wtorek, 31 marca 2015

MÓJ ZNAK (STARZENIA SIĘ)

Dawno nie oglądałem żadnej muzycznej telewizji. Na MTV od dawna muzykę można znaleźć jedynie w nazwie stacji, na innych kanałach króluje disco polo lub ewentualnie hity łupu cupu ze świata. Przez ostatnie dwa weekendy nie mając sprecyzowanego pomysłu na to wrzucić do odtwarzacza trafiłem przypadkowo na stację Stars TV. Zatrzymała mnie przy niej dawno nie słyszana piosenka zespołu Big Day. Z opisu audycji wynikało, że prezentowane są w niej polskie hity lat 90-tych. Kolejną godzinę spędziłem więc słuchając kawałków, które pojawiły się w czasach, kiedy dopiero co zacząłem świadomie słuchać muzyki. Przypomniałem sobie czasy, kiedy w sklepach pojawiły się pierwsze kasety Heya, Edyty Bartosiewicz, Kasi Kowalskiej, ścieżkę dźwiękową Varius Manx do Młodych Wilków, Chłopców z Placu Broni zs ś.p. polskim Johnem Lennonem,  IRĘ z Kubą Płuciszem, Makumbę, Rzekę Oddziału Zamkniętego i wiele innych fantastycznych kawałków, których w większości nie uraczysz dziś w radio i które powstały w czasach, gdy byłem beztroskim nastolatkiem. Jedna myśl niezmiennie wracała mi do głowy: niezmiernie się cieszę, że z muzyką zacząłem się zaprzyjaźniać w czasach, gdy powstawały tak piękne piosenki.


Zapewne ten tekst i to, że z rozrzewnieniem wspominam "piosenki młodości" to znak, że się starzeję. Oby starzenie się zawsze było takie przyjemne.



piątek, 13 marca 2015

PSYCHO - NOWY KAWAŁEK MUSE

Od kilku godzin w sieci dostępny jest klip do najnowszej kompozycji MUSE zwiastującej nowy album, który trafi do sklepów za niecałe 3 miesiące. Zapowiada się rewelacyjne, muzyczne lato.A już niecały tydzień po premierze nowy materiał będzie można usłyszeć na żywo na warszawskim Służewcu podczas ostatniego dnia Orange Warsaw Festival. Radość tym większa, że brytyjskie trio po zdecydowanie mało udanych, jak dla mnie, eksperymentach na The 2nd Law najwyraźniej wraca do mocniejszego, gitarowego grania. 


Jak Wam się podoba? 

sobota, 28 lutego 2015

NOWY STUDYJNY ALBUM BLUR

Ostatni tydzień urlopowałem się w odcięciu od wszelkiego kontaktu ze światem zewnętrznym. W efekcie dzisiejszy news będzie równie świeży, co zawinięta w gazetę makrela dojrzewająca tydzień na słońcu. Krótko więc i na temat: po 12 latach przerwy nowy studyjny album wyda BLUR. I to już za niecałe 2 miesięce, 27 kwietnia. Powiem szczerze, że tak, jak liczyłem na to podczas dwóch poprzednich, krótkich, koncertowych reaktywacji tego kwartetu, tak teraz jest to dla mnie mega zaskoczeniem i jednym z bardziej ekscytujących, muzycznych newsów od dawna, równie mocnym, co zeszłoroczne, niespodziewane udostępnienie nowego krążka U2.

Rock Werchter Festival ma w poniedziałek ma podać nazwę kolejnego headlinera, który pojawi się na belgijskiej scenie. Mam nieodparte wrażenie, że będą to 4 litery "BLUR" i że tuż po weekendzie zobaczymy je również w programie Orange Warsaw Festival. W oczekiwaniu na te pozytywne informacje posłuchajmy zapowiedzi nowego albumu Damona i spółki. Nie wiem,w która stronę panowie pójdą tym razem ale po tych 4 minutach czuję, że "będzie dobrze". A nawet zajebiście dobrze,

środa, 18 lutego 2015

3

Muzyczna edukacja Fila zaczyna nabierać tempa. Na razie w dziewięćdziesięciu procentach ogranicza się do wyciągania płyt CD z półki i wkładania ich do odtwarzacza. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, z drugiej, niczym Kasia K. jestem coraz bardziej "pełny obaw" o swoją zbieraną ponad 20 lat kolekcję. W związku z otwarciem się Filipa na muzyczny świat dźwięki piosenek dziecięcych słychać u nas coraz rzadziej. Jako trzylatek rozpoznaje dwa zespoły: U2 oraz Placebo, ze zdecydowanym wskazaniem na ten pierwszy. Nie mam pojęcia skąd się mu to wzięło ;-D



Niemal zawsze gdy podczas samochodowej podróży wybrzmią pierwsze dźwięki Every Breaking Wave komentarz jest krótki: "o, ju tu". A jeśli aktualny singiel Bono i spółki nie pojawi się w głośnikach przez kilka minut bardzo szybko pada pytanie: "tato, kiedy będzie ju tu?". Nowe pokolenie fanów nadciąga! ;-)

poniedziałek, 16 lutego 2015

BADIKAŁNT IN DA HAAAAAAAUZ

Dokłądnie za cztery miesiące w Parku Sowińskiego wystąpi Body Count. Szczerze nie mogę się go doczekać. Nie dotarłem na koncert Ice-T i kolegów 20 lat temu, gdy byli w pełni twórczej mocy, tym razem jednak tego nie przegapię twardych tekstów o policjantów którzy jedzą "fakin donats" oraz przynajmniej trzech "madafaków" na minutę. Zupełnie poważnie spodziewam się sporej dawki czadu i mam nadzieję usłyszeć wiele kawałków z lat 90-tych. Kiedy dziś słucham Cop Killera czy Born Dead z jednej strony w uszy kole pokaźny powiew old schoolu i "twardość" dość żenujących tekstów płynących z głośników, z drugiej za każdym razem przekonuję się, że mimo upływu czasu te numery nie straciły nic ze swej mocy. I myślę, że na żywo kosić będą niczym koncerny farmaceutyczne w porze jesienno-zimowej. Jeśli nie znacie lub zapomnieliście jakim gangsta-twardzielem jest Ice-T posłuchajcie choćby legendarnego Born Dead.



