To będzie mój siódmy Opener z rzędu ale jeszcze nigdy tak długo nie zwlekałem z decyzją czy jechać na ten gdyński festiwal. Tak naprawdę decyzja zapadła wczoraj wieczorem. Dwie główne gwiazdy, choć szanuję i doceniam ich status, nie należą do mojego muzycznego świata. Tegoroczny line up jest ciekawy ale brakuje mi w nim kapeli, na którą miałbym prawdziwie mega-zajawkę, koncertu, na który czekałbym cały festiwal. Wielka szkoda, że nie udało się zakontraktować do Gdyni Foo Fighters, Beady Eye, Arcade Fire czy występujących dzień lub dwa po Openerze Portishead czy Manu Chao. Największe nadzieje wiążę z piątkowym koncertem PULP i niedzielnym The Strokes. Zresztą cały czwarty dzień festiwalu zapowiada się najciekawiej, dużo działo sie będzie także dziś. Lista piosenek tegorocznej openerowej składanki, będąca jednocześnie większą częścią mojej tegorocznej festiwalowej marszruty wygląda następująco:
PUSTKI – Lugola
CUBA DE ZOO – Czrne Auto
THE NATIONAL – Conversation 16
ENEJ – Państwo B.
COLDPLAY – Yellow
SIMIAN MOBILE DISCO – Audacity Of Huge
CARIBOU – Odessa
D4D – Hollywood
BRODKA – Granda
PULP – Disco 2000
CRYSTAL FIGHTERS – Follow
PRIMUS – My Name Is Mud
KATE NASH – Kiss That Girl
PRINCE – Kiss
GOORAL – Karczmareczka
CHAPEL CLUB – Surfacing
THESE NEW PURITANS – Three Thousand
THE WOMBATS – 1996
THE STROKES – Someday
HURTS – Silver Lining
CHROMEO – Don’t Turn The Lights On
Za chwilę ruszam do Gdyni, relacje z Openera już wkrótce.
czwartek, 30 czerwca 2011
środa, 29 czerwca 2011
SKŁADANKA "BEST OF HURRICANE FESTIVAL 2011"
Na koniec podsumowań Hurricane Festival 2011 zamieszczam jeszcze świeżo “wyprodukowaną” składankę najlepszych piosnek, które tam usłyszałem. Wybór był naprawde trudny i z racji ograniczonej pojemności płyty musiałem zrezygnować z umieszczenia na niej wielu fajnych kapel, jak choćby Klaxons, Suede, Portugal the Man, czy Kashmir. Ta wspomnieniowa składanka już wkrótce będzie nagrodą w kolejnym bonomuzowym konkursie.
INCUBUS – Drive
FOO FIGHTERS – Arlandria
ARCADE FIRE – Wake Up
PORTISHEAD – Mysterons
KAISER CHIEFS – The Angry Mob
GLASVEGAS – Geraldine
BLOOD RED SHOES – Don’t Ask
THE KILLS – Satelite
THE SUBWAYS – Rock’n’Roll Queen
THE ASTEROIDS GALAXY TOUR – The Golden Age
THE WOMBATS – Jump Into The Fog
KASABIAN – Take Aim
FLOGGING MOLLY – Swagger
GOGOL BORDELLO – Pala Tute
FRIENDLY FIRES – Jump Into The Pool
MY CHEMICAL ROMANCE - Teenagers
SUBLIME WITH ROME – Panic
CRYSTAL FIGHTERS – Plage
IRIE REVOLTES - Papiers
THE SOUNDS – Tony The Beat
Tym sposobem kończymy huraganowe wspominki. Od jutra Opener, stay tuned!
INCUBUS – Drive
FOO FIGHTERS – Arlandria
ARCADE FIRE – Wake Up
PORTISHEAD – Mysterons
KAISER CHIEFS – The Angry Mob
GLASVEGAS – Geraldine
BLOOD RED SHOES – Don’t Ask
THE KILLS – Satelite
THE SUBWAYS – Rock’n’Roll Queen
THE ASTEROIDS GALAXY TOUR – The Golden Age
THE WOMBATS – Jump Into The Fog
KASABIAN – Take Aim
FLOGGING MOLLY – Swagger
GOGOL BORDELLO – Pala Tute
FRIENDLY FIRES – Jump Into The Pool
MY CHEMICAL ROMANCE - Teenagers
SUBLIME WITH ROME – Panic
CRYSTAL FIGHTERS – Plage
IRIE REVOLTES - Papiers
THE SOUNDS – Tony The Beat
Tym sposobem kończymy huraganowe wspominki. Od jutra Opener, stay tuned!
wtorek, 28 czerwca 2011
ŚLAD BAKTERII E.COLI NA HURRICANE FESTIVAL
Hurricane Festival co roku odbywa się w wiosce Scheessel oddalonej kilkadziesiąt kilometrów od Hamburga, które jak wiecie było i jest epicentrum bakterii e-coli. Jako, że obiecywałem również relacje z frontu walki chciałbym przybliżyć Wam 3 tropy i 3 chwile, w których poczuliśmy, że ów „zaraz”, znaczy się wielka bakteria jest naprawde blisko:
1. W kolejce do sklepiku na polu namiotowym zazwyczaj prowadzi się rozmowy życiowe i nie raz egzystencjonalne. Nie chcąc się wyłamywać nasza kolejkowa rozmowa brzmiała nastepująco:
- Czego się napijesz ? – spytałem
- Eeee....Coli – odpowiedział kolega
I nagle kolejka do sklepiku wyraźnie się zmniejszyła a sprzedający w nim spytał o wiele szybciej niż się spodziewaliśmy:
- Was mochtest du trinken?
