z dublińskim kwartetem. Po odsłuchaniu tego koncertu po długiej przerwie przypomniało mi się dlaczego U2 jest najważniejszym zespołem mojego życia a jego lider patronem tego bloga. W całości możecie posłuchać go TUTAJ. Polecam zwłaszcza Pride (1:08:00). Abstrahując od politycznego kontekstu tego utworu zagranego kilka tygodni po upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej i słów „Czechslovakia, Poland, East Germany”, które w nim padają w formie wokalno-muzycznej, w jakiej ten zespół był wtedy ten utwór porażał, do dziś to wykonanie zapiera mi dech.  

Do dzisiejszej trójki wybrałem jednak piosenki, których nie w radio nie uświadczycie. Mam nadzieję, że zachęcą was one do bardziej wnikliwego poznania twórczości U2:

1)      God Part 2 



Pierwszą dekadę działalności zespołu reprezentuje kontynuacja piosenki Johna Lennona z hipnotyzującą linią basu i Bono wchodzącym na niedostępne dziś dla niego rejestry. Absolutna moc rock’n’rolla.

2)      Daddy’s Gonna Pay For Your Crashed Car 



Oddałbym naprawdę wiele aby móc zobaczyć na żywo koncert z trasy ZOO TV. Bono i spółka osiągnęli wtedy absolutne i nigdy nie powtórzone apogeum formy. Znam wielu fanów U2, którzy tej piosenki szczerze nie znoszą. Dla mnie jest majstersztykiem, który wyprzedził o kilka lat to, co później wydarzyło się w muzyce.

3)      Kite 




Pomijając jej muzyczne piękno to dla mnie najpiękniejszy i najważniejszy tekst, który wyszedł spod pióra Bono w XXI wieku. Stojąc pod koniec lipca 2001 roku w pierwszym rzędzie wiedeńskiego Staadthalle z polską flagą z napisem Poland loves U2 miałem wrażenie, że Bono śpiewa ją specjalnie dla mnie. 

A jaka byałby Wasz „jutowa trójka”?

środa, 13 marca 2013

MIKOŁAJ JASKINA NA OPENERZE !!!

W połowie zeszłorocznego listopada byłem niemal pewny, że w pierwszy weekend lipca 2013 po 8 latach z rzędu nie pojawię się w Gdyni tylko w zamian pojadę do Belgii na Rock Werchter Festival. Jeszcze przed Mikołajkami podano, iż wystąpią tam m.in.: Rammstein, Blur, Depeche Mode, Kings Of Leon, Editors i Green Day. Tymczasem z każdym tygodniem A.D.13 utwierdzam się w przekonaniu, że na 8 kolejnych Openerach jednak się nie zatrzymam. Tegoroczny Opek to w tej chwili murowany faworyt do zdobycia nagrody za najlepszy line up 2013. Dziś do zespołów, które zaprezentują się na Babich Dołach dołączył Nick Cave. Cieszy mnie to tym bardziej, że od kilku tygodni przyciągałem tego przybysza z Australii myślami umieszczając go na podium tegorocznych koncertowych priorytetów. Mam nadzieję, że organizatorom nie przyjdzie do głowy ustawić tego koncertu na godzinę 20 i Mikołaj Jaskinia zamknie główną scenę drugiego festiwalu. Jeśli tak się stanie to może być najpiękniejszy koncert Openera 2013.


niedziela, 24 lutego 2013

86

Tak się jakoś mi w życiu układa, że daty wesołe zbiegają się lub blisko sąsiadują z tymi smutnymi. Trzy dni po pierwszych urodzinach mojego synka zmarł mój ukochany Dziadek. Przez głowę przebiega mi od tego czasu tysiące wspomnień i pięknych obrazów ze wspólnie spędzonych chwil. Dziadek na zawsze pozostanie dla mnie wzorem odwagi, wierności, zaradności i umiejętności dążenia do wyznaczonego celu. Zawdzięczam temu człowiekowi ogromnie więcej niż mogłyby wyrazić jakiekolwiek słowa. Chciałbym tym postem złożyć mu hołd obrazując muzycznie trzy żywe wspomnienia Edmunda Adamczyka.



Dziadek walczył w Powstaniu Warszawskim w obwodzie „Waligóra”, uczestniczył m.in. w walkach o Mennicę. Z roku na rok słuchałem jego opowieści z tamtych czasów z coraz bardziej zapartym tchem. Kiedy pomyślę sobie i porównam, co ja robiłem w wieku 18 lat, doceniam to co mam po tysiąckroć. 



Dziadek uwielbiał westerny, zarówno jeszcze przed wojną jako mały dzieciak jak i pod koniec swoich dni. 