Albo każdego dowolnego kawałka z albumu Cop Killer, chociażby jego pierwszych dwóch minut.


Będzie się działo! 

wtorek, 20 stycznia 2015

POLSKA MOTORYZACJA A BRYTYJSKA MUZYKA

W tym roku mija 15 lat odkąd z taśmy produkcyjnej zjechał ostatni Fiat 126p - niedawne jeszcze marzenie milionów, odpalane czasem na szczotkę, z silnikiem umieszczonym z tyłu. Trzeba przyznać, że Maluch miał w sobie "to coś" a swego czasu był nawet naszym eksportowym hitem. Na własne oczy widziałem ów wehikuł na dwóch pozaeuropejskich kontynentach. Choć polska motoryzacja nie była mi obca nigdy Malucha nie miałem. Wolałem "wozić się" Polonezem i słowa złego o tym demonie prędkości i zwrotności powiedzieć nie dam. Podobnie zresztą pewnie jak panowie z Kasabian na temat Fiata 126p. Ich wspólna przygodę z monstrum z Bielsko Białej yacyzna się w trzeciej minucie teledysku do Re-Wired.

niedziela, 11 stycznia 2015

SKŁADANKA "BEST OF BONOMUZA 2014"

Na koniec wspominek z roku 2014 czas na tradycyjna składankę podsumowującą minione 365 dni. Możecie posłuchać jej klikając na tytuły poszczególnych kawałków lub w całości w poniższym okienku.




1. FAMILY RAIN - Don't Waste Your Time On Me
Pierwszy kawałek, który w zeszłym roku "chodził za mną" przez kilka tygodni.

W 2014 ponownie uwierzyłem w swój ulubiony zespół. A ta wersja, która usłyszałem niemal 2 miesiące po premierzy płyty po prostu wbiła mnie w fotel.

Solówka kończąca to combo to najpiękniejsze muzyczne 30 sekund tego roku.

Muzyczne LSD, przedstawiciel najlepszego albumu A.D. 2014.

To z kolei najlepszy kawałek z ciekawego debiutu w stylu The Black Keys.

Jeden z lepszych reprezentantów smutno-dojrzałej płyty wokalisty BLUR.

Jacek Biały może nie rzucił na kolana swoim drugim solowym albumem ale umieścił ta kilka naprawdę dobrych kawałków. Między innymi ten.

Największe muzyczne zaskoczenie zeszłego roku. Najlepszy polski debiut od lat, kariera zagranicą niemalże murowana.

W roku 2014 odbył się Mundial, najciekawszy jaki pamiętam, a pierwsze prześwity z mistrzostw świata mam z Mexico '86. Song Shakiry, z którą zrobiliśmy wywiad w ramach Kaszana Song Festival, po raz trzeci z rzędu był hymnem futbolowych mistrzostw świata.

Autor ów ckliwej i chwytliwej pieśni wygrał chyba konkurs na najlepszy cover kawałka Roxette. I choć pewnie jego plakaty zdobią głównie pokoje nastolatek ten numer chwyta również i mnie.

Kasabian wykonało dość niski ukłon w stronę muzyki elektronicznej i wyszło z tego obronną ręką. Treat to tego najlepszy przykład. Koncert na Narodowym podczas Orange Warsaw Festival był mega.

Absolutny numer 1 w kategorii "najbardziej odczapowy klip roku".

Apetyczny zwiastun nadchodzącej płyty i koncertu w Polsce. Czyżby na Orange Warsaw Festival?

Zwycięzca w kategorii tekstowy suspens roku - "Nie pozwolę ci mnie opuścić nawet gdybym miał się ....". Zmienić. Tiaaaaaa.

Piotr Rogucki zapuścił wiejskie wąchy i udziela się jako juror w jednym z talent show. O nowej płycie COMY na razie cicho, ten gościnny występ to jedyny ślad po twórczości PR. który chwilowo niczym pies Saba wydaje się podążać niewłaściwą drogą.

Najważniejszym muzycznym wydarzeniem, które w Polsce przeszło praktycznie bez echa, była reaktywacja Nirvany przy okazji włączenia do Rock'n'Roll Hall of Fame w roku dwudziestej rocznicy śmierci Kurta Cobaina. Z tej okazji zespół zagrał mini koncert. Jestem pewien, że przy tym kawałku Kurt uśmiechał się od ucha do ucha.

Dwudziestą rocznicę obchodził również Przystanek Woodstock, na który z radością wróciłem po 10 latach przerwy. To jedna z jego najpiękniejszych chwil..

Dwudziestolecie obchodziła też płyta PRYMITYW. T.LOVE zaprezentował ją na żywo podczas specjalnej trasy koncertowej. W Stodole nawet w oryginalnym składzie, z Perkozem na gitarze. A przy okazji w 2014 obejrzeliśmy wiele naprawdę pięknych meczów.

Od przyszłego roku będziemy niestety obchodzić także smutną rocznicę. Po 45 latach od  oryginalnego festiwalu Woodstock, kilka dni przed końcem roku zmarł Joe Cocker. Nie mogło więc go zabraknąć w muzycznych podsumowaniach roku 2014.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

MUZYCZNE WYDARZENIE ROKU 2014 - REAKTYWACJA NIRVANY

Bezapelacyjne  najważniejszym muzycznym wydarzeniem zeszłego roku byłą reaktywacja Nirvany przy okazji przyjęcia zespołu do Rock'n'Roll Hall of Fame. I nie o samo wyróżnienie chodzi tylko o minim koncert, który przy tej okazji się odbył. Mowę wstępna wygłosił Michael Stipe, na scenie oprócz Krisa Novoselica i Dave'a Grohla pojawiły się m.in. Wendy o'Connor czyli matka Kurta oraz Courtney Love. Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie słowa Dave Grohla, jego podziękowania dla rodziców, którzy pozwalali mu odnaleźć siebie oraz to jak należy podchodzić do idoli, to jak naprawdę mogą oni pomóc w życiu. Bez kitu ten kilkuset sekundowy speech to majstersztyk. Na deser zespół wykonał 5 utworów, każdy z inną wokalistką. Jestem przekonany, że gdyby Kurt usłyszał fenomenalne Smells Like Teen Spirit zaśpiewane przez Joan Jett byłby mega zadowolony i szczęśliwy. Niewiele gorzej wypadła Kim Gordom z Sonic Youth prezentując Aneurysm. Lithium w wykonaniu St. Vincent a zwłaszcza All Apologies z udziałęm Lorde podobały mi się znacznie mniej.