1. W kolejce do sklepiku na polu namiotowym zazwyczaj prowadzi się rozmowy życiowe i nie raz egzystencjonalne. Nie chcąc się wyłamywać nasza kolejkowa rozmowa brzmiała nastepująco:
- Czego się napijesz ? – spytałem
- Eeee....Coli – odpowiedział kolega
I nagle kolejka do sklepiku wyraźnie się zmniejszyła a sprzedający w nim spytał o wiele szybciej niż się spodziewaliśmy:
- Was mochtest du trinken?
niedziela, 26 czerwca 2011
HURRICANE FESTIVAL - DZIEŃ 3
Etykiety:
RELACJE
Motywem przewodnim trzeciego i ostatniego dnia Hurricane Festival był deszcz. Sytuację idealnie opisuje wspomnienie Forresta Gumpa z Wietnamu, który wymieniał różne rodzaje opadów, które nie ustawały przez kilka miesięcy. W niedzielę 19 czerwca woda z nieba lała się niemal bez przerwy. Zastanawiałem się jak wpłynie to na frekwencję pod sceną i czy w ogóle pierwsze zaplanowane koncerty się odbędą. Z powodu ulewy odpuściłem występ kapeli składającej nazwą hołd naszemu premierowy, czyli Tusq. Ale grającej później Blood Red Shoes opuścić już nie mogłem. Mimo mocno zacinającego deszczu pod sceną zebrało się kilka tysięcy osób, które bawiły się w najlepsze. Peleryny i kalosze nie przeszkodziły w rytmicznym skakaniu i dobrym odbiorze sztuki Krwistoczerwonych Butów. Mimo skrajnie niekorzystnych warunków, sceny w większości przykrytej folią i konieczności wycierania instrumentów po każdej piosence angielski duet dał super koncert, zagrany wprost, z fajnym punkowym wykopem. I WIsh I Was Someone Better, Don’t Ask, This Is Not For You, Light It Up i kilka innych kawałków dosłownie wstrząsnęły wioską Scheessel, tak jakby zespół chciał pokazać, że przy dobrej muzyce pogoda się nie liczy. Dosłownie na ten temat wypowiedział się kilka godzin później...sobota, 25 czerwca 2011
HURRICANE FESTIVAL - DZIEŃ 2
Etykiety:
RELACJE
Na początek drugiego dnia festiwalu poznałem jedną z gwiazd tegorocznego Off Festiwalu, zespół Warpaint. Styl tej złożonej z czterech dziewczyn grupy przypominał w dużej mierze niektóre nagrania zespołu Myslovitz, najbardziej pełen improwizacji Mickey, którym Rojek i spółka swego czasu kończyli koncerty. Nie słyszałem wcześniej nagrań Warpaint, ale po tym występie zamierzam się im bliżej przysłuchać. Szczególnie fajny efekt dawał wokalny, lekko tajemniczy dwugłos oraz ciekawe brzmienie perkusji, do grania na której używano nie standardowych, drewnianych pałeczek tylko dużo potężniejszych pałek do kotła. Po tym naprawdę dobrym koncercie otwarcia przyszedł czas na nieco gorszy występ British Sea Power, które już w przyszłym tygodniu będzie można zobaczyć na Openerze. Trzy gitary, perkusja i skrzypce, wspomagane czasem trąbką momentami brzmiały bardzo ciekawie, odniosłem wrażenie, że zespół nie miał jednak do końca pomysłu na całą godzinę grania, gdyż w drugiej połowie zrobiło się dość monotonnie. Bardzo zależało mi na usłyszeniu tego dnia debiutantów z The Vaccines. Niestety...piątek, 24 czerwca 2011
HURRICANE FESTIVAL - DZIEŃ 1
Etykiety:
RELACJE
Pierwszym koncertem, na który zdążyłem było Irie Revoltes. Krótki, 25-minutowy występ kapeli o stylu podobnym do Vavamuffin tyle, że z wyraźniejszą domieszką ska był mega energaeyczny. Trezch nawijaczy zdecydowanie porwało zgromadzonych pod sceną, rymując na zmianę po niemiecku i po francusku. Sekcja dęta biła za to rekordy przebiegniętych kilometrów i wykonanych figur tanecznych. W pewnym momencie jeden z wokalistów wdał się również w dialog z publicznością. Treść ich rozmowy była prosta acz treściwa, nawijacz krzyczał „nazist”, reszta odpowiadała „fuck off”. To było naprawdę dobre otwarcie Hurricane Festival. Grająca na scenie obok Kaizers Orchestra niestety nie podtrzymała poziomu poprzedników. Miałem wrażenie, że zamiast dopracować swoje kawałki zespół za bardzo skupił się na scenicznym image’u. W efekcie podczas występu tej orkiestry oprócz modnych garniturów i wypasionego kontrabasu nie bardzo było na co zwrócić uwagę. Ze ceny wiało niestety nudą. Pozytywnym zaskoczeniem okazał się za to występ grupy Kashmir. O ile nagrania studyjne wydawały mi się dość monotonne to na żywo wypadły o wiele lepiej. Porównując styl tej określiłbym go czymś pomiędzy Coldplayem a Muse. Ciekawie wyglądały i brzmiały nietypowe zabiegi drugiego gitarzysty, który momentami odkładał „wiosło” koncentruąc się na różnego rodzeju elektronicznych zabawkach. Przez dłuższy czas wyglądał jakby grał na wymaginowanej wiolonczeli. Pierwszym naprawdę oczekiwanym przeze mnie piątkowym zespołem było GLASVEGAS. czwartek, 23 czerwca 2011