Nigdy nie zapomnę tego jak Dziadek kochał Babcię, tego jak patrzyli na siebie po niemal 60 latach wspólnego życia…

Dziękuję za wszystko, nigdy Cię nie zapomnę!

poniedziałek, 18 lutego 2013

1

Dziś pierwsze urodziny Filipka. W ramach obchodów tego święta na Bonomuzie co roku będę wrzucał tu ulubione piosenki pana jubilata. Z racji jego wieku w chwili obecnej zdecydowanie preferuje kołysanki. W ciągu ostatnich 365 dni poznałem ich kilkadziesiąt, niektóre naprawdę zaskoczyły mnie swoją złożonością, mądrością i pięknem. Wśród nich absolutnym numerem 1 jest utwór Seweryna Krajewskiego do słów Agnieszki Osieckiej pod tytułem Kołysanka Dla Okruszka. Możecie posłuchać jej klikając na TEN LINK.

Królu mój, ty śpij, ty śpij a ja...
Królu mój, nie będę dzisiaj spał
Kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę,
Kiedyś tam, kiedyś tam...
 
Ale dziś jesteś mały jak okruszek, który los rzucił nam...

Życzę Ci Filipku, żebyś w życiu był chociaż w połowie tak szczęśliwy jak Twoi rodzice od czasu, gdy pojawiłeś się na świecie.

czwartek, 14 lutego 2013

BONOMUZA WYPRZEDZA ALTERART ;-)

Jiiiiiiiiiiiii chaaaaaaaaaaaaaa !!! Z radością informuję, że Bonomuza jako pierwsza poinformowała wczorja, że na Openerze 2013 wystąpi zespół ALT-J. Dziś, 24 godziny po naszym ogłoszeniu, przed chwilą poinformował o tym organizator festiwalu. Mam nadzieję, że to zachęci Was do jeszcze częstszego zaglądania na tą stronę. Dzisiejsze ogłoszenie to naprawdę ogromna radość, koncert na pewno będzie niezapomniany. Zapraszam na jego "przedsmak".    



Dodatkowo potwierdzono dziś gdyńskie koncerty Modest Mouse, Editors i Skunk Anansie, które de facti ogłosiło się wczoraj samodzielnie. Zapowiada się najlepszy Opener w historii!

środa, 13 lutego 2013

A NA OPENERZE ZAGRAJĄ...

Jutro poznamy kolejnych wykonawców, którzy na początku lipca pojawią się na Openerze. Od kilku dni mam mocne przeczucia w związku z nadchodzącym ogłaszaniem. Obstawiam, że za 24 godziny dowiemy się, że do grona artystów odwiedzających tego lata Gdynię dołączą m.in.:

Django Django



oraz ALT-J


Jeżeli moje przewidywania się spełnią bez wątpienia będzie to najciekawsza edycja tego festiwalu w jego 12-letniej historii. Trzymam więc kciuki słuchając dwóch fenomenalnych debiutanckich płyt obu zespołów.

wtorek, 12 lutego 2013

SPOTIFY WRESZCIE W POLSCE !!!

Od kilkunastu działa w Polsce serwis Spotify. Lata blokowania jego działania spowodowane problemami z prawem autorskim przeszły właśnie na szczęście w niepamięć. To naprawdę super wiadomość dla wszystkich lubiących dzielić się muzyką. Polecam korzystanie z serwisu i wzajemną wymianę muzycznych fascynacji.

czwartek, 7 lutego 2013

NIEBO OD DEPESZÓW

 Od kilku dni w sieci można posłuchać nowej piosenki Depeche Mode zapowiadającej nadchodzącą w tym roku płytę. Jest ładnie, przebojowo, ciekawy brzęczyk dodaje utworowi kolorytu ale w drugiej połowie brakuje mi trochę „czegoś extra”, motywu, który nie pozwoliłby mi o tym kawałku zapomnieć. Heaven to dużo słabszy singiel numer jeden niż jego poprzednik z 2009 roku. Wtedy jednak fenomenalny Wrong okazał się jedynym godnym uwagi utworem na wyjątkowo słabej płycie. Wierzę, że tym razem będzie inaczej i pierwsza piosenka to tylko przedsmak smakowitej muzycznej uczty. A jak nie to „DEPECHE MODE POD WODE” ;-))))))