Mam wrażenie, że w Polsce temat ten przeszedł raczej bez echa. Namawiam do poświecenia 30 minut na poniższy film. Dla mnie to była prawdziwa podróż do przeszłości, przez chwilę znów miałem 15 lat, przypomniały mi się setki chwil spędzonych z Nirvaną, zdałem sobie sprawę, że mało którego zespołu słuchałem w życiu więcej.

niedziela, 4 stycznia 2015

NAJBARDZIEJ POJECHANY KLIP ROKU 2014

W ramach zeszłorocznych wspominek dziś przyszedł czas na najbardziej "pojechany" teledysk, na jaki trafiłem ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Już wkrótce będziemy na Bonomuzie umieszczać wybrane, najciekawsze teledyski, zarówno klasyki jak i teraźniejsze. Niestety "w dzisiejszych czasach" coraz trudniej o oryginalny i ciekawy wiedoklip. Większość koncentruje się na prezentacji najnowszej mody w dziedzinie bielizny lub operacji plastycznych. Innymi słowy - niemal każdy teledysk "bez dupy się nie obejdzie". Poniższy, zagrany jednym ujęciem, klip Fat White Family również nie stanowi wyjątku. Wnosi jednak do sztuki teledysku nowe spojrzenie na ten aspekt. A poza wszystkim Touch That Leather to genialna piosenka.

piątek, 2 stycznia 2015

NOWOROCZNIE...

W rozpoczętym wczoraj roku 2015 życzę wszystkim czytelnikom Bonomuzy wielu radosnych i pełnych wszechogarniającego szczęścia chwil, a także:

- niekończących się sukcesów, także sportowych takich jak

- muzycznych festiwali z klimatem jak na

- wesołych podróży

- hucznego celebrowania ważnych rocznic

- proroczych snów

- setki równie cudownych płyt jak

- oraz tysięcy piosenek z podobnym ładunkiem piękna co:


czwartek, 1 stycznia 2015

PŁYTY ROKU 2014 - PODIUM








MIEJSCE 3:
U2 - Songs Of Innocence

Po fatalnej płycie No Line On The Horizon U2 wróciło na jasną stronę muzycznego Księżyca. Dziwi mnie dość powszechna, tegoroczna mody na hejtowanie Irlandczyków, do którego przyłączyło się także NME nominując Bono na "wieśniaka roku" z powodu wypadku na rowerze i wysłania nową płytę zespołu do wszystkich użytkowników sprzętu z jabłkiem bez ich zgody. Tak, jakby skasowanie 11 plików stanowiło wielki problem. Zresztą najważniejsze, że nie warto ich wyrzucać. Odstawiłem ten krążek na kilka tygodni aby móc go ocenić już po minięciu radości z jej ukazania się. Nadal "działa" bezbłędnie. To nie jest nowe Achtung Baby czy The Joshua Tree ale fajny przegląd tego co panowie stworzyli przez ponad 30 lat już jak najbardziej.


MIEJSCE 2:
CURLY HEADS - Ruby Dress Skinny Dog

To ta płyta zabrała Foo Fighters miejsce na podium. Wpadłem na nią w grudniu, kiedy miejsce kapeli Dave'a Grohla w pierwszej trójce tegorocznego zestawienia wydawało się niezagrożone. Dawida Podsiadło nie przekonywał mnie swym songiem o wielokątach i w życiu nie spodziewałem się, że wraz z zespołem może nagrać tak niesamowitą, krwisto rockową płytę. Tymczasem debiut Curly Heads dosłownie poraża czadem, profesjonalizmem, ekspresyjnością i ciekawymi melodiami. Dawno nie jarałem się tak bardzo polskim debiutem.


MIEJSCE 1:
ALT-J - This Is All Yours


O ile pozycja płyt z miejsc 2-5 zmieniała się w mojej głowie wielokrotnie to kandydat na zwycięstwo w tegorocznym zestawieniu pozostał niezmienny. Drugi krążek ALT-J jest po prostu fenomenalny od pierwszego do ostatniego dźwięku. Nowoczesny, urozmaicony, pełen pięknych melodii i zaskakujących brzmień. Za każdym razem, gdy go włączę dosłownie przenosi mnie na inną orbitę. Oby jak najwięcej takich płyt w rozpoczętym właśnie roku 2015.

środa, 31 grudnia 2014

PŁYTY ROKU 2014 - MIEJSCA 10-4

W tym roku przesłuchałem zdecydowanie mniej płyt, niż bym chciał. Mam też wrażenie, że to było 365 dni pełne fantastycznych piosenek, bardziej niż świetnych, kompletnych albumów. Najlepsza dziesiątka prezentuje się jednak zacnie. Dziś miejsca od dziesiątego do czwartego. Podium jutro.


MIEJSCE 10. 
ROYAL BLOOD – Royal Blood

Tegoroczny debiut w stylu The Black Keys. Mocny dosłownie i w przenośni. Recenzja płyty już wkrótce.


MIEJSCE 9. 
DAMON ALBARN – Everyday Robots

Damon Albarn w swoim spokojniejszym obliczu. Płyta pełna dojrzałych, refleksyjnych kompozycji. Nie do końca uśmierza jednak tęsknotę za BLUR. Recenzja w styczniu.