HURRICANE FESTIVAL 2011 - WRAŻENIA OGÓLNE
Etykiety:
RELACJE
Hurricane to mój pierwszy zagraniczny festiwal, ale po tym co zobaczyłem na pewno nie ostatni. Motywacja była prosta: tego lata chciałem koniecznie zobaczyć Foo Fighters i Arcade Fire oraz porównać jak zagraniczny festiwal wypada w porównaniu z polskimi. Cena za Huragan była niewiele wyższa od Openera, natomiast ilość i jakość kapel, które się tu pojawiły była kosmiczna. Do tego stopnia, że posłuchanie wszystkiego, czego by się chciało było niemożliwe, a zobaczenie chociaż większości ciekawych bandów wymaga naprawdę dobrej kondycji, gdyż niemal w każdej chwili zajęte są trzy z czterech festiwalowych scen. Granie zaczynało się już w południe a kończyło po północy i zdecydowana większość muzyków, których mogłem zobaczyć zdecydowanie stanęła na wysokości zadania. Kilka słów o samej organizacji. Opaskowanie przebiegło bardzo sprawniewtorek, 21 czerwca 2011
NAJPIĘKNIEJSZY MOMENT HURRICANE FESTIVAL 2011
Etykiety:
RELACJE
Hurricane Festival 2011 zakończony i zdecydowanie udany. Już wkrótce będziecie mogli przeczytać tu wrażenia ogólne z imprezy, a w ciągu długiego weekendu szczegółowy opis poszczególnych jego dni. Dziś, na początek chcę tylko krótko wspomnieć najpiękniejszą chwilę tego festiwalu, która przypadła w udziale zespołowi Incubus, autorowi zdecydowanie najlepszego koncertu tego weekendu w niemieckim Scheessel.
Kocham muzykę m.in. za to, że pozwala na obcowanie z absolutnym pięknem docierającym do wszytskich zmysłów. Mniej więcej w połowie koncertu, podczas wykonywania Drive właśnie tak było. Czułem się podobnie jak w zeszłym roku podczas Just Breathe granej przez Pearl Jam na Openerze. Dla takich muzycznych chwil warto żyć!
Kocham muzykę m.in. za to, że pozwala na obcowanie z absolutnym pięknem docierającym do wszytskich zmysłów. Mniej więcej w połowie koncertu, podczas wykonywania Drive właśnie tak było. Czułem się podobnie jak w zeszłym roku podczas Just Breathe granej przez Pearl Jam na Openerze. Dla takich muzycznych chwil warto żyć!
piątek, 17 czerwca 2011
HURRICANE FESTIVAL - ZAPOWIEDŹ
Za kilka godzin startuje Hurricane Festival w niemieckim Scheessel niedaleko Hamburga – siedzibie głównej bakterii e-coli. Arcade Fire, Incubus, Foo Fighters i wiele innych super kapel - nie mogło tam zabraknąć Bonomuzy. Szczegółowy line-uo możecie zobaczyć TUTAJ. Wkrótce przekraczamy granicę, a trochę mniej wkrótce znajdziecie tu relację z huraganowego festiwalu. Nie zabraknie w niej też detektywistycznego wątku tropienia bakterii, którą przed chwilą znaleziono podobno w mięsie z Lidla. Bożesztymój, to ja może czaju naparzę. A mandarynki pięć pięcdziesiąt pięć, pięć pięcdziesiąt pięć!
niedziela, 12 czerwca 2011
MYSLOVITZ - NIEWAŻNE JAK WYSOKO JESTEŚMY
Etykiety:
RECENZJE
Ci, którzy słyszeli tą płytę przedpremierowo zapowiadali, że Myslovitz nagrał album dość eksperymentalny i trudny. Album faktycznie jest mało przebojowy, pełen ciekawych rozwiązań i dość wymagający lecz wielkiej ilości eksperymentów tu nie słychać. To raczej przegląd wszystkiego, co najlepsze w dotychczasowych nagraniach piątki z Myslovitz oraz ich projektach dodatkowych. Rozpoczynająca Nieważne Jak Wysoko Jesteśmy Skaza to chyba najlepsze otwarcie w historii płyt tej grupy. Hipnotyzujący, ascetyczny początek, w którym Rojkowi towarzyszą jedynie perkusja i pojedyncze dźwięki gitary w drugiej połowie przeobraża się w jeden z najostrzejszych kawałków Myslovitz w historii, pełny eksplozji sprzężeń i histerycznego wręcz krzyku.Równie energetycznie jest w Ofiarach Zapaści Teatru Telewizji, które za sprawą brzmienia klawiszy przypominają nagrania R.E.M. z płyty Monster...