piątek, 25 stycznia 2013

TAME IMPALA - LONERISM

Lonerism to pozycja bardzo angażująca i wymagająca dużego skupienia. Kiedy słucham jej zmęczony lub zajęty czymś dodatkowo zazwyczaj płyta zespołu Tame Impala nie podchodzi mi nic a nic. Nie znajdziemy tu bowiem łatwych melodii czy przewidywalnych rozwiązań, piosenek, które można nucić przy goleniu, czy tupać przy nich nóżką. Warto jednak podejść do tego krążka w stanie energetycznej sprawności i lekkiego odmóżdżenia, założyć słuchawki i odpłynąć w krainę proponowanych przez Australijczyków dźwięków.  
Większość kawałków na tej płycie ma w sobie trudną do opisania głębię brzmienia, wibrujące gitary, elektroniczne efekty specjalne i specyficzny, dość wysoki wokal tworzą nieco bajkową atmosferę. Świetną i miarodajną próbkę zawartości całego krążka daje już pierwszy jego składnik. Be Above It w niewiele ponad 3 minuty prezentuje większość typowych dla Tame Impala elementów. Myślę, że gdyby The Beatles powstali w XXI wieku to brzmieliby właśnie tak. Na Lonerism znajdziemy

czwartek, 17 stycznia 2013

DJANGO DJANGO - DJANGO DJANGO

Jutro na ekrany kin wchodzi nowy film Tarantino pod tytułem Django. Już dziś przebijam jednak słynnego reżysera i w pierwszej kolejności proponuję Wam Django Django, czyli spotkanie z płytą która dosłownie mnie zaczarowała. Rozpoczyna się Intro rodem z westernu. Hail Bop, pierwszy „prawdziwy kawałek” przez współbrzmienia przypomina numery z lat 60-tych. Następujący po nim Default to zupełny kontrast, najlepiej chyba z całej charakteryzujący muzykę Anglików. Fantastyczne pomieszanie elementów elektroniki z akustycznymi gitarami daje piorunujący efekt. Brzmi to tak jakby The Kinks zagrali You Really Got Me na akustykach płukając podczas śpiewania gardło. Opis może idiotyczny ale muza absolutnie nie.
Ta płyta to taki muzyczny przekładaniec, w którym stare zmienia się z nowym. Połączenie to naprawdę fantastyczne, wielokrotnie łapie się na tym, że gdy już wczuję sie w klimat sprzed lat z głośników nagle wydobywa się kilkanaście sekund dźwięków przywracających mnie mentalnie do XXI wieku. Sztandarowym przekładem mogą  być instrumentalne Skies Over Cairo, w którym klasyczny rockendrollowy motyw wkomponowano w elektroniczne smaczki oraz orientalną muzyczkę zaklinacza węży czy Wor zahaczający o klimaty Blues Brothers.  Tak samo w  Zumm Zumm, w której lekko transowa zwrotka przeplata się ze spokojniejszym refrenem. Prawdziwą perełką wśród 13 kawałków na Django Django jest także Love’s Dart, w którym znajdziemy troche dźwięków kastanietów a trochę klimatu el mariachi. Równie pięknych wrażeń dostarcza Life’s A Beach, w którym kastaniety zastępuję jednak dźwięk organów. Nowoczesność  miesza się z oldschoolem praktycznie w każdym kawału. Słuchając Waveforms ma się wrażenie jakby Beach Boysi  zaprosili do gościnnych występów Fatboy Slima.
Debiutancka płyta Django Django dosłownie bije świeżością. Jest w tej muzyce coś co sprawia iż mentalnie przenosimy się na ciepłą prerię, odpoczywamy w cieniu kaktusów i niczym Don Kichot podróżujemy konno z miejsca na miejsce bez racjonalnego celu. Polecam. Bardzo, bardzo, bardzo!



niedziela, 6 stycznia 2013

SKŁADANKA BEST OF BONOMUZA 2012



O ile, jeśli chodzi o płyty, miniony rok wydaje mi się nieco słabszy niż A.D. 2011, to pod względem świetnych piosenek rok 2012 góruje nad swym starszym kolegą bezsprzecznie. Wybór utworów na składankę Best Of Bonomuza 2012 był więc naprawdę trudny. Przed Wami 20 najlepszych kawałków, o których mogliście przeczytać tu w ciągu ostatnich 12 miesięcy, aby posłuchać kliknijcie na tytuł: 

BEST OF BONOMUZA 2012

  1. THE BLACK KEYS – Little Black Submarine
Piosenka roku 2012. Bonomuza typowała ją na hicior już wczesną wiosną, dobre kilka miesięcy wcześniej stała się hitowym, radiowym singlem. Fantastyczne połączenie ballady i kawałka z wykopem, niesamowita od pierwszej do ostatniej nuty, z rozwalającą solówką na koniec.

  1. LAO CHE – Zombie
 Pierwszy singiel z płyty roku 2012 fantastycznie oddający wszystko, co dobrego znaleźć można na albumie Soundtrack. Hicior pełną gębą!