MIEJSCE 8. 
TABU – Live at 20th Woodstock Festival

Po raz pierwszy w zestawieniu płyt roku pojawia się album koncertowy. Woodstockowy zapis z 1 sierpnia tego roku jest jednak fantastyczny i genialnie oddaje atmosferę największego polskiego muzycznego festiwalu.


MIEJSCE 7.  
JACK WHITE - Lazaretto

Pozycja, która daje z siebie tym więcej im więcej czasu jej poświęcimy. Jack to, niczym Słowacki, artysta przez duże „A”. Swoim drugim solowym krążkiem potweirdza ten status.


MIEJSCE 6. 
FAMILY RAIN – Under The Volcano

Nagrania z tego krążka chodziły za mną z kolei przez całą zimę. Świetny debiut, który w roku 2015 mam nadzieję usłyszeć i zobaczyć w wersji live. Don’t Waste Your Time On Me to dla mnie tegoroczny następca Little Black Submarines.


MIEJSCE 5. 
KASABIAN – 48:13

Ta płyta nie opuszczała mojego odtwarzacza niemal przez całe lato. Kasabian po raz kolejny udowodnili, że po pierwsze cały czas mają ochotę na muzyczne eksperymenty, a po drugie jakiegokolwiek muzycznego gatunku by nie tknęli wychodzi z tego smakowity kąsek. Choć przyznaję, że po kilkumiesięcznej przerwie w słuchaniu 48:13 całościowo kręci mnie ona mniej niż jej dwie Kasabianowe poprzedniczki.


MIEJSCE 4. 
FOO FIGHTERS – Sonic Highways

Jeszcze do połowy grudnia byłem pewny, że ósmy krążek Dave’a Grohla i spółki znajdzie się na podium. Ostatecznie ląduje tuż poza nim. Bardzo żałuję, że w bonomuzianej klasyfikacji nie ma miejsc ex aequo, gdyż na Sonic Highways znajdziemy fantastyczną, mięsistą porcję rocka z dodatkiem pięknych melodii.

wtorek, 30 grudnia 2014

CURLY HEADS - RUBY DRESS SKINNY DOG

Ta płyta to jedna z największych tegorocznych pozytywnych muzycznych niespodzianek. Kiedy, jeszcze przed jej wydaniem, usłyszałem w radio promujący album Reconcile byłem pewny, iż to jakaś nowa brytyjska kapela. A kiedy kilka dni później dowiedziałem się, że jego twórcy nie dość, że są rodzimymi ziomami to w dodatku mają niewiele ponad 20 lat pomyślałem sobie, że na polskim rynku fonograficznym wydarzyło się coś bardzo ważnego. Moja radość potroiła się dodatkowo po pierwszym przesłuchaniu całego krążka, po którym okazało się, że promujący singiel nie był jedynie wypadkiem przy pracy. Panowie z Curly Heads stworzyli bowiem 40-minutowe rock'n'rollowe dzieło, które przejdzie do historii polskiej muzyki.
Której by się piosenki nie dotknąć pozostaje niewiele więcej jak zacząć bić brawo. Otwierające całość Love Again spokojnie wprowadza nas w świat gitarowej muzyki dając znak, iż będzie dobrze. Po singlowym Reconcile dostajemy pierwszy dowód na to, że mamy do czynienia z kompozytorami prawdziwie wysokich lotów. Sposób w jaki w trzecim na płycie kawału tytułowym, po spokojnych dwóch minutach "wybucha" refren i jak potem przeobraża się aż do końca utworu to prawdziwy majstersztyk. Podobnie zresztą jak...

sobota, 27 grudnia 2014

ALT-J - THIS IS ALL YOURS

Dawno nie słyszałem albumu tak pobudzającego wyobraźnię jak This Is All Yours. Gdybym był dzieckiem to chciałbym, żeby każda muzyka do każdej bajki brzmiała się tak jak Intro do drugiego album zespołu ALT-J. Rozpoczyna się niczym śpiew budzących się elfów, po kilkunastu sekundach dołączają do nich niższe głosy, piszczałka oraz coraz bardziej magiczne instrumenty i dźwięki. Pierwszy kawałek tej płyty to mistrzostwo świata w kategorii "przygotowanie do dalszego słuchania", jedno z najpiękniejszych muzycznych otwarć, jakie kiedykolwiek wpadło mi w uszy. Intro płynnie przechodzi w Arrival in Nara, cudownie piękną, spokojną i ciepłą kompozycję, której każda sekunda to ciepły okład na serce, łyk wody na pustyni, pomocna dłoń podana, gdy nie mamy już siły się wspinać. Podobne doznania towarzyszą nam już po przybyciu do Nary, bo taki tytuł nosi trzecia ścieżka This Is All Yours. Robi się nieco bardziej tajemniczo, dzięki orientalnym nieco współbrzmieniom i czarodziejskim głosom zaskakującymi co kilkanaście sekund zmianą barwy. Tu brzdąknie fortepian, tam uderzy mocno przesterowany bas tylko po to by za chwilę a capella mógł wybrzmieć wokal w rejestrze bliskim sopranowi. Z jeszcze większym kosmosem mamy do czynienia w Every Other Freckle, niespełna czterominutowej symfonii. Trudno opisać słowami co dzieje się w tym kawałku. Przez pierwsze 15 sekund mamy wrażenie zbliżającego się do nas w szybkim tempie obiektu, którym okazuje się pokojowo nastawiony, śpiewający skrzat, który jak po chwili się przekonujemy nie jest sam. Jego towarzysze przywieźli ze sobą moc niesamowitych, oryginalnych brzmień, zarówno tych melodyjnych jak i brzęczących. I kiedy wnikniemy już w ich świat utwór ten zaczyna się jakby od nowa, fragmentem rodem z barokowego dworu i tańczonego tam menueta. Po ostatnim ukłonie robi się coraz bardziej mrocznie, brzęczenia zdecydowanie wychodzą na pierwszy plan i kiedy spodziewamy się kolejnego menueta nasze uszy atakuje najbardziej abstrakcyjno-kosmiczne dźwiękowe  tegoroczne 15 sekund. To prawdziwe muzyczne LSD...