piątek, 10 czerwca 2011
KASZANA SONGS: BAJM - MYŚLI I SŁOWA
Etykiety:
KASZANA SONGS
Już dziś startuje festiwal w Opolu, zapowiadany od zawsze jako święto polskiej piosenki.Z tej okazji zaszczytne miejsce w naszym eksluzywNym, kaszaniastym dziale przypada osobie nieodłącznie związanej z tą imprezą. Lat temu wiele, gdy po Snickersa trzeba było udać się do Baltony w opolskim konkursie zwyciężyła pewna maturzystka podbijając serca jury i publiki. A na imię miała właśnie Beata... Od tego czasu wraz z zespołem BAJM pojawiała się na scenie tego amfiteatru wielokrotnie, za każdym razem powtarzając, „że opolska publiczność jest de best i że ją bardzo kocha”. Efektem tej miłości jest właśnie dzisiejsza porcja kaszeneczki, a zwłaszcza jej pierwszy „kęs”. „Kocham cię!” - któż z nas nie zna tego magicznego, wystrzelonego niczym z procy początku? Kto nie rozpływa się podczas pięknego, beztroskiego świstu po drugim refrenie. Kogo nie chwyta za serce gardłowe NNA NA NA NA NA, NNA NA NA NA?
Teledysk też można zaliczyć do klasyków. To właśnie w nim możecie przekonać się jak fajnie i radośnie podróżuje się w BAJM-busie, jak szaleni są członkowie zespołu i jak dobrze im ze sobą. Nie wiem jak Was ale mnie ten klip przekonał. Zastanawiam się tylko do czego śpiewa Betika (Betty K.)? Polecam dotrwanie do końca bo w nagrodę można zobaczyć jedyną, wspaniałą i niepowtarzalną opolską publiczność. A może sopocką? A NNA NA NA NA NA, NNA NA NA NA.
czwartek, 9 czerwca 2011
STO LAT MISTRZU !
Na liczniku Matthew Bellamy'ego wybiły dziś dwie trójki. Z tej okazji chciałbym przypomnieć kawałek, od którego zaczęła się moja przygoda z MUSE. Wznieście więc toast za jednego z najlepszych, aktywnych muzyków, bo dzięki temu człowiekowi-orkiestrze można osiągnąć muzyczną nirwanę. Życząc mistrzowi nieustającej weny twórczej zostawiam was z Hysterią.
Muse - Hysteria from zaiD on Vimeo.
Panowie z MUSE podobno pracują już nad nowym albumem i podobno na razie zanosi się, że będzie on bardzo spokojny. Każda kolejna płyta tego trio i tak jest coraz lżejsza więc troszkę się tego boję. Ale i tak nie mogę doczekać się nowych kompozycji dzisiejszego jubilata. Sto lat raz jeszcze!
Muse - Hysteria from zaiD on Vimeo.
Panowie z MUSE podobno pracują już nad nowym albumem i podobno na razie zanosi się, że będzie on bardzo spokojny. Każda kolejna płyta tego trio i tak jest coraz lżejsza więc troszkę się tego boję. Ale i tak nie mogę doczekać się nowych kompozycji dzisiejszego jubilata. Sto lat raz jeszcze!
poniedziałek, 6 czerwca 2011
COKE LIVE FRESH NOISE 2011 - KONCERT FINAŁOWY
Etykiety:
RELACJE
Jeszcze przez trzy dni można oddawać głosy w konkursie Coke Live Fresh Noise. Poziom tegorocznego koncertu finałowego barzo pozytywnie mnie zaskoczył i był dużo wyszły niż ostatnio. Przez niemal cały czas jego trwania zadawałem sobie pytanie dlaczego tyle fantastycznych kapel w kraju ma problem z zaistnieniem w masowej świadomości a większość wytwórni płytowych i rozgłośni woli promować po raz setny zmielone i odgrzewane kotlety. Tym bardziej zachęcam więc do zapoznania się z twórczością młodych zespołów i wsparcia swojego kandydata. Możecie to zrobić TUTAJ. Jeśli zaś chodzi o samą imprezę...środa, 1 czerwca 2011
THE WOMBATS - THIS MODERN GLITCH
Etykiety:
RECENZJE
Przed nagraniem drugiej płyty członkowie The Wombats ewidentnie wybrali się na zakupy do sklepu z instrumentami klawiszowymi i postanowili „upopowić” swą twórczość. Na szczęście nie aż tak bardzo jak sugeruje mierne, singlowe Tokyo. Dużo bardziej miarodajny jest kolejny promujący This Modern Glitch czyli Jump Into The Fog, którego refren brzmi podobnie do przebojów Hurts, mnie bardziej przekonuje jednak zwrotka, prostsza i oparta na pojedynczych dźwiekach gitary oraz banalna, zapętlona i brudna solówka. Równie dobrze wypada fajnie zadziorne w równej mierze za sprawą gitar jak i świdrującej elektroniki otwierające album Our Perfect Disease. Rozpoczynającemu się partią smyczków Anti-D nie sposób odmówić uroku i przebojowości, szkoda tylko, że elektroniczne skrzypce tak bardzo go dominują przez cały czas trwania. Bo bez tego „zmiękczenia” byłby to jeszcze fajniejszy antydepresant. Kilka nagrań z tej płyty kojarzy się mocno z ... poniedziałek, 30 maja 2011
PŁYNY - RZESZÓW - ST.TROPEZ
Etykiety:
RECENZJE
Dziś w ramach "występów gościnnych" zapraszam do zapoznania się twórczością warszawskiego zespołu Płyny, który to rekomenduje w swej recenzji Pan Joel. A jak wiadomo w tym upale bez płynów ani rusz.