  1. BLUR – Under The Westway
 Reaktywacja BLUR w celu zagrania kolejnego pożegnalnego koncertu w Hyde Parku była zdecydowanie najważniejszym dla mnie muzycznym wydarzeniem zeszłego roku. Po raz pierwszy udało zobaczyć mi się Damona i spółkę na żywo, w małej, dusznej, mieszczącej niecałe 2000 osób hali w Wolverhampton. 5 sierpnia przeżyłem jeden z 3 najpiękniejszych koncertów w życiu. Tym bardziej cieszę się, że w roku 2013 rusza w kolejną trasę. Oby z nową płytą pełną tak pięknych kawałków jak ten zeszłoroczny.

  1. JACK WHITE – Sixteen Saltines
To z kolei mój największy zeszłoroczny koncertowy brak. Miejmy nadzieję, że Biały nie będzie próżnował tego lata i wkrótce ponownie chwyci za gitarę.

  1. AWOLNATION – Sail
Młodziaków z Awolnation widziałem za to na żywo podczas norymberskiego Rock Im Park. Koncert był mega energetyczny ale krótki. Za to ten fantastyczny kawałek trwał w wersji na żywo ponad 10 minut.

  1. LINKIN’ PARK – Burn It Down
Linkin’ Park był headlinerem ostatniego dnia tego samego festiwalu. Wypadli znakomicie. Tydzień później, z powodu skandalicznie żenującego nagłośnienia, nie było im dane dokonać tego samego na Orange Warsaw Festival. Rapowana wstawka w środku tej piosenki to prawdopodobnie pierwszy ulubiony kawałek mojego syna. Pierwsze uśmiechy, które widziałem na jego twarzy pojawiały się podczas śpiewania przez mnie słów „I player soldier, you played king”

  1. THE TRIBES – We Were Children
Tą piosenkę również często nuciłem Filipkowi. Śpiewałem ją również na cały głos pod główną sceną Rock Im Park w towarzystwie zaledwie kilkuset osób. Przy słowach refrenu: „we were children in the mid-nineties” czuję się staro ;D Wierzę, że drugą płyta zapowiadaną na maj „plemienni panowie” dostarczą nam kolejna porcje muzycznej radości.

  1. EVANESCENCE – My Heart Is Broken
Koncert Evanescence to z kolei największe pozytywne, tegoroczne muzyczne zaskoczenie. Poszedłem na niego z ciekawości i kopara dosłownie zjechała mi do poziomu wody gruntowej. Fantastyczne połączenie mocnych gitar, fortepianu i krystalicznie czystego wokalu. Koniecznie obejrzyjcie ich na żywo przy najbliższej możliwej okazji.

  1. JARZĘBINA – Koko Euro Spoko
 Moje heart było naprawdę broken w drugiej połowie czerwca z powodu występu naszych piłkarzy na polskim Euro. „Nasi dzielni chłopcy to biało-czerwoni, wygrać im się uda, ucieszy się Smuda”. Dziś brzmi to jak czerstwy zonk, a Franio w funkcji selekcjonera okazał się równie świetny jak polski hymn na Euro 2012.

  1. MUSE – Survival
W minionym roku przeżywaliśmy również olimpiadę. Jej hymn również budził kontrowersję, narzekano, że zbyt patetyczny, drażniący, itp. Moim zdaniem kawałek jest fantastyczny. Czego nie można niestety powiedzieć o całej nowej płycie MUSE.

  1. THE XX – Missing
Jeszcze większe rozczarowanie przyniósł nowy album The XX. Utwory tak dobre jak ten są na Coexist rzadkością. Płyta w dużej mierze kopiuje patenty z fenomenalnego debiutu, z tymże zamiast niezapomnianych melodii zespół postawił na wszechobecny beat.

  1. PIOTR ROGUCKI – Piosenka Pisana Nocą
Trójkę płyt, które pozostawiły w zeszłym roku największy niedosyt zamyka druga solowa płyta Roguckiego. Po świetnym solowym debiucie, który w zeszłorocznym zestawieniu płyt roku otarł się o podium tym razem wokalista wygrzebał z piwnicy starocie i wydał album tylko dla koneserów jego twórczości. Piękny promujący ją singiel jest tu niestety wyjątkiem.

  1. T.LOVE – Mętna Woda
Pierwsza od 6 lat studyjna płyta Muńka i spółki to z kolei jedna z jaśniejszych pozycji na polskim rynku fonograficznym w zeszłym roku. Fajna oldschoolowa jazda pełna naprawdę dobrych kompozycji.

  1. DRY THE RIVER – New Cremony
Debiutanci z Dry The River byli autorami najlepszego koncertu podczas tegorocznego Openera. Jakoś tak wyszło, że w tym roku nie zdążyłem napisać relacji z Gdyni ale gdyby miał opisać go jednym zdaniem to był wyjątkowo offowy i raczej bez wyjątkowych emocji.