piątek, 26 grudnia 2014

ŚWIĘTA - BRAKUJĄCE OGNIWO

Święta, Święta i...no właśnie. Niespełna godzinę temu doszło do mnie, że czegoś w tegorocznym fiestowaniu mi zabrakło. Opłatek, kapusta, pirogen, borszcz, gifty, Mikołaj, rodzinne spotkania... Wszystko było. Nawet śnieg spadł wczoraj. A jednak , niczym "w powietrzu czuję, czegoś mi brakuje", Niczym Urszuli pozostaje spytać "czego wciąż mi brak"? Siedziłem, kminiłem, aż stała się jasność. W tym roku ani razu, naprawdę ANI RAZU nie usłyszałem w radio Last Christmas. A Święta bez Wham to jak karp bez ości, jak lód bez wafelka, jak gofer bez bitej. Kiszka, jednym słowem. Dla wszystkich Was, którym również zabrakło ów magicznych dźwięków, na niespełna 4 godziny przed końcem Świąt Bonomuza przychodzi z pomocą. Specjalnie dla Was: LAS KRISMES!

czwartek, 25 grudnia 2014

TABU - LIVE AT 20TH WOODSTOCK

Jeśli ktoś z Was nie słyszał dotąd zespołu TABU to oto nadarza się świetna okazja do nadrobienia tej zaległości. Od kilku tygodni dostępny jest bowiem zapis koncertu Wodzisławian z tegorocznego Przystanku Woodstock. Jest to fantastyczna piguła słonecznej, radosnej muzyki reggae, z fantastyczną, stanowiącą prawdziwe greatest hits setlistą. Fenomenalne - energetyczne i czyste - wykonanie piosenek, reakcje kilkusettysięcznej publiczności sprawia, że już po kilku pierwszych dźwiękach możemy mentalnie cofnąć się o kilka miesięcy wstecz i przenieść się do Kostrzyna, nawet jeśli 1 sierpnia 2014 roku nie byliśmy świadkiem tego koncertu.

Każdy kolejny numer na tej płycie wlewa w duszę kolejną porcję ciepła. Intro z muzycznym motywem znanym z Pulp Fiction, Bang Bang, Nie Chcę Umierać, Naga Prawda oraz Chodź Ze Mną - po takim początku nawet ogrodowy krasnal zaczyna gibać się niczym "wiecie jaki Rezus" w Chłopaki Nie Płaczą. Zespół TABU ma cudowny zwyczaj grania swoich piosenek blokami - bez przerwy między nimi. Taką właśnie 15-minutową porcję nieprzerwanej muzy mamy okazję tu usłyszeć na ścieżce numer sześć noszącej tytuł 5 Bomb. Ten kwadrans to jedna z najlepszych porcji muzycznej endorfiny, jaką słyszałem w tym roku. Argumenty, Salut, Dziękuje Ci Jah, Wojownik oraz Love Fill My Soul - oto jej składniki. Pamiętam, że w ten sierpniowy upalny dzień cudownej muzycznej bomby Kostrzyn stał się miejscem z największym natężeniem szczęśliwych ludzi na metr kwadratowy na całym świecie. Przypominam sobie, że zaraz po niej przez dobrą minutę "śledziłem" straż pożarną jadącą wśród tłumu i schładzająca chętnych strumieniem zimnej wody. Dzięki temu podczas finału, na który złożyły się fenomenalne Nie Bój Się oraz Tyle Mam znów mogłem osiągać rekordy w konkurencji "wyskok z miejsca". To jak ten ostatni numer brzmi wyśpiewany przez woodstockową publiczność sprawia iż za każdym razem przechodzą mnie ciarki, nie mam najmniejszej wątpliwości, że zespół zapamięta te chwile do końca życia. Na płycie znajdziemy również audio z wręczenia im nagrody Złotego Bączka oraz wykonany na bis Jak Dobrze Cię Widzieć oraz jeden utwór z koncertu na scenie folkowej w roku 2013. Z całego serca polecam te 66 fantastycznej muzyki!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

DZIĘKI JOE!

Kilka godzin temu zmarł Joe Cocker. Niestety nigdy nie udało mi się usłyszeć go na żywo. Pamiętam, że w czasie mojej drugiej klasy liceum liceum, prawie 20 lat temu kilkoro znajomych szło na jego koncert na Stadionie Gwardii. I pamiętam też, że dziwiłem się wtedy, że wydają całe kieszonkowe na koncert "dziadka". Tymczasem lata mijały, studia się skończyły a Joe nadal nagrywał i występował.
Ten artysta kojarzy mi się jednak z dziesiątkami godzin spędzonymi przy najlepszym serialu, jaki kiedykolwiek widziałem. Piosenka Beatlesów w jego wykonaniu rozpoczynała bowiem każdy odcinek Cudownych Lat. Dzięki temu czołówkę oglądałem zawsze z równie zapartym tchem kolejne przygody Kevina i spółki. Dziękuje Ci Joe!

niedziela, 21 grudnia 2014

FOO FIGHTERS - SONIC HIGHWAYS

Sonic Highways to kolejna płyta Foo Fighters, która przypomina mi dlaczego ponad 20 lat temu zacząłem słuchać rockowej muzyki, o tym jaką moc ma gitarowy czad, jak świetnie i świeżo można brzmieć bez instrumentów klawiszowych. Jest w tym zespole coś pięknie oldschoolowego, pewna prostota i bezkompromisowość a jednocześnie umiejętność łączenia mocnych riffów z chwytliwymi melodiami. Chociaż brak tu kawałków tanecznych podczas słuchania Sonic Highways trudno usiedzieć nie "przytupując nóżką".