Dać dziecku do zabawy małpkę, to albo ją z miłości zadusi, albo łeb urwie i zacznie nim grać w kosza. Dać człowiekowi płytę, to albo się w niej zakocha, albo… Na szczęście w przypadku drugiego krążka warszawskich Płynów nie ma żadnego albo. Od blisko trzech lat słucham go i słucham. Jakimś dziwnym cudem nasłuchać się nie mogę.
Dać dziecku do zabawy małpkę, to albo ją z miłości zadusi, albo łeb urwie i zacznie nim grać w kosza. Dać człowiekowi płytę, to albo się w niej zakocha, albo… Na szczęście w przypadku drugiego krążka warszawskich Płynów nie ma żadnego albo. Od blisko trzech lat słucham go i słucham. Jakimś dziwnym cudem nasłuchać się nie mogę.Okładka jak okładka – nic szczególnego. Paru brzydkich gości, jedna niczego sobie dziewczyna, do tego szarfa przez pół papierka. Wszyscy uśmiechnięci, wszyscy szczęśliwi, zupełnie jakby na co dzień disco polo wykonywali, a za koncerty płacono im w wódce. Lekkości disco polo rzeczywiście Płynom nie brakuje, kolejne kawałki wpadają w uchu niczym woskowina.
sobota, 28 maja 2011
BARCELONA A POLSKI SONG O KASZANCE
Etykiety:
INNE,
KASZANA SONGS
Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony liczbą zgłoszeń na cover do piosenki "Po ile kaszanka", myślę, że z tej mąki będzie chleb. Wśród zgłoszonych pojawił się również Mr.Szydera, który chce nas supportować na potencjalnym koncercie 1 lipca. Wystąpi ze swoim własnym utworem propagującym nasz polski przysmak. Pan Sz. pracuje w branży ceramicznej, mamy więc dużą szansę na sponsora całej trasy koncertowej, firmę produkującą bidety. Posłuchajcie zresztą sami ale ostrzegam! Będzie bolało.
Za godzinę finał Ligi Mistrzów. Viva Barcelona! I na kocyki...KASZANKA.
Za godzinę finał Ligi Mistrzów. Viva Barcelona! I na kocyki...KASZANKA.
piątek, 27 maja 2011
KASZANA SONGS: SCOOTER - HOW MUCH IS THE FISH?
Etykiety:
KASZANA SONGS
Z okazji wizyty prezydenta USA poruszanie się po Warszawie jest delikatnie mówiąc trudne, chyba, że ktoś ma skuter. I właśnie „Skuta” został ostatnim majowym bohaterem naszego „grillowego” cyklu. Tytuł piosenki nawiązuje dodatkowo do dzisiejszego dnia tygodnia, kiedy to najczęściej zadawane w barach, restauracjach i sklepach pytanie brzmi właśnie „how much is the fish?”. Swoją drogą bardzo to wdzięczny temat piosenki, choć tak naprawdę Skuta przez większość czasu śpiewa o szaleństwie a o tą rybę to pyta tylko „baj de łej”. Tak czy owak to kolejny artysta, który udowadnia, że śpiewać można o wszystkim.
Mam sentyment zarówno do tej piosenki, jak i samego Scootera, przy którego energetycznych dźwiękach rozkręcała się niejedna impreza. I tak sobie pomyślałem, że z okazji zaczynającej się wkrótce polskiej prezydencji w Unii Europejskiej fajnie byłoby zrobić polski cover tego kawałka. Z jednym zastrzeżeniem: nie będziemy promować ryb, które i tak już są szeroko reklamowane w radio i telewizji a postawimy na propagowanie typowo polskiego specjału. Dlatego jako roboczy tytuł coveru proponuję „Po ile kaszanka?”. Wszystkich chętnych do współpracy zapraszam go zgłaszania się na bonomuza@gmail.com Kto wie, może nawet wystąpimy 1 lipca na koncercie?
czwartek, 26 maja 2011
O MAMIE NA SMUTNO I NA WESOŁO
Z okazji dzisiejszego wesołego święta przypomnijmy sobie pewną piękną lecz bardzo smutną piosenkę.
Mam nadzieję, że nikt z Was takiego listu nigdy nie napisze. A żeby nie kończyć tego dnia na smutno posłuchajcie jeszcze starszego hiciora. Do dziś mam tę płyte na vinylu!
Mam nadzieję, że nikt z Was takiego listu nigdy nie napisze. A żeby nie kończyć tego dnia na smutno posłuchajcie jeszcze starszego hiciora. Do dziś mam tę płyte na vinylu!
poniedziałek, 23 maja 2011
NOAH AND THE WHALE - LAST NIGHT ON EARTH
Etykiety:
RECENZJE
Zdarza się, że single promujące albumy bywają mylące niczym zapowiadany w kampanii prezydenckiej koniec wojny polsko-polskiej. I tak właśnie jest w przypadku trzeciego “dziecka” zespołu Noah & The Whale. Sięgając po nią liczyłem na kolejne radosne przeboje w stylu L.I.F.E.G.O.E.S.O.N., które dosłownie zawładnęło moim uchem od początku roku. Niestety następcy owego hiciora na Last Night On Earth nie słychać. Album jest dużo spokojniejszy niż promujący go singiel, sporo tu melancholii, łagodnych dźwięków oraz folkowych akcentów.Zarówno w otwierającym płytę Life is Life jak i zamykającym ją Old Joy poajwia się chór gospelowy. W Just Before We Met ciekawy efekt daje połączenie skrzypiec i elektroniki. Na płycie znajdziemy też sporo muzycznych nawiązań.