  1. THE VACCINES – Teenage Icon
 The Vaccines to jedyne szczepionki jakie stosuję. To idealny zespół na dobry start każdego dnia.

  1. DJANGO DJANGO – Default 
To chyba moje najciekawsze muzyczne odkrycie tego roku.


A to drugie. Słuchając tego kawałka mam wrażenie, że The Beatles powrócili i przyjmują jeszcze więcej LSD niż pod koniec działalności.

  1. THE MACCABEES – Pelican
Widziałem ten zespół w zeszłym dwa razy i momentami nadal nie mogę uwierzyć, że to byli ci sami ludzie. W Niemczech cisi i spokojni, w Gdyni pełni żywiołu dosłownie unoszący namiotową scenę w powietrze.

  1. ALT+J – Something Good
Przedstawiciel zdobywcy srebrnego medalu w tegorocznym zestawieniu. Cała płyta An Awesome Wale to zdecydowanie dużo więcej niż „something good”.

  1. GRAHAM COXON – Seven Naked Valleys
Jeśli, któregoś dnia w waszej lodówce zabraknie szklanych butelek a będziecie mieli ochotę na mały zawrót głowy bez wychodzenia z domu, włączcie wtedy ostatnią płytę Grahama Colona. Efekt gwarantowany!

 
Dużo uśmiechu i fantastycznej muzyki w roku 2013 !!!

poniedziałek, 31 grudnia 2012

PŁYTY ROKU 2012 - podium




MIEJSCE 3: 
JACK WHITE – Blunderbuss                                       CZYTAJ RECENZJĘ

Po płytę brązowego medalisty tegorocznego zestawienia sięgnąłem dopiero kilka miesięcy po premierze. Gdybym poznał się z nią wcześniej stanąłbym na uszach, żeby tylko zobaczyć minionego lata Jacka White’a na żywo. Po przygodach muzyka z nowymi projektami w postaci The Raconteurs i The Dead Weather duch The White Stripes znowu ożył. To, obok reaktywacji Blur najlepszych muzyczna informacja tego roku.


MIEJSCE 2: 
ALT+J – An Awesome Wave                                        CZYTAJ RECENZJĘ


Dawno tytuł płyty nie oddawał tak dobrze jej zawartości jak w przypadku tego albumu. 13 zawartych kawałków to prawdziwie niesamowita muzyczna fala, bajkowa, delikatna, przepiękna, pełna urzekających melodii i brzmieniowych smaczków. Bardzo długo zastanawiałem się, czy nie umieścić jej ex aequo na najwyższym stopniu podium, gdyż jest to krążek absolutnie fantastyczny. Jeśli jeszcze go nie znacie, to zacznijcie od niego rok 2013. „Jaki nowy rok taki cały rok” – mówi przysłowie. Skoro więc niemal cała Polska będzie miała w A.D. „czynaście” kaca to niech chociaż towarzyszy mu dobra muzyka ;-)  


MIEJSCE 1:
LAO CHE - Soundtrack                                          CZYTAJ RECENZJĘ

Po raz pierwszy w historii muzycznych podsumowań roku Bonomuzy tytuł płyty roku przypada polskiemu wydawnictwu. Cieszę się z tego powodu tym bardziej, że dawno nie słyszałem tak oryginalnego nagrania, zaskakującego każdym kolejnym numerem. Z jednej strony pełno tu oldschoolowych syntezatorów i sporo schizofrenicznych brzmień wokali, z drugiej ascetycznych, spokojnych piosenek z ledwo brzdąkającą gitarą. Wszystkie z nich mają jednak dziwną napędzającą i unoszącą nad ziemię moc,  która wywindowała Soundtrack do najlepszej płyty roku 2012. Album ten nie podobał mi się tylko podczas pierwszego przesłuchania, z każdym kolejnym fascynuje mnie jednak coraz bardziej. Jeśli więc szybko odstawiliście ten krążek na półkę z niesmakiem lub jeżeli nie podejdzie wam on podczas pierwszej projekcji to koniecznie dajcie mu kolejną szansę. Bo ta płyta jest naprawdę niesamowicie dobra od pierwszego do ostatniego dźwięku.
 