Singlowy Something From Nothing to idealny kandydat na otwarcie albumu. Niczym w wierszu Tuwima "najpierw powoli, jak żółw ociężale" wprowadza w słuchaczy w dobry nastrój, następnie wzmocnionym wokalem przygotowuje na to co będzie działo się w dalszej części płyty, by zakończyć utwór kompletną młócką. Wracając jeszcze do czasów, gdy ledwo co miałem jedynkę z przodu, gdyby ta piosenka istniała na początku lat 90-tych byłaby koszmarem wszystkich tańczących wolne piosenki na kolonijnych lub szkolnych dyskotekach. Pamiętacie te kawałki, przy których z tango-przytulango niespodziewanie trzeba było zacząć "tańczyć normalnie", przejść do pogo lub rżnąć głupa i bujać się dalej wbrew zmianie rytmu?

Podobnych zmyłem pozbawiony jest płytowy numer 2 - The Feast and the Famine. Tu wszystko jasne jest od początku, od...

wtorek, 9 grudnia 2014

SMUTECZEK...WŁĄCZONE NISKIE CENY !!!

 Od dwóch tygodni na moich uszach dokonywany jest gwałt. Codziennie i wielokrotnie. Sprawcą tego występku jest kobieta, sprawczyni rzec się w sumie powinno. Na imię jej Ewelina, w nazwisku za to ma zwierzę, które jeśli wierzyć legendom jest chytre, a na pewno rude. COŚTAM EKSPERT, WŁĄCZONE NISKIE CENY !!! Drze to to ryja niczym za przeproszeniem Kasia Kowalska śpiewająca Republikę. O co tu chodzi - myślę sobie za każdym razem, gdy słyszę ten jazgot. Czy za tą "promocję" zapłaciła konkurencja, chcąc zniechęcić do tej firmy klientów?

Żenująca jest każda sekunda tej radiowej pseudo-reklamy. "Chciałabym podzielić się z wami piosenką, która ostatnio chodzi mi po głowie" - zaczyna Ewelyna. Po czym zaczyna wrzeszczeć swój song z kretyńsko przerobionym tekstem. Zamiast w stronę Słońca rozpędza się w kierunku sprzętu AGD i RTV.

Miałem dać spokój z tym postem, przeczekać. Kiedyś te niskie ceny wyłączą, Mikołajki przejdą, zniknie też ten reklamowy gniot - myślałem. Nic z tego. Wczoraj znowu wrzask zaatakował mnie z wielu radiowych anten, nie było częstotliwości, które nie ogłaszałaby by codziennych niskich cen. Dziś, o zgrozo, zobaczyłem go również w telewizji. Trzeba niestety założyć, że do Wigilii lekko nie będzie.

Jako konsumenci mamy jednak możliwość reagowania na podobną żenadę. Niniejszym uroczyście ogłaszam choćby ów sklepowy ekspert wyłączył ceny totalnie, nie kupię tam nawet baterii "paluszków", pustej płyty cd czy choćby jednorazowej foliowej torebki. Bo o tym, że da się zareklamować sklep z identycznym asortymentem w niebanalny i zabawny sposób świadczy choćby radiowa propozycja jednego z konkurentów: "tato jest szynka? NIE!".



piątek, 28 listopada 2014

J-23 JUŻ NIE NADAJE

Wczoraj rano usłyszałem w radio, że w wieku 85 lat zmarł Stanisław Mikulski - legendarny, serialowy Hans Kloss. Oglądałem niemal wszystkie odcinki po kilkanaście razy i do dziś patrzę na nie z przyjemnością, kiedy trafię na nie przypadkiem w telewizji. Jest coś fenomenalnego w tym jak ten serial został nakręcony, scenariusz, światło, gra aktorska. Wszystko to, mimo upływu pół wieku nadal działa fantastycznie. No i muzyka, charakterystyczna niczym motyw z Jamesa Bonda, dramatyczna, pełna emocji, genialna.


Szacun Panie Stanisławie, dobrego życia po drugiej stronie.

poniedziałek, 17 listopada 2014

FESTIWALOWO

Do Świąt pozostał nieco ponad miesiąc, czas najwyższy powoli pospekulować na temat przyszłorocznych letnich festiwali. Tym bardziej, że niektóre z nich ogłosiły już pierwszych wykonawców. Fani The Strokes, chcąc zobaczyć swych idoli powinni zjawić sie w ostatni weekend maja w Barcelonie na Primavera Sound. MUSE to z kolei pierwsza gwiazda lizbońskiego Optimus Alive, na którego scenie tego samego dnia pojawią sie panowie z ALT-J. Niemcy podali nawet już zdecydowaną większość gwiazd, które pojawią się na ich scenach. Headlinerami Rock im Park będą Slipknot, Die Toten Hosen oraz Foo Fighters. Zespół Dave'a Grohla jest też pierwszym potwierdzoną artystą belgijskiego Rock Werchter, który właśnie specjalnie dla tego zespołu odbędzie się w przyszłym roku o tydzień wcześniej niż zwykle. Na Nurburgring odbędzie się nowa impreza pod nazwą Grunne Holle Rock a jego line up otwierają Metallica, MUSE oraz Kiss, w towarzystwie między innymi Incubusa, Faith No More oraz Limp Bizkit, Rock am Ring przenosi się o 30 kilometrów na Wschód, tradycyjnie jednak będzie miał ten sam zestaw artystów co jego "brat z parku". Oprócz wymienionych wcześniej headlinerów wystąpią tam m.in. Papa Roach, Marylin Manson oraz wracający po latach przerwy Ice-T wraz z Body Count. Bardzo liczę na ich pojawienie się również w Polsce. Myślę, że zobaczymy ich na Orange Warsaw Festival,