sobota, 21 maja 2011
KONIEC I POCZĄTEK ŚWIATA
Jak zapewne wiecie pewien dziadzio na podstawie swych zagmatwanych wyliczeń doszedł do wniosku, że dziś ziemia mocno się zatrzęsie a potem nastąpi koniec świata. Prawie koniec, bo 2 procent ludności ma przeżyć. Dzisiejszy dzień "sponsoruje" więc fantastyczny klasyk zespołu R.E.M. który nawet tytułem w świetny sposób odnosi się do takich jak dzisiejsza sytuacji. Nie pamiętam, który to koniec świata podczas mojego nie tak znowu długiego życia ale nigdy nie zapomnę tego pierwszego. Zapowiadano go na 11 sierpnia 1997 roku i wszystko było by spoko, gdyby nie fakt, że dzień później zaplanowano pierwszy w Polsce koncert U2, które od prawie 20 lat jest najważniejszym dla mnie zespołem, dającym dużo więcej niż muzyka. Do dziś ze śmiechem wspominam ten pierwszy armagedon na mazurskim pomoście i niesamowite pierwsze koncertowe spotkanie z Bono i spółką dzień później. I chociaż najpiękniejszy koncert U2 przeżyłem 4 lata później w Wiedniu to tego dnia po końcu świata nie zapomnę nigdy. Nowy świat zaczął się naprawdę pięknie.
piątek, 20 maja 2011
KASZANA SONGS: VANILLA ICE - ICE ICE BABY
Etykiety:
KASZANA SONGS
Lato nadciąga wielkimi krokami. Kurtki i sweterki na dobre zaległy w mniej dostępnych rejonach szafy a zamiast grzanego piwa lub ciepłej zupki bardziej chce się sięgnąc po loda. I o lodzie bedzie dzisiejsza „kaszanka”. W dodatku nie byle jakim tylko waniliowym. Bohaterem tego odcinka jest bowiem Vanilla Ice, który w 1989 roku wyokrzystując fragment przeboju Queen zaserwował światu przebój o lodzie. Do dziś zastanwiam się jak wielką trzeba mieć fantazję, żeby nazwać piosenkę „Lód, lód, dziecino”.
Dwadzieścia dwa lata po premierze teledysku do tego przeboju pełni on niemal funkcję edukacyjną i można by go wyświetlać w muzeum jako eksponat prezentujący modę i galerię fryzur końca lat 80-tych. Nie wiem jak u Was, ale ma moim osiedlu, gdy ci najmodniejsi wycięli sobie na głowie podobny kształt jak WL (Waniliowy Lód) mówiło sie, że ma fryz na Vanillę. Oprócz tego klip Waniliowego ma też niewątpliwe zalety choreograficzne. Mało kto wie, że to właśnie pod wpływem teledysku do Lód Lód Dziecino powstał układ taneczny do Macareny. Nie wierzycie? Obejrzyjcie uważnie trzecią minutę klipu (np. fragment 1:58-2:03 czy 2:30-2:35).
Vanilla Ice - Ice Ice Baby by Moyarz
Co ciekawe, w późniejszych latach Vanilla Ice zupełnie zmienił muzyczny profil i syntezator CASIO zamienił na elektryczną gitarę. Ale o tym może innym razem. Na razie delektujmy się Waniliowym w wersji pierwotnej. Ajs Ajs Beeeejbi.
Dwadzieścia dwa lata po premierze teledysku do tego przeboju pełni on niemal funkcję edukacyjną i można by go wyświetlać w muzeum jako eksponat prezentujący modę i galerię fryzur końca lat 80-tych. Nie wiem jak u Was, ale ma moim osiedlu, gdy ci najmodniejsi wycięli sobie na głowie podobny kształt jak WL (Waniliowy Lód) mówiło sie, że ma fryz na Vanillę. Oprócz tego klip Waniliowego ma też niewątpliwe zalety choreograficzne. Mało kto wie, że to właśnie pod wpływem teledysku do Lód Lód Dziecino powstał układ taneczny do Macareny. Nie wierzycie? Obejrzyjcie uważnie trzecią minutę klipu (np. fragment 1:58-2:03 czy 2:30-2:35).
Vanilla Ice - Ice Ice Baby by Moyarz
Co ciekawe, w późniejszych latach Vanilla Ice zupełnie zmienił muzyczny profil i syntezator CASIO zamienił na elektryczną gitarę. Ale o tym może innym razem. Na razie delektujmy się Waniliowym w wersji pierwotnej. Ajs Ajs Beeeejbi.
środa, 18 maja 2011
COKE LIVE FRESH NOISE - KONCERT FINAŁOWY JUŻ ZA 2 DNI
Już w najbliższy piątek, 20 maja o godzinie 18.30 w warszawskim Palladium rozpocznie się finałowy koncert piątej edycji Coke Live Fresh Noise. Będzie to doskonała okazja do poznania twórczości pięciu finalistów tego konkursu, którego zwycięzca zostanie wybrany głosami internautów. Nagrodą dla wygranych będą: występ podczas tegorocznego Coke Live Festival, sesja nagraniowa oraz pieniądze na zakup profesjonalnego sprzętu muzycznego. Oprócz kapel konkursowych w Palladium usłyszymy KAMP!, L.U.C.a, L-Stadt oraz zeszłorocznego zwycięzcę zespół Irena.