 

niedziela, 30 grudnia 2012

PŁYTY ROKU 2012 - miejsca 10 - 4

Zgodnie z przepowiednią znalezioną przez Bonomuzę w Meksyku końca świata nie uświadczyliśmy. Czas więc najwyższy przystąpić do muzycznych podsumowań kończącego się jutro roku. Zaczniemy od najlepszych albumów roku 2012. Dziś poznacie płyty z pozycji od dziesiątej do czwartej, jutro „top sri” czyli podium. Tradycyjnie dopuszczalne są wyjątki dla wyjątkowo dobrych płyt z drugiej połowy roku poprzedniego. W tym roku będzie jeden taki przypadek. Z racji pojawienia się w siedzibie Bonomuzy nowego, małego człowieczka słuchanie muzyki było w tym roku nieco utrudnione i ograniczone czasowo, w styczniu i lutym pojawi się więc pewnie jeszcze sporo recenzji tegorocznych albumów. Z tych, którym mogłem poświęcić wystarczająco dużo czasu aby je obiektywnie ocenić najlepiej wypadły:


MIEJSCE 10:                                                                CZYTAJ RECENZJĘ
TRIBESBaby


Prawdziwy best of brytyjskiej gitarowej muzyki ostatnich kilkudziesięciu lat. Wiosną myślałem, że znajdzie się w tym zestawieniu znacznie wyżej. Z czasem te proste, chwytliwe przeboje nieco mi się osłuchały, sięgam po nie rzadziej ale nadal z przyjemnością. 


MIEJSCE 9:
TAME IMPALA - Lonerism


Recenzja tej płyty pojawi się na Bonomuzie w styczniu. Zwlekam z nią ponieważ odbieram ją skrajnie różnie w zależności od dnia i fazy, jaką mam akurat na muzyczne eksperymenty. Czasem wydaje mi się przekombinowana, innym razem nie umiem się wręcz od niej oderwać. Ostatnie zdecydowanie przeważa ta druga opcja.

MIEJSCE 8:                                                                 CZYTAJ RECENZJĘ

T.LOVEOld Is Gold

Decyzja Muńka i spółki o nagraniu oldschoolowego koncept-albumu okazała się strzałem w dziesiątkę. Wartość tej płyty będzie rosła z roku na rok. W dobie elektronicznego wygładzania pitu pitu utworków dawka gitarowej korzennej muzyki pełnej naprawdę dobrych kompozycji  w polskim wydaniu jest wręcz zbawienna.


MIEJSCE 7:                                                           CZYTAJ RECENZJĘ

DRY THE RIVER Shallow Bed

Najsmutniejsza i chyba najpiękniejsza płyta w tegorocznym zestawieniu. Magiczne melodie, ciekawe harmonie brzmiące niczym śpiew elfów zapewniają prawdziwy muzyczny odlot. Efekt ten potęgują jeszcze wersje koncertowe. Występ Brytyjczyków w gdyńskim namiocie był zdecydowanie najlepszym momentem tegorocznego Openera.



MIEJSCE 6:                                                             CZYTAJ RECENZJĘ
THE BLACK KEYSEl Camino

To właśnie na piątym miejscu ląduje jedyna płyta, której premiera nastąpiła w roku 2011, dokładnie 6 grudnia. Porządny kawał rock’n’rolla w dwuosobowym wydaniu, którego nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu.


MIEJSCE 5:                                                           CZYTAJ RECENZJĘ  
DJANGO DJANGODjango Django

Gdyby wpadł na tę płytę kilka tygodni wcześniej bankowo znalazłaby się na tegorocznym podium. Debiut Django Django to wręcz fenomenalne połączenie oldschoolu i nowoczesności. Z każdym kolejnym przesłuchaniem pochłaniam ten album z jeszcze większą zajarką.


MIEJSCE 4:                                                           CZYTAJ RECENZJĘ
GRAHAM COXONA+E

Dziwna to i zarazem bardzo dobra płyta. Podczas każdej jej projekcji czuje się lekko pijany, pełno tu dziwnych rytmów i wokalnych brzmień oraz muzycznego chaosu podanego w estetyce niezmiksowanego demo z próby. Rzecz niełatwa ale fantastyczna !!!
 


czwartek, 20 grudnia 2012

3 PIOSNKI NA KONIEC ŚWIATA

Jeśli chodzi o jutrzejszy dzień jedno jest pewne! Pod jego koniec wszyscy będą mieli dość tej fantastycznej piosenki:


Ponieważ poprzez częstotliwość grania jej przez wszelkie stacje radiowe możecie ją na chwilę znienawidzić przypominam ją już dziś, bo to kawał naprawdę zacnej muzy.
Każdy z nas przeżył już kilka końców świata. Osobiście pamiętam dobrze dwa z nich: pierwszy w sierpniu 1997, na dzień przed pierwszym koncertem U2 w Polsce. Przepowiadał go chyba Nostradamus i wtedy naprawdę zaklinałem los aby ów "end of the world" przesunął się chociaż o 24 godziny ;-)
Kolejny koniec prorokowano na przełom wieków. Ten drugi koniec świata spędziłem w czeskiej Pradze, śpiewając ze znajomymi na moście Karola "I wanna fuck the millenium". Odnośnie końca wieku powstała jednak o wiele lepsza i piękniejsza piosenka:


A w ogóle to chciałbym Was uspokoić. Podczas zeszłorocznej wizyty w Meksyku oprócz szukania polskich śladów fonograficznych w krainie sombrero oraz losów bohaterów seriali próbowaliśmy również sprawdzić słuszność przepowiedni Majów. W jednym z grobowców trafiliśmy na tajny papirus, ze słowami użytymi w tym oto słitaśnym kawałeczku:

 

Ów song, a zwłaszcza słowa "maija hi, maija ha" dobitnie świadczą o tym, iż Majowie zrobili sobie z nas po prostu żart. Bo końca świata "nu ma nu ma ej". HEJ!