Ciekawie zapowiada się jego rywalizacja z Openerem. Obstawiam, że głównymi gwiazdami na Babich Dołach będą MUSE, Kasabian i Arcade Fire. Choć tych ostatnich, zwłaszcza po powrocie warszawskiego festiwalu na Służewiec chętnie zobaczyłbym właśnie w stolicy. Razem z Foo Fighters. Z kalendarza zespołu wynika, że, w przeciwieństwie do terminu lipcowego, jest to możliwe. Oficjalnie w świecie polskich festiwali na razie cisza. Jedynie Woodstock podał, iż pierwszym zespołem XXI edycji festiwalu będzie Black Label Society. Trzymajmy kciuki za dobre i ciekawe ogłoszenia. Tak abyśmy już za kilka miesięcy mogli przeżyć takie oto chwile:

niedziela, 16 listopada 2014

JACK WHITE - LAZARETTO

Choć na Lazaretto, drugim solowym albumie Jacka White'a, nie znajdziemy zbyt wielu nowinek czy eksperymentów słucha się go z ogromną przyjemnością. Płyta brzmi jak przegląd muzycznych inspiracji Białego Jacka. Wystarczy lekko przymknąć oczy oraz otworzyć uszy aby mentalnie przenieść się do ojczyzny gazowanego odrdzewiacza i Big Maca. Jack po raz kolejny potwierdza swój kompozytorski talent. Każda kolejna piosenka na tym krążku zagrana jest jakby od niechcenia, na pierwszy rzut ucha nie mając w sobie nic specjalnego. Sęk w tym, że po wybrzmieniu ostatniej nuty kolejnych umieszczonych tu numerów, niczym w "Ale Urwał" możemy je tylko puentować słowami "ale to było dobre". 
Otwierające Three Women ma w sobie coś z dziecięcej radości, nieco infantylnej ale spontanicznej i  prawdziwej. Krótkie solówki zagrane na kolejnych instrumentach połączone refrenem ze słowami "lordi Lord" tworzą fantastyczne zaproszenie do wspólnej zabawy. Następujący po nim kawałek tytułowy...

wtorek, 4 listopada 2014

U2 - SONGS OF INNOCENCE

Ostatnia minuta otwierającego krążek The Miracle pozwala uwierzyć, że U2 nadal stać na stworzenie prawdziwej muzycznej magii. Sposób w jaki Edge gra na gitarze podczas, podczas słów "I get so many things I don't deserve" udowadnia iż irlandzki kwartet, wbrew temu co śpiewa ich wokalista zasługuje na miejsce wśród najlepszych zespołów świata i to zdecydowanie. Ta piosenka to jednocześnie dowód na to, iż panowie postarzeli się na tyle, że stronią raczej od nagrywania "pod prąd". Jestem przekonany, że gdyby ten utwór powstał 15 lat temu zaczynał by się nie od dziwnego chórku tylko właśnie od tych 2 mocnych uderzeń gitary, przesterowanych do tego stopnia, iż pękały by bębenki w uszach a całość rozsadzała by głośniki, identycznie jak Zoo Station czy choćby Vertigo. W The Miracle, przez większość jego trwania, słyszymy natomiast przesterowaną gitarę przepuszczoną jakby przez niemal dźwiękoszczelną szybę, przez co "efekt wow", jaki niewątpliwie ten numer wywołuje jest niestety również przytłumiony.

Nic nie hamuje jednak zachwytu nad następującym po nim Every Breaking Wave. Ten kawałek to dla mnie najlepsza nagroda za 4 lata oczekiwania następcy żenująco słabego No Line On The Horizon. Ma w sobie wszystko, co powinna zawierać dobra piosenka: niebanalną, piękną melodię, która pozostaje w głowie na zawsze i świetny, mądry tekst. Potrafię jej słuchać w kółko po 5-6 razy, uwielbiam jej każdą nutę. I kiedy na dobre zaczynam się rozpływać w dźwiękach swego ulubionego zespołu U2 wraz ze ścieżką numer 3 powracają koszmary minionej płyty. Na szczęście California jest jedynym prawdziwym zonkiem na tym albumie, wymuszonym, wystękanym pierdem, który powinien być odesłany "ad acta" już po pierwszej próbie. Niestety obawiam się, że Bono uważa, iż ta piosenka jest przebojowa, podobnie jak...

niedziela, 12 października 2014

GUT GUT SUPER GUT -> POLSKA - NIEMCY 2:0

Po raz pierwszy w historii piłkarska reprezentacja Polski pokonała drużynę Niemiec, którzy w dodatku od dwóch miesięcy noszą tytuł mistrzów świata. "Siemasz Liroy, jak jest? Jest dobrze!" - zapodawał lat temu kilkanaście tigidyś-bobry Scyzoryk. Dziś należy mu tylko przyklasnąć a także pozdrowić wszystkich niemieckich kibiców piosenkę idealnie opisującą to jak teraz czują się ich wschodni sąsiedzi.



Przyznaję, że straciłem wiarę w naszą drużynę narodową po Euro 2012. Karykaturalne występy pod wodzą Fornalika i brak jakiegokolwiek błysku już pod wodzą Nawałki ponownego stania się "wierzącym" nie ułatwiały. Dziś na Stadionie Narodowym znalazłem się tylko dlatego, że przyjaciel, z którym chodzę na mecze od 20 lat namówił mnie do tego jeszcze w sierpniu, kiedy kompletnie nie miałem ochoty obserwować wyczynów polskich Orłów. Dziękowałem mu dziś wielokrotnie, podobnie jak drugiemu koledze, który ów bilet załatwił. Bo jakby na to nie spojrzeć ten mecz przejdzie do historii polskiego futbolu, będzie się o nim mówić przez kolejne pół wieku, tak jak o meczu na Wembley w 1973. Oby nie, obyśmy ten sukces szybko przyćmili kolejnym, jeszcze większym. Najlepiej na Euro 2016.

sobota, 11 października 2014

ARTUR ROJEK - SKŁADAM SIĘ Z CIĄGŁYCH POWTÓRZEŃ

Na początek zagadka: jakiego słowa brakuje w zdaniu: "Nie pozwolę ci mnie opuścić, nawet gdyby miał się ...". Wiem co odpowiedzieliście, ale Artur wybrał słowo "zgubić". Momentami aż trudno uwierzyć, że na solowej płycie, na którą czekaliśmy tyle lat pojawiają się takie tekstowe kwiatki jak: "z braku słów nie lubię w górę lubię w dół" albo "gdybyś nie zahamował, nie było by mnie". Boli mnie zwłaszcza ten drugi tigidi-tekst, ponieważ pojawia się w doskonałym, subtelnym i pełnym pięknych wysublimowanych dźwięków, otwierającym album kawału Lato 76. W towarzystwie magicznych, zmiennych brzmień i ciekawych chórków takie dosłowne i prostolinijne stwierdzenia po prostu nie przystoją. Tym bardziej, że kilkanaście sekund później Rojek udowadnia, że umie poetycko opisać dużo trudniejsze sprawy, jak choćby rodzinną przemoc.
Na szczęście solowy album Artura Rojka zdecydowanie lepiej wypada pod względem muzycznym, zwłaszcza...

niedziela, 21 września 2014

POLSKA MISTRZEM ŚWIATA W SIATKÓWCE !!!