O bilety możecie starać się pod TYM ADRESEM.
poniedziałek, 16 maja 2011
FOO FIGHTERS - WASTING LIGHT
Etykiety:
RECENZJE
Nowa płyta Foo Fighters przyniesie lubiącym gitarowe granie wiele radości. Wasting Light trafiła do mojego odtwarzacza ponad tydzień temu i nic nie wskazuje na to, żeby szybko wróciła na półkę. Ogromna jej część brzmi trochę jak nagranie garażowego zespołu, który po prostu chwyta gitary i bez zbędnego nadęcia daje czadu. Idealnie obrazuje ją teledysk do singla Rope, prosty do bólu ale porywający muzyką i fantastyczną gitarową solówką. Na Wasting Light nie znajdziemy aranżacyjnych fajerwerków, elektrycznych ulepszaczy ale kawał dość prostej, lecz świetnej muzy. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ilość niebanalnych melodii na tym krążku. Choć Foo Fighters gra lżej niż Nirvana, to Dave Grohl ewidentnie przejął od swojej macierzystej kapeli umiejętność łączenia gitarowego uderzenia z przebojowością. Moim faworytem numer jeden z tej płyty jest Arlandria, w której...piątek, 13 maja 2011
KASZANA SONGS: REBECCA BLACK - FRIDAY / ŻEBERKA BLACK - PIĄTEK
Etykiety:
KASZANA SONGS
Do dzisiejszej kaszanki zainspirował mnie kolega Koneserrro, który wczoraj podesłał utwór Piątek w wykonaniu zespołu Żeberka Black. A ponieważ zarówno nazwa zespołu jak i tytuł piosenki idealnie pasują do naszego grylowego działu…oto Rebeka i Żeberka. Po projekcji polskiej przeróbki kawałka, którego oryginał na jutjubie obejrzało ponad 137 milionów osób naprawdę odjęło mi mowę. Potem powiększyłem grona widzów wersji pierwotnej tego przeboju i muszę przyznać, że kosi chyba jeszcze bardziej niż przeróbka. Posłuchajcie, porównajcie, zdecydujcie. A potem niczym Rebecca ekscytujcie się piątkiem. Nie zapomnijcie jednak o pewnej ważnej kwestii, którą porusza młoda wokalistka. „Tommorow is Saturday and Sunday comes afterwards”. Trzeba przyznać, że zna się dziewczyna na dniach tygodnia!
środa, 11 maja 2011
POZDRÓWKA DLA BOBA M.
Wczoraj wspominaliśmy rocznicę wesołą, dziś będzie wręcz odwrotnie. Dokładnie 30 lat temu zmarł Bob Marley, król muzyki reggae, człowiek, którego muzyka jednoczy ludzi i przepędza chmury znad słońca. Niewielu jest artystów tak rozpoznawalnych jak Bobby. Dziś jego muzyka nadal brzmi, jakby dopiero co została nagrana. Naprawdę nie chce się wierzyć, że powstała ponad 30 lat temu a jej autor nie żyje dłużej niż po świecie chodzi ponad połowa moich znajomych. Posłuchajcie dziś więc Marleya i pozdrówcie go machając do góry. Jestem pewny, że jeszcze setki razy będzie spędzać cudowne chwile przy dźwiękach, które pozostawił po sobie światu.wtorek, 10 maja 2011
NIECH ŻYJE NAM !!!
Dopóki ten blog będzie istniał 10 maja każdego roku będzie pojawiać się tu piosenka U2. Tak w ramach świętowania urodzin Bono, jakby nie patrzeć, patrona tego muzycznego serwisu. Dziś zaśpiewajmy mu jeden z jego najpiękniejszych kawałków, który w wykonaniu z początku lat dziewięćdziesiątych brzmi po prostu fenomenalnie. Jubilatowi życzę pozytywnej energii do dalszej scenicznej pracy, wydania płyty przynajmniej 51 razy lepszej niż poprzednia i trasy koncertowej przynajmniej tak dobrej i długiej jak ostatnia! Tak aby muzyka Irlandczyków "oświetlała naszą drogę" w nieskończoność.
piątek, 6 maja 2011
KASZANA SONGS: LUNIZ - I GOT FIVE ON IT
Etykiety:
KASZANA SONGS
Dzisiejsza “grylowa propozycja” nawiązuje wprost do wczorajszej wyliczanki “z piątką w tytule”. Wprawdzie grilla w teledysku nie zobaczycie ale w zamian szachy, bilard przy basenie, drogie fury, dolary rzucane na stół i złote kajdany na szyjach. „Mam na to pięć” zaśpiewał 15 lat temu zespół Luniz. Muszę przyznać, że nie znam żadnego innego przeboju tego duetu z Kaliforni ale motyw muzyczny użyty w tej piosence powtórzył się potem w kilku innych kawałkach przeróżnych grup. Jednym słowem fajna to basowa zagrywka. W połowie lat 90-tych, kiedy teledysk do I Got 5 On It królował na antenie MTV często zastanawiałem się dlaczego ta ubrana na czarno-biała pani tak bardzo się gibie. Myślałem, że to może jakaś specjalna forma rehabilitacji albo że może wahlując dłońmi ochładza rapujących ziomków. Skąd mogłem wiedzieć, że ona tańczy hip-hop. W telewizji nie było jeszcze wtedy Ju Kę Dęs!
czwartek, 5 maja 2011
PIOSENKI Z PIĄTKĄ W TYTULE
Etykiety:
INNE
Dziś 5 maja. Bez względu więc na to, czy witasz znajomych w języku ojczystym słowami "przybij pionę" czy też bardziej gangstersko w stylu "gimi fajw" po utworach z jedynką, dwójką, trójką i czwórką w tytule przyszła pora na pięć kawałków z piątką.