środa, 12 grudnia 2012

JACK WHITE - BLUNDERBUSS

Dżingl bels, dżingl bels, hoł hoł hoł za pasem a tu jeszcze tyle muzycznych zaległości do zrecenzowania! Jakoś tak wyszło, że, w dużej mierze przez promujący ją Love Interruption, długo nie podchodziłem do pierwszej solowej płyty Jacka White’a. Ale jak już umieściłem ją raz w odtwarzaczu to zaczęła się tam pojawiać bardzo często. W efekcie Blunderbuss to zdecydowanie moja ulubiona, obok The White Stripes, odsłona Białego Dżeka. Być może dlatego, że znajdziemy tu wiele elementów charakterystycznych dla jego pierwszego zespołu. Przede wszystkim jednak ten album kipi wręcz dobrą muzyką. O ile rozpoczynający ją Missing Pieces można potraktować jeszcze jako rozgrzewkę czy strojenie instrumentów to następujący po nim Sixteen Saltines rozwala na łopaty. Banalnie prosty, rytmiczny riff a’la Wild Thing, krzykliwy wokal Jacka, rywalizujący pod koniec z gitarową solówką... Muzyczna poezja!!!
I Guess I Should Go To Sleep dosłownie pachnie...

czwartek, 6 grudnia 2012

T.LOVE - OLD IS GOLD

Najnowsza płyta T.LOVE zapowiadana była jako powrót do korzeni. Po usłyszeniu promującego Old Is Gold singla zmarszczyłem się nieco, bo realizację tego hasła wyobrażałem sobie zupełnie inaczej niż w przypadku lekko nijakiego Poeci Umierają. Na szczęście kiedy z lekkim niepokojem sięgnąłem po to dwupłytowe wydawnictwo Muńka i spółki już po pierwszym przesłuchaniu okazało się, że obawy o jakość płyty były niepotrzebne.
Old Is Gold to nagranie oldschoolowe, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Po otwierającym, bluesowatym Black and Blue łagodnie wprowadzającym w nastrój w płyty już jako numer dwa słyszymy pierwszą petardę w postaci Frontline, fantastycznego rockabilly rozpędzającego się niczym rower sunący z góry na pazury. Następujący po nim utwór tytułowy to rock’n’roll sprzed ponad pół wieku, przy którym noga tupie sama.  
Najnowsza płyta T.LOVE zawiera sporo kawałków z naprawdę dużym potencjałem przebojowym. Do najlepszych należą Skomplikowany, Moja Kobieta i Mętna Woda. Niestety nigdy nie usłyszymy ich raczej w radio, bo w każdym Muniek klnie jak szewc, z wyraźnym wskazaniem na wszelakie odmiany słowa zaczynjącego się na „j” a kończące na „bać”...

czwartek, 22 listopada 2012

SZAFA GRAJĄCA: THE BLACK KEYS - GOLD ON THE CEILING

Przed chwilą wróciłem z Berlina, z myślą, że do szafy trafi dziś Rammstein.Skoro jednak tydzień temu się udało wywołać dzisiejszego fantastycznego newsa o przyjeździe Queens Of The Stone Age do Gdyni kontynuujemy dziś życzeniową szafę grającą. Czas najwyższy, żeby Polskę odwiedził zespół The Black Keys. ;-)


czwartek, 15 listopada 2012

WOOOOOO HOOOOOO !!! BLUR W POLSCE !!!

O koncercie BLUR marzyłem od dawna, o czym mogliście przeczytać także na Bonomuzie. Przy okazji tegorocznej reaktywacji owo marzenie wreszcie się spełniło. Dziś nastąpiło z kolei najlepsze "pierwsze ogłoszenie" ze wszystkich edycji Openera. Informacja o pierwszym występie Damona i spółki w Polsce w 3 miesiące po kolejnym "ostatnim koncercie w historii zespołu" brzmi naprawdę fantastycznie. Jeżeli 2 lata temu PULP zachwycił Was swoją sceniczną energią to gwarantuje, że przy BLUR wypadają oni jak chór kościelny. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak fantastyczny wieczór czeka nas tegorocznego lata.