Kilkanaście minut temu, po 40 latach Polska zdobyło mistrzostwo świata w piłce siatkowej. Piękno tej sprawy potęguje fakt, iż turniej ten odbył się w naszym kraju. Ciemną stroną tej historii jest fakt zakodowania przez Polszmat transmisji z tych wydarzeń. Byliśmy jedynym krajem na świecie, w którym za oglądanie mistrzostw świata w siatkówce trzeba było zapłacić. 
Muszę przyznać, że absolutnie nie wierzyłem w sukces tej drużyny. Wybór na trenera Stephana Antigi, gościa który wcześniej nigdy nikogo nie trenował wydawał mi się paranoją. Na szczęście totalnie się myliłem, a rację miał ów trenerski żółtodziób, także pozbywając się z drużyny gwiazdorzących Kurka i Bartmana.  

Nie będę się silił na oryginalność przy wyborze piosenki obrazującej dzisiejsze wydarzenia, liczy się przekaz i konkret ;-) 


GRATLACJE!

wtorek, 9 września 2014

NOWA PŁYTA U2 OFICJALNIE W SIECI !!!

Od dziś oficjalnie można posłuchać nowego albumu U2. Po ich ostatnich trzech tegorocznych wytworach zląkłem się nie na żarty obawiając, że Song Of Innocence przebije słabością swoją poprzedniczkę No Line On The Horizon. O płycie zrobiło się jednak potem cicho, wydawało się, że nowy krążek znów poszedł w odroczenie aż tu dziś, nagle na oficjalnej stornie zespołu pojawił się link do itunesa poprzez który można odsłuchać całe nowe wydawnictwo. Oto ON. Od kilkunastu minut wszystkie piosenki są także dostępne na youtubie. 


Z radością muszę przyznać, że mimo swojego sceptycyzmu odnośnie sensowności wydawania przez U2 kolejnej płyty, mega stęskniłem się za głosem Bono, gitarą Edge'a i sekcją rytmiczną Adama i Larry'ego. A w dodatku pierwsze przesłuchania okazało się naprawdę obiecujące.


Trzynasty studyjny album Irlandczyków na krążku CD trafi do sklepów 13 października. Wtedy też przyjdzie czas na pełną recenzję. Na razie naprawdę się jaram ;-D



wtorek, 26 sierpnia 2014

CELTIC ODPADA Z MARIBOREM


Legii miejsca w rozgrywkach o Ligę Mistrzów to nie przywróci ale sprawiedliwość przynajmniej dziś triumfowała. Czekam na dopełnienie formalności w czwartek i marzę o wylosowaniu Szkotów w piątek. Cwaniactwo nie popłaca. Smród pozostanie na lata. And Justice For All. ;-D

Z drugiej strony, po meczu piłkarze ze Słowenii zdjęli koszulki przed opuszczeniem stadionu i w dodatku rzucili nimi w trybuny. O ile znam regulamin ułefa na trybuny nie wolno wnosić broni biologicznej. Chyba będzie walkower ;-D

KASABIAN - 48:13

Kasabian nie przestaje zaskakiwać. Kiedy w eter trafił eez-eh, singiel promujący ich piąty studyjny krążek pomyślałem, że tym razem chłopcy postanowili zapowiedzieć swoją nową płytę elektronicznym numerem typowym dla końcówek wszystkich wcześniejszych wydawnictw. Po pierwszym kontakcie z 48:13 doszło do mnie, iż kwartet z Leicester zmienił nieco stajla a ów singiel wyjątkowo dobrze oddaje charakter nowej płyty. I choć uwielbiam dwa poprzednie krążki Kasabian, skrajnie różne od 48:13, to nowa pozycja w ich dorobku jest dowodem na to, iż ten zespół nie nagrywa słabych płyt.
Tą ostatnią charakteryzuje muzyczny chaos. Nigdy w życiu nie słyszałem bardziej porąbanego kawałka niż otwierające ją bumblebeee. Podczas pierwszej projekcji zastanawiałem się, czy pijany jestem ja, odtwarzacz cd, czy może ten, kto zarejestrował ten numer. Refren tej piosenki to dla mnie najbardziej chaotyczne kilkanaście sekund w historii muzyki. Cały kawałek, zmieniający nastrój niczym kameleon, łamiący rytm w najbardziej niespodziewanym momencie, brzmiący niczym wezwanie w stylu "powstań, walcz" za każdym razem działa na mnie niczym zastrzyk adrenaliny prosto w serce. Ów połamany beat...

niedziela, 17 sierpnia 2014

IV KASZANA FESTIVAL:SHAKIRA


Dla takich chwil warto żyć! Tuż przed rozpoczęciem koncertu otwierającego IV KASZANA FESTIVAL Shakira udzieliła nam eksluzywnego wywiadu, z którego, jako pierwsi na świecie możecie dowiedzieć się jakie było pierwsze słowo wypowiedziane przez jej synka Milana.


Bonomuza: Jak wspominasz Mundial w Brazylii? 
Shakira: Łell, jestem rozdarta niczym bark Chielliniego, tego Włocha co go Suarez kąsnął. Z jednej strony „yo soy Columbiana” – dużo radości, z drugiej strony mój Pique Pike biedaczysko… W sumie to na Mundialu miałam więcej roboty niż on
Jak Dżerard zareagował na odpadnięcie Hiszpanii już po fazie grupowej?