Różne mam fazy wobec tegorocznego krążka Radiohead.
Zdecydowanie lepiej podchodzi mi podczas popołudniowego powrotu z pracy niż
przy porannej wędrówce w przeciwnym kierunku. Jak większość nagrań Toma Yorke’a i spółki także
to najnowsze wymaga pełnego zaangażowania w odbiorze a, przyznajmy szczerze,
przed pierwszą kawą i w pośpiechu nie za łatwo całkowicie oddać się muzyce i
docenić artystyczne pojękiwania wokalisty. Warto jednak poświęcić temu albumowi
trochę czasu, gdyż po pierwsze zawiera dużo świetnej muzyki a po drugie jest
jakby przeciwieństwem wszechobecnemu pędowi. A Moon Shaped Pool zawiera w sobie
dwa utwory genialne. Pierwszy z nich to otwierający Burn The Witch od pierwszej
sekundy atakujący partią smyczków, z którą fantastycznie współgra dziki wokal w
wyjątkowo wysokich, nawet jak na Yorke’a, rejestrach w refrenie. Drugi
majstersztyk z tego krążka umieszczono pod numerem siódmym. Identikit to
nagranie magiczne, trudno więc opisać je słowami. Delikatny muzyczny motyw
przenikający się z wokalnym dialogiem trafia w punkt w część układu nerwowego
odpowiedzialnego za emocje. I choć nie należę do wielkich fanów Radiogłowych to
za utwory takie jak ten pokłon do ziemi i siekierka na cześć jego autorów. Równie smakowicie jest w Decks Dark, nieco
mroczniejszej kompozycji, której klimatu dodają żeński wokal i fortepianowe
akordy. Dużo na tej płycie kołysanek. Myślę, że żadne dziecko nie obraziło by
się na usłyszenie przed snem Daydreaming czy Desert Island Disk. Za wyjątkiem
szybszego i nieco psychodelicznego Ful Stop płyta A Moon Shaped Pool po prostu
spokojnie sobie płynie. Jeśli szukacie muzycznego pomysłu na wyciszenie i
pobudzenie wyobraźni to 11 umieszczonych tu utworów nadaje się do tego
idealnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Radiohead; #AMoonShapedPool. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Radiohead; #AMoonShapedPool. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 29 grudnia 2016
RADIOHEAD - A MOON SHAPED POOL
Etykiety:
#Radiohead; #AMoonShapedPool,
RECENZJE
Różne mam fazy wobec tegorocznego krążka Radiohead.
Zdecydowanie lepiej podchodzi mi podczas popołudniowego powrotu z pracy niż
przy porannej wędrówce w przeciwnym kierunku. Jak większość nagrań Toma Yorke’a i spółki także
to najnowsze wymaga pełnego zaangażowania w odbiorze a, przyznajmy szczerze,
przed pierwszą kawą i w pośpiechu nie za łatwo całkowicie oddać się muzyce i
docenić artystyczne pojękiwania wokalisty. Warto jednak poświęcić temu albumowi
trochę czasu, gdyż po pierwsze zawiera dużo świetnej muzyki a po drugie jest
jakby przeciwieństwem wszechobecnemu pędowi. A Moon Shaped Pool zawiera w sobie
dwa utwory genialne. Pierwszy z nich to otwierający Burn The Witch od pierwszej
sekundy atakujący partią smyczków, z którą fantastycznie współgra dziki wokal w
wyjątkowo wysokich, nawet jak na Yorke’a, rejestrach w refrenie. Drugi
majstersztyk z tego krążka umieszczono pod numerem siódmym. Identikit to
nagranie magiczne, trudno więc opisać je słowami. Delikatny muzyczny motyw
przenikający się z wokalnym dialogiem trafia w punkt w część układu nerwowego
odpowiedzialnego za emocje. I choć nie należę do wielkich fanów Radiogłowych to
za utwory takie jak ten pokłon do ziemi i siekierka na cześć jego autorów. Równie smakowicie jest w Decks Dark, nieco
mroczniejszej kompozycji, której klimatu dodają żeński wokal i fortepianowe
akordy. Dużo na tej płycie kołysanek. Myślę, że żadne dziecko nie obraziło by
się na usłyszenie przed snem Daydreaming czy Desert Island Disk. Za wyjątkiem
szybszego i nieco psychodelicznego Ful Stop płyta A Moon Shaped Pool po prostu
spokojnie sobie płynie. Jeśli szukacie muzycznego pomysłu na wyciszenie i
pobudzenie wyobraźni to 11 umieszczonych tu utworów nadaje się do tego
idealnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)