IGGY POP – Five Foot One
THE RACONTEURS – Five On The Five
Jeśli ktoś z Was ma nadal wątpliwości co do geniuszu Jacka White’a ta „piątkowa” propozycja z repertuaru jego drugiego, muzycznego dziecka powinna je ostatecznie rozwiać. Ten kawałek, mimo swej prostoty, nie nudzi się nigdy, dając lepszego kopa niż kawa podana dożylnie.
IGGY POP – Five Foot One
Ta piosenka, podobnie jak opisywane ostatnio London Calling The Clash są moimi równolatkami.
wtorek, 3 maja 2011
MUZYCZNY KLASYK: THE CLASH - LONDON CALLING
Etykiety:
MUZYCZNE KLASYKI
London Calling ujrzała światło dzienne w tym samym roku, w którym w Warszawie wybuchła Rotunda a na świecie odbyła sie premiera Czasu Apokalispsy. I choć w grudniu od jej wydania miną 32 lata nadal jest dla mnie jedną z trzech najlepszych płyt w historii muzyki. Otwiera ją tytułowy i chyba najbardziej znany kawałek z tego albumu. I o ile świetnie sprawdza się jako numer 1 to paradoksalnie nie należy on do moich faworytów. O wiele bardziej przemawia do mnie kolejny Brand New Cadillac zbudowany na klasycznym rock’n’rollowym motywie zagranym na gitarze ma moc rozpędzającej się lokomotywy. Z każdym kolejnym taktem ma się wrażenie, że ten pociąg mknie coraz szybciej. Aż żal, że trwa niewiele ponad 2 minuty. Po szybkiej podróży caddilaciem zwlaniamy w poszukiwaniach Jimmy Jazza. Fantastycznie brzmią tu zwłaszcza instrumentalne fragmenty, w których gitarowa solówka „kłóci” się z sekcją dętą. Z kolei w Hateful „rozmowy” przeprowadzane są przez Micka Jonesa i Joey Strummera. Ta piosenka to jakby kontynuacja podróży Cadillakiem. Utrzymana w podobnym tmpie co płytowy numer dwa dosłownie porywa rytmem, melodią, ekspresją i ciekawą aranżacją. Podobnie zresztą jak refren jego sąsiada Rudie Can’t Fail, który na śniadanie wypija browarek. Za każdym razem, gdy słyszę słowa „I went to the market to realize my soul” zastanawiam się w jaki sposób ludziom rodzą się w głowach melodie pobudzające w człowieku hormon szczęścia.piątek, 29 kwietnia 2011
KASZANA SONGS: DR. ALBAN - NO COKE
Etykiety:
KASZANA SONGS
Dr Alban-No Coke by ZICARLOS
W ramach akcji „zadbaj o biały, zdrowy ząbek” przypominam, że w trosce o poprawne funkcjonowanie własnej paszczy należy badać jej stan przynajmniej raz w roku! I aby utrwalić Wam w głowach tę madrą, życiową maksymę dziś w naszym kaszankowym cyklu wspomnimy najbardziej znanego stomatologa wśród muzyków. Jego pierwszy „smeszing hit” No Coke na pewno wszyscy pamiętacie. Nie mniej fascynujące są kulisy jego powstania. Bynajmniej nie chodzi w nim o to, że Doktor woli Pepsi od Coli. Sprawa jest o wiele poważniejsza. W czasach kiedy kolega Alban jeszcze bardziej borował niż śpiewał do jego gabinetu przyszedł wystraszony mężczyzna z dredami, gitarą w pokrowcu i opuchnietą z lewejstrony szczeną. Kiedy Doktor zajrzał do jej środka dosłownie jęknał z przerażenia. Dwa zęby były do rwania, kolejne cztery do intensywnego leczenia. Pacjent przerażony tą nowiną, wyznał Albanowi, że panicznie boi się dentystów i stąd omijał wszelkie stomatologiczne przybytki od prawie dziesięciu lat. Dodał też, że skoro już czeka go taka masakra to prosi o znieczulenie. Gabinet Doktora był jednak bardzo skromny a sam Alban należał do stomatologicznych ortodoksów stosujących jedynie obcęgi i wiertła. Kiedy pacjent słowami „gimi siet, gimi sziet” zasugerował, że znieczulenie mogłoby być niestandardowe a nawet nie do końca legalne wzburzony Doktor wykrzyczał tylko „no koko, no heroin, no hasz hasz, no amfetamin”. Postawiony pod ścianą pacjent zgodził się na wersję hard. Podczas zabiegu darł się jednak tak głośno, że pomagająca Albanowi asystentka chciała zaaplikować mu działkę z własnej puli. Doktor sprzeciwił się jednak wyraźnie słowami „don gimi no kok, don gimi no kok, don gimi no koko, don gimi no kok, don gimi no kok, don gimi no mi no aj łontit” które dziś możecie usłyszec na końcu piosenki No Coke. Mimo bólu ów pacjent z dredami wygrał jednak tego dnia podwójnie. Oprócz zdrowych zębów zyskał bowiem angaż w zespole Doktora Albana, który kilka miesięcy poźniej wdarł się na listy przebojów hitem, którego zaczątki powstały w tymże dentystycznym gabinecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

