Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZYCZNE KLASYKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZYCZNE KLASYKI. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2011

20. URODZINY ALBUMU WSZECHCZASÓw: U2 - ACHTUNG BABY

Dokładnie 20 lat temu, 19 listopada 1991, ukazała się płyta Achtung Baby, od wielu lat mój album wszechczasów. Po kilku miesięcach odpoczynku od tego krążka ponownie przesłuchałem go dziś, żeby sprawdzić czy w swoje dwudzieste urodziny nadal działa. I po raz kolejny przekonałem się, że Achtung Baby wymiata...c.d.n.

wtorek, 3 maja 2011

MUZYCZNY KLASYK: THE CLASH - LONDON CALLING


London Calling ujrzała światło dzienne w tym samym roku, w którym w Warszawie wybuchła Rotunda a na świecie odbyła sie premiera Czasu Apokalispsy. I choć w grudniu od jej wydania miną 32 lata nadal jest dla mnie jedną z trzech najlepszych płyt w historii muzyki. Otwiera ją tytułowy i chyba najbardziej znany kawałek z tego albumu. I o ile świetnie sprawdza się jako numer 1 to paradoksalnie nie należy on do moich faworytów. O wiele bardziej przemawia do mnie kolejny Brand New Cadillac zbudowany na klasycznym rock’n’rollowym motywie zagranym na gitarze ma moc rozpędzającej się lokomotywy. Z każdym kolejnym taktem ma się wrażenie, że ten pociąg mknie coraz szybciej. Aż żal, że trwa niewiele ponad 2 minuty. Po szybkiej podróży caddilaciem zwlaniamy w poszukiwaniach Jimmy Jazza. Fantastycznie brzmią tu zwłaszcza instrumentalne fragmenty, w których gitarowa solówka „kłóci” się z sekcją dętą. Z kolei w Hateful „rozmowy” przeprowadzane są przez Micka Jonesa i Joey Strummera. Ta piosenka to jakby kontynuacja podróży Cadillakiem. Utrzymana w podobnym tmpie co płytowy numer dwa dosłownie porywa rytmem, melodią, ekspresją i ciekawą aranżacją. Podobnie zresztą jak refren jego sąsiada Rudie Can’t Fail, który na śniadanie wypija browarek. Za każdym razem, gdy słyszę słowa „I went to the market to realize my soul” zastanawiam się w jaki sposób ludziom rodzą się w głowach melodie pobudzające w człowieku hormon szczęścia.

niedziela, 10 października 2010

MUZYCZNY KLASYK: PEARL JAM - TEN


10.10.10 to idealna data żeby przypomnieć o jednej z najważniejszych płyt początku lat dziewięćdziesiątych. Kiedy Ten pojawiła się na rynku dość szybko odstawiłem ją na półkę, więcej czasu poświęcając twórczości Nirvany. Dziś zarówno Nevermind jak i debiutanckie dzieło Pearl Jam są w mojej piątce płyt wszechczasów.
Fenomenalne Once, rozpoczynające album od zawsze kojarzy mi się z psem zerwanym z łańcucha, dzikim poczuciem wolności, początkiem wakacji i rozpierającą energią. Początkowe kilkadziesiąt sekund nie wskazuje wcale na utwór energetyczny, kiedy jednak tajemnicze dźwięki zastępuje gitarowy riff, do którego dołącza po chwili bas i Eddie Vedder chwilowy, pozorny spokój idzie w zapomnienie. Kawałek rozpędza się z każdym kolejnym dźwiękiem, a przyspieszający fragment przed refrenem i wokalny wybuch już w nim mają siłę taranu.
Even Flow, choć minimalnie spokojniejszy, to podtrzymuje ten klimat. Szczególnie uwagę przyciągają fantastyczne, różnorodne gitarowe zagrywki stanowiące kontrapunkt dla linii wokalnej.

Alive stanowi najlepszy przykład na to jak zrobić kawałek wolny i przebojowy ale jednocześnie absolutnie nie nudny i rażący prądem niczym piorun.

sobota, 24 kwietnia 2010

MUZYCZNY KLASYK - NIRVANA - NEVERMIND

Kiedy kilkanaście lat temu słuchałem tej płyty kilka razy dziennie często omijałem rozpoczynające ją Smeels Like Teen Spirit. Miałem lekki przesyt hitem, którym regularnie atakowała MTV i większość rozgłośni radiowych. Dziś usłyszeć tej piosenki w radio raczej się nie da a ja odpalam Nevermind od samego początku z wielką przyjemnością. I doceniam w niej wiele detali, na które wtedy nie zwracałem uwagi. Na przykład niesamowitą partię perkusji, zagraną na maksa, jakby z każdym uderzeniem Dave Grohl chciał aby jego bębny pękły. Ciekawy jestem ile kompletów pałeczek perkusista zużył przy nagrywaniu tego numeru. Smeels Like Teen Spirit podoba się nawet mojemu ojcu, który za twórczością Cobaina i spółki delikatnie mówiąc nie przepada. Ta piosenka to charakterystyczne dla Nirvany połączenie chwytliwych melodii z niesamowitym czadem i rozdzierającym głosem Kurta.

Taką sama konstrukcję czyli spokojna zwrotka zagrana na gitarze bez przesteru oraz mocniejszy refren ma też Lithium, jeden z najgenialniejszych numerów Nirvany w. Nie znoszę, gdy w piosenkach pojawiają się słowa typu „lalala”, „jejeje” czy „o o o”, jednak refren Lithium zasługuje moim zdaniem na miano jednego z 5 najlepszych refrenów w historii muzyki. Za każdym razem gdy słyszę słynne „jee eee eee jee” mam ciary, ten fragment rozsadza mnie emocjonalnie.

Niemal każdy utwór z Nevermind to arcydzieło albo przynajmniej utwór rozpoznawalny.

wtorek, 19 stycznia 2010

MUZYCZNY KLASYK: LENNY VALENTINO - UWAGA! JEDZIE TRAMWAJ



Lenny Valentino - Dom Nauki Wrażeń

„Gdzie jest dom, którego szukam, gdzie jest dom duży, bardzo duży”. Był w Łodzi, na ulicy Lumumby. W pokoju 134 w akademiku Balbina mieszkała moja ówczesna dziewczyna a obecna żona. Ta płyta do końca życia będzie mi się kojarzyć z tym miejscem. To tam, często przy dźwiękach tej płyty spędzaliśmy pierwsze wspólne chwile. Numer 134 był symbolem trasy, którą jedno z nas pokonywało w każdy wolny weekend. Bo według pomiaru PKP właśnie tyle kilometrów dzeli Warszawę Centralną od Łodzi Fabrycznej. 

To właśnie w Łodzi, w klubie Dekompresja jedyny raz widziałem Lenny Valentino na żywo. Zespół zagrał wszystkie 10 swoich piosenek po czym zszedł ze sceny co wywołało trochę gwizdów. Speszony Artur Rojek próbował tłumaczyć, że zespół zaprezentował już swój cały repertuar, publiczności było jedna zdecydowanie „mało. Na bis zespół zagrał jeszcze Don’t Answer Me z repertuaru Alan Parson’s Project. Koncert trwał niecałą godzinę ale był niesamowicie klimatyczny. Tak samo zresztą jak płyta. Bardzo dawno jej nie słuchałem ale kiedy dziś „wrzuciłem ją do wieży” po kilku latach przerwy tylko upewniłem się, że to dzieło fantastyczne. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że jak dotąd to jedna z trzech najważniejszych polskich płyt XXI wieku.