W ramach łapania zajawki proponuję przypomnienie relacji z koncertu w Wolverhampton (KLIKNIJ TUTAJ) oraz kawałek, którego w tym roku BLUR nie grał i który mam nadzieję usłyszeć w Gdyni 3 lipca 2013 roku.


No dobra, jeszcze jedna zajawka, tym razem "live".



środa, 14 listopada 2012

SZAFA GRAJĄCA: QUEENS OF THE STONE AGE - NO ONE KNOWS



 Dzisiejszy odcinek szafy grającej ma charakter życzeniowy. W oczekiwaniu na potwierdzenie koncertu Queens Of The Stone Age w Polsce proponuję dwie odsłony mojego ulubionego kawałka Amerykanów. 


No One Knows ma w sobie wszystko co niezbędne genialnej rockowej kompozycji. Na ochy i achy nie zasługuje chyba jedynie klip, którego pomysł musiał powstać „pod dużym wpływem” a realizacja być mocno niskobudżetowa. A propos teledysku: poznajecie perkusistę? Na nowym album, który ma się ukazać w ciągu najbliższych tygodni znów będzie można go usłyszeć. Najpewniej również na żywo podczas letnich koncertów. I to kolejny powód, dla którego czekam na ogłoszenie koncertu QoTSA w Polsce. Poprzedni choć wyprzedany w ciągu kilku dni, nie doszedł do skutku z powodu odwołania 3 ostatnich koncertów europejskiej trasy. Czas na rehabilitację Amerykanów!

Na deser ta sama piosenka w nieco innej ale równie fantastycznej wersji:


niedziela, 11 listopada 2012

LAO CHE - SOUNDTRACK

Pierwszy raz słuchałem tej płyty z wysoką gorączką, odlatując lekko w kierunku snu przy słowach „jestem psem, zaczynam się łbem”. Soundtrack wydał mi się wtedy pełen dziwnych, przeeksperymentowanych dźwięków, taką muzyczną schizofrenią. Kolejne spotkania z tym albumem, już w normalnym stanie były o wiele bardziej udane. Najnowszy album Lao Che to rzecz wyśmienita: tajemnicza, oryginalna i tak nieszablonowa, że wciąga z każdym przesłuchaniem coraz głębiej.
Zaczyna się dość ponuro. Utwór 4 piosenki za sprawą klawiszy przypomina nieco Piosenkę Młodych Wioślarzy Kultu, jest jednak o połowę wolniejsza i o wiele bardziej mroczna. Jeszcze bardziej ponuro robi się w Kołysanego, pięknej, ascetycznej kołysance z dość przerażającym tekstem.  Jestem Psem to z kolei najbardziej pojechany na płycie kawałek, w którym tytułowe wyznanie wypowiadane przez modulowany komputerowo głos przeplata się z elektroniką w stylu Kombi i perkusyjnego bitu CASIO. Wszystkie 3 otwierające Sountrack utwory brzmią jakby z innej planety. Maja tak niesamowity klimat, że choć nie lubię fantasy słuchając ich przed oczyma staje mi tajemniczy świat krasnali i ufoków żyjących w nieodgadnionej krainie.

czwartek, 1 listopada 2012

MUSE - THE 2ND LAW

Zamykające najnowszy album MUSE Isolated System zaczyna się niczym melodyjka z serialu MacGyver. Jak zapewne pamiętacie ów bohater potrafił z dwóch zapałek skręcić nawet helikopter. Niestety eksperymenty brytyjskiego trio wypadły nieco gorzej.
Pierwsza część The 2nd Law jest bardzo fajna. Otwierające ją Supremacy ma coś z utworów do filmów o agencie 007,głównie za sprawą słynnego bondowskiego motywu granego na smyczkach. Poza tym dużo tu wysokich pisków w stylu The Darkness, fajnego instrumentalnego bałaganu, w którym dęciaki przekrzykują się z zapętlonym wokalnym „sysysysy”, mocnej gitary, czyli wielu elementów, które słyszeliśmy już w kawałkach MUSE wcześniej. Tu wrzucone są wszystkiego do „jednego kotła”. Następujące po nim Madness to zwrot o 180 stopni, singlowa balladka brzmiąca w radio jak produkt nieco podrzędny przy odsłuchaniu na dobrych głośnikach pozwala odkryć wiele niesłyszalnych na pierwszy rzut ucha smaczków. No i ta porażająca prostotą genialna solówka. Panic Station brzmi z kolei jak odnaleziony po latach kawałek INXS. Świetna surowa, napędzana basem zwrotka przechodzi w refren, w którym słyszymy najlepszy wokalny fragment Matta z całej płyty, który dosłownie odpala wrotki nawet u niepodkutej kobyły.
Singlowy, „olimpijski” Survival, przez większość osób został niemal wyklęty.